Kasia, mama w Dubaju: Mąż może pozwać swoją żonę, jeśli nie zastosuje się do przepisów

Kasia mieszka w Dubaju już ponad 10 lat. Tam na świat przyszły jej córki. Multikulturowe miasto jest bardzo wygodne dla rodzin, ale niektóre przepisy wprawiają w osłupienie, jak ten nakazujący karmienie piersią.

Dlaczego przeprowadziliście się do Dubaju?

W 2010 roku Jacek, mój mąż dostał ofertę pracy w Dubaju i uznaliśmy, że warto ją przyjąć - tym bardziej, że mąż często wyjeżdżał w sprawach biznesowych na Bliski Wschód, gdy jeszcze mieszkaliśmy w Polsce. Wiązało się to, niestety, z długimi rozstaniami, trwającymi nawet po kilka miesięcy, ponieważ pracowałam w Polsce. Zatem, gdy Jacek otrzymał propozycję, nie zastanawialiśmy się zbyt długo i postanowiliśmy wyjechać. Wtedy nie było to jeszcze tak popularne miejsce wśród Polaków. 

Jakie było twoje pierwsze wrażenie po przyjeździe? 

Od razu bardzo zaskoczyło mnie to, że populacja Dubaju jest nadzwyczaj kosmopolityczna. Rdzenni Emiratczycy stanowią mniejszość - dziś to niecałe 20 proc. ogółu ludności tego wspaniałego miasta. Natomiast w całym Emiracie niemal 3/4 ludności stanowią imigranci z krajów Azji. Najliczniejszą grupą są przybysze z Indii (51 proc.) i z Pakistanu (16 proc.).Mniejszością imigracyjną są osoby pochodzące z krajów Europy, USA czy Australii. Wrażenie zrobiło na mnie to, że ludzie są tu bardzo życzliwi i przyjaźni.

Lubisz tam mieszkać? 

Uwielbiam tu mieszkać. Bardzo lubię tutejszy klimat, że jest ciepło - chociaż latem temperatury sięgają nawet 50 stopni, a zimą spadają do 23-24 stopni. Jednak mi to bardzo odpowiada i przyzwyczaiłam się do upałów. Lubię multikulturowość, dzięki której można poznać ciekawych ludzi z różnych stron świata, reprezentujących różne kultury. Dodatkowo Dubaj to bardzo bezpieczne miejsce do życia; nie boję się wyjść na ulicę i nie boję się o swoje dzieci. Właściwie jest to kraj nastawiony na dzieci i rodziny, a ludzie są do siebie przyjaźnie nastawieni. To mi odpowiada.

A czego ci brakuje?

Rodziny i pomocy bliskich, szczególnie gdy zdarzają się jakieś sytuacje losowe, jak chociażby operacja. Musiałam przejść wycięcia guza z klatki piersiowej, a następnie długą rekonwalescencję. Byłam też unieruchomiona ze względu na konieczność zrastania mostka po przebytej torakotomii. Wtedy bardzo przydałaby mi się pomoc bliskich z rodziny, którzy zostaliby z dziećmi, zajęli się nimi. Na szczęście mamy tutaj przyjaciół, na których wsparcie i pomoc zawsze możemy liczyć.

Katarzyna Pluta, mama z DubajuKatarzyna Pluta, mama z Dubaju archiwum prywatne

Masz dwie piękne córki – ile mają lat?

Alicja ma cztery lata, Wiktoria dziewięć. Obie urodziły się w Dubaju, choć nie mają obywatelstwa ZEA. Obywatelstwo otrzymuje się tylko po ojcu Emiratczyku. Nawet, jeśli lokalna Emiratka wyjdzie za mąż za obcokrajowca i urodzi im się dziecko, to dziecko nie otrzymuje obywatelstwa Zjednoczonych Emiratów Arabskich, lecz takie, jakie ma ojciec. Po ukończeniu 18. roku życia dziecko może ubiegać się o obywatelstwo ZEA.

Pierwszą córkę urodziłam w rządowym szpitalu. Ciąża była zagrożona przedwczesnym porodem, zresztą tak samo jak i druga. W tamtych czasach, czyli 10 lat temu, powiedziano mi, że jak urodzi się wcześniak, to szanse na uratowanie noworodka i matki będzie miał tylko szpital rządowy w Dubaju, ponieważ tylko ta placówka posiadała wtedy odpowiedni sprzęt i doświadczonych lekarzy. Jednak rząd wprowadził wtedy takie obostrzenia, że aby rodzić w rządowym szpitalu, trzeba prowadzić ciążę w ich rządowej klinice.

Jak wspominasz poród?

