27-latka z rakiem piersi urodziła zdrowego synka. "Nie chcę, żeby ludzie mi współczuli"

Kasandra Cerda w 20. tygodniu ciąży usłyszała straszną diagnozę. Lekarze zdiagnozowali u niej raka piersi. - To było po prostu niedowierzanie. Nie chciałam w to uwierzyć, cały czas zaprzeczałam - mówiła w rozmowie z People.

Wstrząsająca diagnoza

Nie mogłam w to uwierzyć, byłam w ciąży i nie sądziłam, że coś takiego mi się przydarzy. Ale rak nie dyskryminuje i to było szokujące

- opowiada Kasandra w rozmowie z People.

"Kiedy słyszysz słowo rak, boisz się śmierci"

Dziewczyna przyznaje, że w ostatnich miesiącach dowiedziała się dużo o sobie.

Jestem silniejsza niż wcześniej mi się wydawało

- opowiada i dodaje:

Byłam taka przerażona. Bałam się umrzeć.

Casandra ma dwoje dzieci. Kiedy dowiedziała się o chorobie, była już mamą dwulatka. 17 czerwca, około tygodnia przed planowanym terminem porodu, urodziła drugiego syna.

 

27-latka z Mission w Teksasie przeszła od tego czasu długą drogą. Choroba zaatakowała także jej węzły chłonne. Cerda rozpoczęła chemioterapię w kwietniu i będzie ją kontynuować, dopóki lekarze nie zadecydują inaczej.

Zamierzają zrobić kolejne badania, aby sprawdzić, czy moje guzy i węzły chłonne się skurczyły, więc zobaczymy, co dalej

 - mówi. 

Nie chcę, żeby ludzie mi współczuli

- dodaje.

Chcę, żeby ludzie wiedzieli, że cokolwiek to jest, czy jest to drobna lub nawet duża, to nie oznacza to, że musisz się potknąć i powiedzieć: Poddaję się. Dlaczego? Bo trzeba walczyć.

Kasandra 25 listopada przeszła kolejną operację. Nie prosi o litość czy wsparcie. Prosi o modlitwę. Zbiera też pieniądze na leczenie. Wszystkie informacje znajdują się tu.