1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Katarzyna Dowbor: Pajda chleba do ręki, na podwórko i wracasz, jak cię zawołam. I musieliśmy sobie radzić

- Mojego syna urodziłam naprawdę młodo. Miałam wtedy zaledwie 19 lat, byłam na pierwszym roku studiów. Bardzo chciałam uczestniczyć w życiu, które gdzieś mi umykało - o wczesnym i późnym macierzyństwie rozmawiamy z mamą, która doświadczyła obu. Katarzyna Dowbor jest kolejnym gościem cyklu "Mamy Moc".

Mama to ktoś, kto trwa przy dziecku niezależnie od tego, co przyniesie los. To ktoś, kto potrafi łączyć obowiązki rodzinne i zawodowe - czasem takie, które wydają się niemożliwe do połączenia. To ktoś, kto w trudnej sytuacji potrafi znaleźć drogę wyjścia, a przynajmniej walczy do końca, żeby tę drogę odszukać. Dlatego to właśnie matkom i ich sile poświęcamy nasz cykl artykułów pod hasłem "Mamy moc".

Izabela Wałowska: Doświadczyła pani bardzo wczesnego i późnego macierzyństwa. Czy z perspektywy czasu któreś ocenia Pani jako trudniejsze?

Katarzyna Dowbor: Każde miało swoje zalety i wady. Ogromną zaletą wczesnego macierzyństwa na pewno było to, że mniej się przejmowałam i wychodziłam z założenia, że jakoś to będzie. Kończą się pieluchy, trudno, na pewno uda się je zdobyć, w mleku zrobiły się grudki - nieważne. Na pewno to wczesne macierzyństwo było bardziej beztroskie, na luzie, pewnie też dlatego, że z wielu niebezpieczeństw nie zdawałam sobie sprawy.

A wady?

Prawda jest taka, że młoda mama jeszcze chce coś zobaczyć czy czegoś doświadczyć, a to płaczące i domagające się uwagi dziecko w jakiś sposób ogranicza. Mojego syna urodziłam naprawdę młodo. Miałam wtedy zaledwie 19 lat, byłam na pierwszym roku studiów. Bardzo chciałam uczestniczyć w życiu, które gdzieś mi umykało, bo np. koleżanki szły do kina, teatru czy na imprezę, a ja siedziałam w domu "w pieluchach". To było trudne.

Gdy zostaje się mamą w późniejszym wieku, chyba nie ma już tego poczucia, że coś nam umyka?

Tak, kiedy urodziłam Marysię, a miałam już wtedy 40 lat, byłam bardziej dojrzała i świadoma. W ogóle nie zastanawiałam się nad tym, czy coś mnie omija, bo już się wybawiłam, nacieszyłam życiem, nachodziłam na imprezy, do kina, teatru. Często w tym późniejszym macierzyństwie to właśnie dziecko staje się sensem życia. Już nie szuka się innych emocji, wrażeń, to ono nadaje inny wymiar wszystkiemu. Minus był taki, że więcej się przejmowałam i to często błahymi rzeczami, którymi przejmować się nie powinnam.

W swojej książce "Apetyt na życie" przestrzega jednak pani inne mamy przed byciem nadopiekuńczymi.

Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Oczywiście dziecko to mały człowiek, który potrzebuje naszej opieki, ale z drugiej strony nie może żyć w jakieś ochronnej "bańce". Moje dzieci wychowywały się np. ze zwierzętami. Gdy urodziła się Marysia, mieliśmy dożycę Czesławę, która od razu poczuła się "mamą" i bardzo córki pilnowała. Zawsze były razem, gdy pies szedł do miski, Marysia raczkowała za nią, by zobaczyć, co Czesława dostała do jedzenia (śmiech). Uczyła się też chodzić, trzymając psa za obrożę. Nie miałam obsesji na punkcie zarazków, a córka nie jest alergiczką.

Często nadopiekuńczość przejawia się też w wyręczaniu we wszystkim dzieci…

Współczesne rodzicielstwo jest naprawdę trudne. Gdy sobie przypominam, jak moi rodzice mnie wychowywali, mówię o moim pokoleniu, to było w zasadzie tak: pajda chleba do ręki, idziesz na podwórko i wracasz, jak cię zawołam przez balkon. I musieliśmy sobie radzić i wyrośliśmy na w miarę zaradnych ludzi. Teraz próbujemy naszym dzieciom zaplanować całe dzieciństwo, co do minuty.

Ustrzegła się pani błędu obciążania dziecka i zapisywania je na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe?

Niestety nie, choć szybko zorientowałam się, że coś jest nie tak. Marysia wracała z baletu, potem ją wiozłam na inne zajęcia i następnego dnia znowu to samo. W pewnym momencie pomyślałam, że nie może tak być. Niech sobie wybierze tylko to, co jej pasuje, a potem ma mieć czas na bycie dzieckiem i dzieciństwo: zabawę, spotkania z koleżankami, kolegami, robienie tego, co lubi. Miałyśmy kiedyś z Marysią taką tablice na lodówce, gdzie wypisywałyśmy drobne przyjemności, np. śniadanie w łóżku lub spacer bez celu. To sprawiało, że nie żyłyśmy tylko obowiązkami.

Pandemia pokazała nam też, że możemy spędzić wartościowy rodzicielski czas niekoniecznie wyjeżdżając gdzieś daleko.