Przed porodem leży się na wspólnej sali, łóżka oddzielone są jedynie kotarami. Można oczywiście wykupić pojedynczy pokój, ale zazwyczaj są one już zajęte przez Emiratki. Mój mąż nie mógł być ze mną na tej sali przed samym porodem, dołączył do mnie na sam poród, gdy zostałam już przeniesiona do osobnego pokoju. Urodziłam siłami natury, bez znieczulenia, ponieważ było ono dodatkowo płatne.

Znieczulenie jest bardzo kosztowne?

Prowadzenie ciąży, badania i poród to tutaj olbrzymi koszt, dlatego każdy rezydent powinien mieć wykupione prywatne ubezpieczenie medyczne - i my również takie mieliśmy. Jednak ze względu na moje komplikacje, prowadzenie ciąży w szpitalu prywatnym i rządowym, wyczerpał mi się pakiet ciążowy i bardzo dużo badań musieliśmy pokryć z własnej kieszeni. W czasie mojej ciąży było wymaganych więcej USG, więcej zabiegów, leków, zatem nie mieliśmy zbyt dużo pieniędzy na dodatkowe opłaty, jak np. na znieczulenie. Rodziłam zatem siłami natury, bez znieczulenia.

Jak jest po porodzie? Dziecko zostaje z mamą?

Po porodzie od razu przyłożono mi dziecko do piersi, ponieważ tutaj stawia się na karmienie piersią. Zawieziono nas do wspólnej sali. Moja córeczka była cały czas przy mnie, nawet na minutę jej ode mnie nie zabrano. Jeśli jakieś badania trzeba było wykonać, to pielęgniarka przychodziła na wspólną salę i tam przeprowadzała badania. Sala poporodowa wygląda podobnie jak w polskim szpitalu.

Drugą córkę rodziłaś w tym samym szpitalu?

W prywatnym, z którego mogliśmy skorzystać w ramach naszego ubezpieczenia. Tym razem mieliśmy na wszelki wypadek takie ubezpieczenie, które pokrywa komplikacje ciążowe. I faktycznie się ono przydało, ponieważ druga ciąża też była zagrożona przedwczesnym porodem. Było to jednak kilka lat później i prywatne szpitale przez ten czas nabyły lepszy sprzęt i zatrudniły doświadczonych lekarzy. Nie było raczej ryzyka, że w prywatnym szpitalu nie poradzą sobie z komplikacjami. Zależało mi na prywatnym szpitalu, bo wiedziałam, że są tam lepsze warunki, a nawet można sobie wybrać lekarza, który przyjmie poród. Tę drugą ciążę prowadziła polska pani doktor, która na mój telefon przyjechała na samo rozwiązanie. Niestety, podczas tego porodu też wystąpiły komplikacje i skończył się cesarskim cięciem, a następnie operacją, ponieważ miałam krwawienie z macicy. Do operacji musieli mnie uśpić, potem wystąpiły problemy z ciśnieniem krwi, więc musieli mnie wybudzić…. było ciężko. Ale na szczęście, dobrze się skończyło. Gdyby nie opieka mojej pani doktor, to nie wiem, czy bym przeżyła.

Domyślam się, że prywatny szpital wygląda zupełnie inaczej niż rządowy.

Przypomina pokój w czterogwiazdkowym hotelu. To apartament z wielką łazienką i telewizorem. Jest basen, w którym można rodzić, piłka do skakania, świece zapachowe, muzyka relaksacyjna. Jest kanapa, na której cały czas może przebywać mąż lub rodzina, można na niej nawet spać. Warunki są fantastyczne, a opieka jak w luksusowym hotelu czy SPA. Nie ma czegoś takiego, że dziecko po porodzie zabierają do innej sali. Ze względu na to, że byłam po operacji i nie mogłam samodzielnie zajmować się dzieckiem, mój mąż nocował w szpitalu i przejął te obowiązki. Oczywiście zawsze mógł liczyć na pomoc pielęgniarki. Mąż w szpitalu spał, a nasi znajomi wzięli urlop, by zająć się wtedy drugą, pięcioletnią córką. Dodam, że mój mąż mógł być nawet przy cesarskim cięciu, co w Polsce jest niemożliwe. Siedział przy mojej głowie i obserwował, jak lekarze wyjmują dziecko. Tutaj jest też taka tradycja, że całe rodziny uczestniczą w porodzie. Ja chciałam, żeby był przy mnie tylko mój mąż, ale generalnie kobiety tu rodzą wśród mam, sióstr, babć. Widziałam to w tym rządowym szpitalu, gdzie w małym pokoiku porodowym gromadziła się cała rodzina. Mnie też pielęgniarki pytały, czy będzie ze mną ktoś oprócz męża.

Jak jest z jedzeniem? Różniło się ono między szpitalami?

W szpitalu prywatnym jedzenie wybiera się z menu i jest tam duży wybór. Można wybierać z wielu zup i dodatków. Miałam cukrzyce ciążową, więc wybór był ograniczony, ale co ciekawe, podano mi daktyle na deser i mleko wielbłądzie, które było pyszne. W rządowym szpitalu nie było menu, można było wybrać kilka opcji, ale raczej były to proste dania – ryż, kurczak.

Czyli będąc w ciąży warto mieć dobre ubezpieczenie…

Tak, tutaj to bardzo ważne, ponieważ wszystko jest bardzo kosztowne. Pobyt dziecka w inkubatorze to koszt od trzech do sześciu tysięcy złotych za dobę. Dlatego szczególnie polecam dobre ubezpieczenie turystyczne kobietom w ciąży. Zdarzają się sytuacje, że kobieta w ciąży przyjeżdża na wycieczkę lub do kogoś w odwiedziny do ZEA i zaczyna rodzić, a jej dziecko musi trafić do inkubatora. Jeśli rodzice nie uregulują rachunku, szpital nie odda im dziecka, a z każdym dniem pobytu dziecka w szpitalu rośnie rachunek. Koszty leczenia są tu bardzo wysokie.

Czy w ZEA są jakieś specjalne przywileje dla kobiet w ciąży?

Z tym jest gorzej niż w Polsce. Tu nie obowiązują krótsze godziny pracy, a o zwolnienie jest bardzo trudno; kobieta w ciąży pracuje niemal do ostatnich dni przed porodem. Cudzoziemki mają tutaj tylko 45 dni kalendarzowych urlopu macierzyńskiego w wysokości 100 proc. pensji. Urlop macierzyński dla lokalnych kobiet emirackich jest pełnopłatny przez trzy miesiące, a przez kolejne sześć miesięcy płatny w równowartości 50 proc. wynagrodzenia. 

Jak wygląda tam sytuacja z karmieniem piersią? Wspomniałaś, że w Emiratach kładzie się na to duży nacisk.

Tak, w 2014 roku rada narodowa wprowadziła w ZEA prawo nakazujące kobietom karmienie piersią swoich dzieci do drugiego roku życia. Przepisy obejmują nie tylko lokalne matki, ale również rezydentki ze wszystkich krajów. Mąż może pozwać swoją żonę, jeśli nie zastosuje się do przepisów. W praktyce nie słyszałam, by powyższa sytuacja miała miejsce. Ja bardzo krótko karmiłam swoje drugie dziecko i żaden z lekarzy nie czynił z tego powodu uwag. Spotykam też bardzo często lokalne kobiety karmiące dzieci mlekiem modyfikowanym.

Istnieją jakieś szczególne zwyczaje po urodzeniu dziecka? Albo przed urodzeniem?

Ze względu na to, że jest tu multikulturowość, występują różne zwyczaje. Jest baby shower i są różne przyjęcia przed narodzeniem dziecka. Ja takiego nie miałam, bo miałam zagrożoną ciążę i musiałam leżeć. Jednak u moich znajomych muzułmanów proces ten przebiegał następująco. Trzeciego dnia po narodzinach dziecka ojciec z matką dziecka wspólnie wybrali imię. Obecnie coraz częściej oboje rodzice tego dokonują. Zdarza się jednak, że ojciec malca sam decyduje, gdyż to po nim ostatecznie dziecko jest nazywane. Po wyjściu ze szpitala siedmiodniowy noworodek bierze udział w uroczystości zwanej aqeeqa, podczas której dokonuje się golenia głowy dziecka. Wtedy to też wraz z zaproszonymi gośćmi spożywa się wystawny posiłek. Dodatkowo, zgodnie z islamską tradycją, noworodkowi wciera się w dziąsła zmiękczony daktyl. Kiedyś w tradycji było tak, że gdy narodził się syn, na przyjęcie aqeeqa trzeba było kupić i zabić dwoje zwierząt, a w przypadku córki wystarczyło tylko jedno. W dzisiejszych czasach zamawia się catering. Po ogoleniu główki dziecka według tradycji, włosy się waży i przelicza na ilość srebra, złota lub pieniędzy, które rodzina przekazuje ubogim. Kiedy słuchałam opowiadania mojego kolegi, od razu nasunęło mi się skojarzenie z tym, jak rodziły się i wyglądały moje córki, które były prawie łyse. Wierzcie mi jednak, że arabskie dzieci rodzą się z bujnymi, gęstymi, sztywnymi czuprynkami. Jest więc co ważyć i darowizna jest znacząca.

Udało ci się znaleźć pracę w Dubaju?

Tak, pracowałam w Dubaju w dziale finansowym jednej z amerykańskich firm. Jednak praca na obczyźnie w korporacji na pełen etat plus dziecko w wieku przedszkolnym to nie lada wyzwanie - bez pomocy babci czy opiekunki. Przedszkola są tu czynne tylko do 15. Ostatecznie zrezygnowałam z pracy, ponieważ miałam problemy zdrowotne (operacja wycięcia guza), a następnie zaszłam w drugą ciąże, która była zagrożona i wymagała leżenia. Sześć miesięcy musiałam przeleżeć w łóżku. Wolno mi było tylko wstawać do toalety. Pomyślałam, że to idealna sytuacja, by napisać książkę. Ze względu na bóle i skurcze w ciągu dnia mogłam przebywać w pozycji siedzącej maksymalnie dwie godziny. Choć pisanie w pozycji leżącej z silnymi bólami nie należało do najłatwiejszych, udało mi się. W listopadzie 2019 roku na polskim rynku pojawiła się moja książka "Dubajski savoir-vivre. Poradnik życia w Dubaju".

Katarzyna Pluta, mama z DubajuKatarzyna Pluta, mama z Dubaju archiwum prywatne

Jak wygląda edukacja w Dubaju? 

Moje córki chodzą do brytyjskiej szkoły i przedszkola. Żeby dostać się do przedszkola, trzeba zaprezentować się podczas specjalnego spotkania (tzw. assesment), w czasie którego prowadzi się rozmowę, pyta się malucha np. o kolory. Prawie każde dziecko w Dubaju już od lat przedszkolnych potrafi komunikować się w przynajmniej w dwóch językach. Miejsce to ze względu na ową multikuturowość jest fantastycznym środowiskiem do nauki języków obcych, dlatego przedszkola i szkoły wspierają i zachęcają rodziców, by w domu porozumiewali się z dzieckiem w swoim ojczystym języku. Edukacja zaczyna się bardzo wcześnie, gdyż w brytyjskim systemie w Dubaju już od trzeciego roku życia. Szkoły i przedszkola są doskonale przygotowane do edukowania najmłodszych. Śmiało można stwierdzić, że dzieci w Dubaju mają niezwykłe warunki do wspierania swojej inteligencji i talentów. Jednak koszt nawet tej początkowej edukacji jest dość wysoki; szkoły prywatne żądają 40-75 tys. rocznie, w zależności od tego, która klasa. Rządowe szkoły dla lokalnych są bezpłatne, ale ze względu na wyższy poziom w prywatnych szkołach, lokalni też często wysyłają dzieci do placówek prywatnych. Często też pracodawca, w przypadku pracowników na wyższych stanowiskach, pokrywa koszty nauki dzieci. Podoba mi się ten system edukacji i moim córkom też. W weekendy zaś moje córki uczęszczają do polskiej szkoły w Dubaju i tam realizują uzupełniający, polski program edukacji.

W pandemii to się pewnie zmieniło?

W marcu 2020 zamknięto szkoły i moje córki rozpoczęły zdalne nauczanie. Trwało to do wakacji, czyli do czerwca. Od września wiele szkół otwarto - w tym szkoły moich córek. Niektóre placówki są dostępne w ograniczonym wymiarze, tzn. część uczniów chodzi do szkoły, a część ma zdalnie nauczanie, dzielą się na grupy i zamieniają. To są szkoły, które nie były w stanie spełnić konkretnych standardów dotyczących np. odległości ławek. Nasza szkoła ma dobrą infrastrukturę i zachowują odstęp między ławkami - czyli 2 metry od kolejnej ławki. Klasy są duże i dzięki temu udaje się odbywać lekcje na miejscu. Jeśli okaże się, że nauczyciel ma pozytywny wynik testu, cała klasa na tydzień przechodzi na zdalne nauczanie. Muszę przyznać, że w Dubaju to dobrze funkcjonuje. Szkoła polska, o której wspomniałam, jest na razie online, ale dużo się tam dzieje – np. ostatnio piekliśmy pierniki.

Jak spędzacie czas z dziećmi, gdy temperatura na zewnątrz sięga 50 stopni? 

Dzieci mogą rozwijać pasję jaką sobie tylko wymarzą. Od gimnastyki po taniec, wspinaczkę, jazdę konną i naukę języków obcych. Nawet pustynia nie jest ograniczeniem dla rozwoju takich dziedzin, jak narciarstwo, czy jazda figurowa na lodzie (mamy stok narciarski i lodowisko). Jest mnóstwo sal zabaw, sal do ćwiczeń, są boiska – wszystko oczywiście klimatyzowane. Jak to się mówi, do wyboru do koloru, czego tylko dusza zapragnie. Rodzice, szczególnie zamożniejsi, których w Dubaju nie brakuje, chętnie inwestują w taką formę zajęć pozalekcyjnych dla swoich pociech. Kiedy moje dzieci były małe i jeździły w wózkach, to przy 50-stopniowych upałach zabierałam je czasem do galerii i spacerowałam, gdyż tylko tam dało się oddychać. Teraz, kiedy dziewczynki są starsze, w upalne dni siedzą w basenie, w zacienionym miejscu.

Więcej o: