1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Beata Sadowska: Typ włoski: kawa na ławę i po sprawie. Rozmawiam, nie chowam emocji i żalu. Tak mi lepiej

Beata Sadowska jest dziennikarką, prezenterką telewizyjną, propagatorką zdrowego stylu życia, mamą dwóch chłopców: Tytusa i Kosmy. Dzieli życie na dwa domy - jeden we francuskich Alpach, drugi w Warszawie. - Rozsmakowałam się w spokojniejszym życiu blisko natury. W zielonym krajobrazie za oknem. W braku ciągłego pędu i przebodźcowania. Ze slow life zdecydowanie mi po drodze - Beata Sadowska w rozmowie z Izabelą Wałowską opowiedziała, jak teraz wygląda jej życie i macierzyństwo.

Izabela Wałowska: Jaką jest pani mamą? Świadomą, uważną, zaangażowaną? Gdy dzieci były małe, to powiedziała pani, że nie chciała stracić ani jednego dnia, by nie przegapić ich pierwszego kroku czy słowa.

Beata Sadowska: Jestem chyba przede wszystkim mamą pokorną. Nikt, tak jak dzieci, nie potrafi nas obnażyć i zawołać: "król jest nagi!". Nikt tak perfekcyjnie nie naciska "czerwonego guzika" i nie pokazuje nas prawdziwych, czy nam się to podoba, czy nie. Uczę się każdego dnia: i siebie, i dzieci. Z tych lekcji staram się wyciągać wnioski na przyszłość i przynajmniej nie popełniać tych samych błędów, bo nowe na pewno się pojawią. Staram się być mamą uważną, słuchającą, obecną. Zaangażowaną na pewno, bo chcę mieć kontakt z moimi synami. Chcę dać im poczucie bezpieczeństwa i miłość, z którą kiedyś powędrują w świat.

Ważna jest jakość czy ilość spędzanego z synami czasu?

Nie miałabym odwagi powiedzieć, że tylko jakość. To świetna wymówka i droga na skróty. Oczywiście, że lepiej spędzić z dzieckiem pół godziny, poświęcając mu 100 procent uwagi niż przez pięć godzin wgapiać się w telefon, symulując obecność, ale… No właśnie: ale dziecko potrzebuje nas na co dzień. Rozumiem obowiązki, pracę, to, że jesteśmy zajęci. Sama jestem przecież pracującą mamą dwóch smyków. Mamą, która dodatkowo ma sportowe pasje. Da się to połączyć. I da się być z dzieckiem, naprawdę. 

Jak lubi pani najbardziej spędzać czas ze swoimi synami? Sądząc po sportowych pasjach – aktywnie?

To prawda, kochamy aktywność na świeżym powietrzu, ale uwielbiamy też po prostu rozmawiać, rysować, lepić z plasteliny. Taki domowy czas jest darowany i bardzo go doceniamy, zwłaszcza w weekendy, kiedy nie musimy pędzić do szkoły. Wtedy celebrujemy spokojne, długie poranki. Bliski jest nam skandynawski styl wychowania: nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. Jak leje deszcz, można skakać po kałużach. Bez względu na aurę można przebiec przez lodowaty górski strumień, najlepiej w pełnym rynsztunku, wtedy dopiero jest zabawa! Nasze dzieci są permanentnie umorusane i… są szczęśliwe. Latem jeżdżą na rowerach, wspinają się, trenują judo, zimą - szaleją na nartach. Przez cały rok grają w hokeja. 

Syn Beaty SadowskiejSyn Beaty Sadowskiej Celestyna Król

Musieliście przekonywać ich do sportu czy przyszło to w sposób naturalny?

Szczerze? Nie musiałam ich przekonywać, one tym nasiąknęły w domu. Mój mąż jest przewodnikiem wysokogórskim, ja kocham bieganie i triathlony. Sprzęt sportowy zajmuje u nas najwięcej miejsca. Dla naszych dzieci aktywność fizyczna jest tak naturalna, jak to, że rano je się śniadanie. Trudno wymagać od smyków, żeby jadły marchewkę, jak rodzice objadają się chipsami. Podobnie jest ze sportem. Ćwiczy mama czy tata, dziecko też chce spróbować. 

Do tego mieszkacie teraz we francuskich Alpach, więc pewnie łatwiej po prostu wyjść na zewnątrz i skorzystać z bliskości natury?

Ta natura zagląda do nas przez okna i drzwi. Nie da się od niej uciec i też nikt nie próbuje. Jesteśmy w niej i z nią. Spacery z psem, zabawy z dziećmi - wszystko odbywa się w przyrodzie. Patyk, kamień, rzeka są najlepszymi zabawkami. Paweł pracuje, wprowadzając ludzi na Mont Blanc i inne alpejskie szczyty, ja biegam po górskich szlakach. I cieszę się jak dziecko, że słyszę śpiewające ptaki i nie przegapiam zmieniających się pór roku. 

Czy w takim otoczeniu łatwiej żyć w stylu slow life, który pani propaguje?

Na pewno łatwiej, bo już sam widok za oknem koi i zachęca, żeby się zatrzymać i zagapić. Poza miastem jest też dużo mniej bodźców, więc to pomaga. Z drugiej strony ciągle funkcjonuję na dwa domy i dobrze mi z tym. Dzielę czas między górską wieś i Warszawę, gdzie nagrywam wykłady do mojego nowego projektu, programy, prowadzę konferencje. Urodziłam się i wychowałam w Warszawie, rytm miasta zawsze był mi bardzo bliski. Teraz jednak nie byłby i nie jest moim pierwszym wyborem. Rozsmakowałam się w spokojniejszym życiu blisko natury. W zielonym krajobrazie za oknem. W braku ciągłego pędu i przebodźcowania. Ze slow life zdecydowanie mi po drodze.

Wiele osób podkreśla, że bliskość natury ładuje ich życiowe akumulatory, a pani jest tego przykładem, bo energii i optymizmu pani nie brakuje!

Energii rzeczywiście mi nie brakuje, optymizm odziedziczyłam po mamie, ale - proszę mi wierzyć - potrafię się wściec. Typ włoski: kawa na ławę i po sprawie. Rozmawiam, nie chowam emocji i żalu. Tak mi lepiej. Poza tym musimy być w formie, bo dzieci mamy z turbodoładowaniem (śmiech). To mobilizuje. Skąd energia? Z poczucia, że robi się coś z sensem, żyje się uczciwie i zdrowo odżywia. Chciałabym jeszcze dodać: z odpowiedniej dawki snu, ale z tym mam jeszcze kłopot i z dobrego nawodnienia, ale pić wodę uczę się nieprzerwanie od lat.

A znajduje pani przestrzeń tylko dla siebie, by zresetować się, odpocząć?

Och tak, bez tej przestrzeni zwariowałabym. Kocham ją i bardzo o nią dbam. Staram się codziennie wygospodarować czas dla siebie. Tłumaczę wtedy dzieciom, że tak jak one mają swoje chwile na układanie klocków, tak ja mam teraz swój czas na moje przyjemności. To może być wypicie kawy w spokoju albo spacer z psem. Rano staram się wstać godzinę przed wszystkimi domownikami i poświęcić ten czas sobie. Nie na komputer i telefon, ale na coś, co kocham: ćwiczenia oddechowe, rytuały tybetańskie (połączenie jogi i oddechów), gapienie się przez okno. Bezcenne chwile, dające poczucie, że ja to wciąż ja. Mam siebie. Celebruję to. Podobnie jest z bieganiem: ciało się męczy, ale głowa… odpoczywa. Podczas biegania można też ukoić emocje. Bezcenne! 

A co jest najważniejsze, by umiejętnie łączyć pracę, macierzyństwo i swoje pasje?

Nie staram się być idealna, ani być mistrzynią świata w każdej dziedzinie. Bycie wystarczająco dobrą, czyli najlepszą Beatą, na jaką mnie stać, w zupełności mi wystarcza. To pomaga. Nie muszę biegać coraz szybciej, nie muszę też codziennie czekać z dwudaniowym obiadem, deserem i kompotem. Mamy z moim mężem wspólny rodzinny grafik, gdzie wpisujemy swoje "zajętośc", te związane z pasją też. Staramy się bardzo szanować te wpisy. 

Jesteście przykładem rodziny, która prowadzi zdrowy styl życia – stawiacie na aktywność fizyczną, ale też zdrowo się odżywiacie. Jak zmienić te nawyki na zdrowsze i jeszcze wpoić je dzieciom?

Wierzę w metodę małych kroków. Bez rewolucji, ale za to skutecznie. I nie wszystko od razu. Można zastąpić słodzone soki wodą z kranu. Zamiast smażenia, gotować na parze, a zamiast słodyczy - wcinać suszone owoce. To już małe wielkie kroki. Jak zdrowe nawyki wpoić dzieciom? Samemu je stosować. Przykład idzie z góry.

Beata SadowskaBeata Sadowska Celestyna Król



A w jakie umiejętności chciałaby pani wyposażyć dzieci, by poradziły sobie w życiu?

Na pewno uważność. Wrażliwość na drugiego człowieka, ale jednocześnie siłę, wynikającą z poczucia bezpieczeństwa i z miłości, jaką dziecko dostało. Chciałabym, aby nasi synowie mieli odwagę iść własną drogą, a nie powtarzać utarte schematy. Żeby podążali za pasją, a nie karierą i pieniędzmi.

Uczą się teraz we francuskiej szkole. Jak sprawdza się w praktyce francuski system edukacji? Czy ma z czymś przewagę nad polskim?

Dzieci są w szkole od 8.30 do 16.30, ale mają trzy długie przerwy na boisku. Co półtora miesiąca są dwa tygodnie bez szkoły, dzięki czemu uczniowie nie są przeciążeni. Szkoła organizuje dzieciom zajęcia na basenie i naukę jazdy na nartach, bo każde dziecko powinno umieć pływać i zjeżdżać ze stoku. W stołówce jest miks ekologicznego jedzenia i produktów od lokalnych farmerów. To chyba największe plusy.

A czy macierzyństwo przewartościowało pani życie? A może to wpływ męża, bo powiedziała pani kiedyś, że to od niego nauczyła się pani, że mniej znaczy więcej, że lepiej żyć spokojnie i mieć mniej na głowie?

Z tym "mniej na głowie" wciąż mam kłopot, ale już potrafię się zatrzymać. Mój mąż jest minimalistą w każdym calu: w domu jest dla niego za dużo rzeczy, ma za dużo maili do odpisania i w ogóle wszystko powinniśmy oddać, żeby było pusto. Macierzyństwo nie przewartościowało mojego życia, bo wciąż mam tę samą historię w głowie i sercu, za to na pewno pozwoliło mi jeszcze bardziej docenić tu i teraz.

Czy takie życie "tu i teraz" lepiej smakuje? Dlatego właśnie powstał projekt Mentalist?

Takie życie jest pyszne. I na pewno zdrowe. Mentalist powstał z potrzeby dzielenia się tym, co dobre właśnie. Z wiary, że nawet maraton zaczyna się od pierwszego kroku, że zmiana jest w naszym zasięgu i wystarczy się odważyć, żeby otworzyły się kolejne drzwi.