Czasem organizujemy dzieciom wakacje tak pełne atrakcji, że nie mają czasu odetchnąć, a one muszą się czasem ponudzić. Mają do tego prawo. Czasem myślę o własnym dzieciństwie i okazuje się, że najlepiej wspominam wakacje na wsi. Moja mama była konserwatorem zabytków, pracowała przy renowacji różnych kościołów na wsiach i zabierała nas ze sobą. Jak razem z bratem wychodziłam rano pomagać w zaprzyjaźnionym gospodarstwie, to wracaliśmy do domu późnym wieczorem. To były najpiękniejsze wakacje – na bosaka, z bandą dzieciaków, a za zabawkę wystarczały nam kije. Jestem przekonana, że dzieciństwo to najlepszy czas, by pokazać dzieciom świat blisko natury. Na jeżdżenie do ekskluzywnych ośrodków, by poleżeć na leżaku przy basenie jeszcze będą mieli czas w dorosłym życiu. W wakacje najłatwiej też zacieśnić więź z dzieckiem, bo trochę zwalniamy, jesteśmy mniej spięci i zestresowani.

Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że jest pani wzorem dla wielu mam, jak dobrze ułożyć z byłym partnerem stosunki po rozstaniu, by wasze dziecko nie odczuło jego skutków.

Chyba największym problemem jest chęć zemsty na partnerze. To zaślepia nas tak bardzo, że nie potrafimy zobaczyć krzywdy dziecka, które w tym wszystkim najbardziej cierpi. Kobiety często straszą: "Odetnę ci kontakt z dzieckiem, bo mnie zostawiłeś" i niestety to robią. To, że ty się rozstajesz z partnerem, nie znaczy, że on ma się rozstać też z dzieckiem.

Chyba wiele kobiet o tym zapomina?

Czasem warto zagryźć zęby, mnie samej to się też zdarzało, i pomyśleć: "Ok, wolałabym inaczej, ale dla dobra mojego dziecka nie odezwę się, nie skomentuję". Z tatą Marysi byliśmy zawsze lojalni wobec siebie i nigdy żadne z nas nie podjęło decyzji dotyczącej naszej córki wbrew tej drugiej osobie. Wszystko konsultowaliśmy ze sobą i teraz po latach, gdy Marysia ma już 21 lat, jestem zachwycona, jaki ma fantastyczny kontakt ze swoim tatą i jakim jest on dla niej oparciem.

Gdzie tkwi tajemnica? W ilości czy jakości spędzanego ze sobą czasu?

U nas było tak, że tata Marysi bardzo dużo z nią wyjeżdżał i wtedy spędzali mnóstwo czasu ze sobą. Pamiętam jakiś ich wspólny wyjazd w góry, miała chyba 6 lat. Wrócili bardzo emocjonalnie związani ze sobą. To było takie cenne, ważne, mnie nic nie ubyło, a jej to dało bardzo dużo. Jestem wielką fanką opieki naprzemiennej, ale jeśli nie ma takiej możliwości, to warto ustalić, że miesiąc lub dwa wakacji dziecko spędza z drugim rodzicem. Bo jak może mieć więź z kimś, kogo widuje sporadycznie, np. raz w miesiącu i przez to prawie w ogóle nie zna?

Teraz ma pani dorosłe dzieci. Jak utrzymać z nimi dobre relacje, gdy tak naprawdę żyją już swoim własnym życiem?

Może to trochę banalne, ale najważniejsza zasada, której się trzymam, brzmi: nie wtrącać się. Mam dorosłego syna, synową. Mądra teściowa, a mam nadzieję, że taką jestem, po prostu nie czepia się – z jednej strony akceptuje, a z drugiej niczego nie narzuca. Dorosłym dzieciom musimy dać szansę na ich własne dorosłe życie. Dlatego ja zawsze powtarzam kobietom, które już wypuściły dzieci z gniazda: wymyśl sobie hobby, pasję, miej pomysł na to, co chcesz dalej robić. Nie żyj tylko i wyłącznie życiem swoich dzieci.

Wiele kobiet na emeryturze jest babciami na cały etat. Nie zawsze to ich wybór, ale pewien rodzaj obowiązku, który na siebie biorą, bo taka jest "kolej rzeczy".

To największy błąd polskich babć. Gubią siebie, zapominają o sobie, bo są cały czas wzywane do pomocy. Moim zdaniem absolutnie nie może być tak, że babcia rzuca wszystko i poświęca się tylko wnukom. Przecież jak kobieta ma 60 czy 70 lat, to nie znaczy, że skończyło się jej życie. Jeśli rzeczywiście chce być babcią na pełen etat i to jest największa radość jej życia, to niech się oczywiście zajmuje wnukami cały czas. Ale jeśli kobieta na emeryturze ma jeszcze inne pomysły na siebie i swoje życie, to nie można jej tego zabierać.

A jaką jest pani babcią?

Chyba przede wszystkim zapracowaną. Teraz niestety rzadko mam czas, nie mogę też pozwolić sobie na to, by nie pracować. Wolałabym spędzać więcej czasu z wnuczkami i jak będę bardziej na emeryturze, niż jestem teraz, to na pewno będziemy więcej rzeczy robić razem.

Zobacz wideo Joanna Koroniewska i Maciej Dowbor wygłupiają się w domu