Mama na wózku: Chciałabym, żeby widok "wózkersa" nie był czymś dziwnym dla mojej córki

Magdalena Gryc
- Ze względu na swój uraz mam wiele ograniczeń w opiece nad Lilą. Mała ma już 11 miesięcy i zaczyna się etap chodzenia. Nie mogę jej tego pokazać i nauczyć, jak stawia się krok po kroku. Wiem, że nigdy nie pójdę z dzieckiem na spacer na własnych nogach i nie wykonam wielu innych czynności - mówi mama na wózku, Karolina Wawrzyńczak w rozmowie z eDziecko.

Od wypadku samochodowego Karoliny Wawrzyńczak minęło już sześć lat. Po tragedii, którą przeżyła, jej życie diametralnie się zmieniło. Mimo to Karolina znalazła w sobie siłę do walki. Dziś jest dumną narzeczoną i szczęśliwą mamą małej Lilii. Ma przy sobie cudownych ludzi, a każdy dzień traktuje jak wyzwanie i bezcenny dar od Boga. W rozmowie z eDziecko.pl wyznaje, że czerpie z życia wszystko, co najlepsze. Teraz jest silniejsza, bo ma dla kogo żyć.

Magdalena Gryc: Kiedy usłyszałaś: Karolina, nie będziesz już chodzić?

Karolina Wawrzyńczak: Obudziłam się po niespełna dwumiesięcznej śpiączce farmakologicznej i tak naprawdę nie wiedziałam, co się wydarzyło. Pierwszą osobą, która powiedziała mi, że nie będę już chodzić, była moja mama. Ta wiadomość dopiero z czasem zaczęła do mnie docierać.

Czy w głowie pojawiły się myśli, jak teraz będzie wyglądać życie? O czym wtedy marzyłaś? Co było priorytetem?

Oczywiście. W głowie krążyło mnóstwo myśli dotyczących mojej przyszłości. Jak będzie wyglądało teraz moje życie? Czy będę w stanie wykonywać sama codzienne czynności? Po wypadku najważniejsze było dla mnie usamodzielnienie się w jak największym stopniu.

 

Kto był dla ciebie największym wsparciem w tych trudnych chwilach?

W pierwszej kolejności rodzina, ale także przyjaciele. Mogłam liczyć na nich zawsze. Oczywiście wypadek zweryfikował tę listę i odbyła się tzw. selekcja naturalna w gronie przyjaciół. Zostali tylko ci prawdziwi.

Myślałaś już wtedy o macierzyństwie?

Nie myślałam, a jeśli tak, to jedynie przez chwilę. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek będzie mi dane zostać matką. Jednak od początku kładłam nacisk na samodzielność i wiedziałam, że to musi być moim nadrzędnym celem. I tak się stało - najpierw próbowałam uczyć się samodzielnie zmieniać pozycję, a z czasem samodzielnie ubrać się i przesiąść na wózek. Zdaje sobie sprawę z tego, że dla sprawnego człowieka są to bardzo błahe rzeczy, ale dla osoby z urazem takim jak ja to był szczyt marzeń, do których dążyłam ciężką i regularną pracą. 

Jak jest teraz?

Teraz wiem, że ta walka się opłaciła. Jestem silniejsza, bo mam dla kogo żyć. 

Myślałaś o tym, że możesz sobie nie poradzić?

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, miałam takie myśli i mam do dziś. Wychowanie dziecka to prawdziwe wyzwanie dla osoby sprawnej, a tym bardziej dla mnie. Mam ogromną pomoc, a Lilia mnóstwo opieki od swojego taty, dziadków i kochanej cioci.

Życie jest nieprzewidywalne. Teraz jesteś mamą małej Lilki i niedługo zostaniesz żoną.

Wow, jak to brzmi! Aż ciężko mi w to uwierzyć, że marzenia się spełniają! Zaszczytem jest być mamą Lilii i narzeczoną Karola. 

 

Co poczułaś, kiedy dowiedziałaś się o ciąży?

Wiedziałam, że ciąża kobiety niepełnosprawnej fizycznie to bez wątpienia ciąża wysokiego ryzyka, ale się cieszyłam. Wiadomo, że były obawy o sam przebieg i o nową rolę, ale miałam nieocenione wsparcie i fachową pomoc. 

Poród w czasie pandemii to prawdziwe wyzwanie dla ciężarnej. Jak wspominasz tę sytuację? Czy partner mógł być obecny podczas porodu? Przypomnijmy, że był to początek pandemii. 

W czasie porodu Lilii w Polsce nie było jeszcze obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa. Tak, Karol był przy porodzie. Był z nami również przez cały czas naszego pobytu w szpitalu.

Czy miałaś poczucie, że placówka jest odpowiednio przygotowana na przyjmowanie niepełnosprawnych kobiet w ciąży? Jeśli tak, to, pod jakimi względami?

Szpital, w którym rodziłam Lilię, zapewnił nam bardzo dobre warunki. Lekarka, która prowadziła ciążę, zadbała o wszystko. Ze względu na niepełnosprawność zdecydowałam się prowadzić ciążę prywatnie. Prowadziła ją lekarka, która takie ciąże już nadzorowała, ale już sam poród odbywał się w szpitalu klinicznym. Mój powiatowy szpital nie jest przystosowany do ciężarnych kobiet niepełnosprawnych, dlatego rodziłam w Warszawie. Miałam cesarskie cięcie, więc powrót do formy wymagał czasu. 

A opieka? Czy personel medyczny stanął na wysokości zadania? Czułaś, że jesteś w dobrych rękach?

Oczywiście, że tak. Wszyscy chętnie służyli pomocą, dobrą radą i wskazówkami. Przez cały ten czas obecny był przy mnie partner i nie ukrywam, że to było to nieocenione wsparcie. Mieliśmy zapewnioną salę na wyłączność, opiekował się nie tylko malutką, ale i mną. Karol wykonywał wszystkie matczyne czynności, a ja patrzyłam na to z ogromnym wzruszeniem.

Czy mogłabyś liczyć na wsparcie najbliższych w pierwszych dniach życia twojej córeczki?

Tak. Lilia urodziła się na początku lutego, miesiąc przed wyznaczonym terminem, a w kraju na szczęście nie obowiązywały jeszcze obostrzenia. Mieliśmy ogromne wsparcie od moich rodziców. Dostarczali nam wszelkie potrzebne rzeczy. Byliśmy w szpitalu około tygodnia, z racji tego, że mieliśmy oddzielną salę, nie było żadnego problemu z odwiedzinami.

Mama na wózku: Nigdy nie pójdę z dzieckiem na spacer na własnych nogach i nie wykonam wielu innych czynnościMama na wózku: Nigdy nie pójdę z dzieckiem na spacer na własnych nogach i nie wykonam wielu innych czynności Archiwum prywatne

Jak odnajdujesz się w roli mamy? Co jest dla ciebie największym wyzwaniem w opiece nad Lilą?

Jestem zakochana w Lilce po uszy. Wykonuję wszelkie czynności związane z nią, oczywiście w miarę swoich możliwości. Ze względu uraz mam wiele ograniczeń w opiece nad dzieckiem. Mała ma już 11 miesięcy i zaczyna się etap chodzenia. Nie mogę jej tego pokazać i nauczyć, jak stawia się krok po kroku. Wiem, że nigdy nie pójdę z nią na spacer na własnych nogach i nie wykonam wielu innych czynności. Mam nadzieję, że nigdy nie odczuje żadnego braku, dyskomfortu czy zazdrości, że inne mamy biegają ze swoimi dziećmi, a jej mama porusza się obok na wózku inwalidzkim.

Mówi się, że macierzyństwo to najcięższa praca, którą się kocha. Co ciebie najbardziej w nim zaskoczyło?

Zdecydowanie miłość do dziecka! Pamiętam, jak rodzice mówili mi, że to wszystko jest nie do opisania i że nie zrozumiem tego, dopóki sama nie zostanę mamą. Teraz wiem, co mieli na myśli i zgadzam się z tym. 

 

Niedługo może nadejść moment, w którym Lilia może dopytywać: "Mamo, dlaczego jesteś na wózku? Opowiedz mi o tym". Co jej wtedy powiesz?

Opowiem jej wszystko. O tym, że miałam wypadek samochodowy, że miałam połamany kręgosłup, wskutek czego doszło do uszkodzenia rdzenia kręgowego i o wszystkich moich ułomnościach związanych z niepełnosprawnością. Chciałabym, żeby widok "wózkersa" nie był czymś dziwnym dla mojej córki. 

Dużo przeszłaś w życiu. Czy upragniona stabilizacja dała ci poczucie szczęścia? Jakie wartości chciałabyś przekazać swojej córce?

Tak, jestem naprawdę szczęśliwa. Do pełni szczęścia brakuje mi upragnionego ślubu. Niestety pandemia pokrzyżowała nasze plany i musieliśmy przełożyć wymarzoną uroczystość. Nie ukrywam, że chcielibyśmy mieć kolejne dziecko, żeby Lilia miała rodzeństwo. Z perspektywy czasu wiem, że to nieocenione wsparcie. Mam jedną siostrę, która codziennie staje na wysokości zadania, aby mi pomagać, często rezygnując z własnych zobowiązań i planów. Jesteśmy nierozłączne i pójdziemy za sobą w ogień. Chcę, aby Lilia w przyszłości miała podobnie. Razem z Karolem wiemy, że chcemy mieć swój azyl przystosowany całkowicie pode mnie i mój wózek. 

Agata Lange z siedmioletnią Jagodą"Córka pyta mnie: Mamo, kiedy przestanie mnie boleć?". Epidemia dla niepełnosprawnych dzieci to ogromne cierpienie

Musiałaś odnaleźć w sobie ogromnie pokłady siły, aby zdecydować się na dziecko. Co dało ci bycie mamą?

Minęło niewiele czasu, odkąd jestem mamą, więc nie wiem, czy już wszystkie plusy zdążyłam dostrzec. Myślę, że przede wszystkim dojrzałość. Fakt bycia odpowiedzialnym za czyjeś życie przewartościowuje wszystko. Miłość do dziecka jest najwspanialszym i najpiękniejszym uczuciem.

 

Mama na wózku: Nigdy nie pójdę z dzieckiem na spacer na własnych nogach i nie wykonam wielu innych czynnościMama na wózku: Nigdy nie pójdę z dzieckiem na spacer na własnych nogach i nie wykonam wielu innych czynności Archiwum prywatne

Zobacz wideo Koronawirus jest groźny dla kobiet w ciąży? Epidemiolog odpowiada
Więcej o: