1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Nauczycielka o szkole w trakcie pandemii: Nie śmiałam zapytać: "A wy gdzie byliście, gdy ja pracowałam codziennie przed ekranem?"

Iwona jest nauczycielką z trzydziestoletnim stażem, pracuje w integracyjnej szkole podstawowej. Czy boi się nowego roku szkolnego? Czego ją samą nauczyło ostatnich kilka miesięcy w systemie nauki on-line?

Pandemia koronawirusa wywróciła polski system edukacji do góry nogami. Uczniowie na kilka miesięcy zostali w domach, a nauczyciele z dnia na dzień musieli nauczyć się, jak pracować w nowej, "zdalnej" rzeczywistości.

1 września szkoły znów będą pełne. W nowej odsłonie cyklu "Jak będzie" weźmiemy pod lupę to, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach i co czeka teraz uczniów, nauczycieli i rodziców.

Teksty znajdziecie codziennie w dniach 24-28 sierpnia na Gazeta.pl oraz pod tym linkiem.

Z kolei w poniedziałek 31 września już od godz.7.15 rano czekamy na Was w Poranku "Szkoła w czasie pandemii" na Gazeta.pl. Wraz z dziennikarzami radia TOK FM i redakcji Wyborcza.pl będziemy rozmawiać m.in. z ekspertami i dyrektorami szkół o tym, czy Polska jest odpowiednio przygotowana na powrót uczniów do placówek od 1 września.

***

Sylwia Borowska: Przygotujesz lekcję o koronawirusie?

Iwona, nauczycielka z trzydziestoletnim stażem: Na pewno. Omówię jego budowę, specyfikę, jak można się zarazić. Koronawirusy to nic nowego, są z nami od dawna, tylko ten COVID-19 jest nowy i wyjątkowo zjadliwy.

Boisz się września?

Chcę już wrócić do pracy, choć boję się, że może dojść do zwiększonej liczby zakażeń. Ale równie dobrze możemy zakazić się na weselu, podczas festynu, z tego co wiem, to na wsiach zaczęły się odpusty. Nie mówiąc już o wakacjach nad morzem.

Czy otwarcie szkół jest dobrą decyzją?

Tak, bo trzymanie nas w domu tylko obniża odporność. Musimy żyć z tym wirusem, tak jak do tej pory żyliśmy z innymi mikroorganizmami. W powietrzu fruwa tego mnóstwo. Kiedy lecisz do Azji czy Egiptu od razu dostajesz rozstroju żołądka, bo są tam mikroorganizmy, których nie znasz. Nie jesteś do nich przyzwyczajony. Z COVID-19 jest teraz podobnie, sami naukowcy nie wiedzą, ile razy już zmutował.

Siedzenie w domu obniża odporność, ale głównie nie służy psychice. Zgadzasz się?

To prawda, bo nie socjalizujemy się, a to podstawa naszej egzystencji. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, więzi społeczne są ważne, szczególnie w przypadku dzieci. Ich bycie w szkole buduje relacje. To, że mamy urządzenia i możemy się zobaczyć na Zoomie, Skypie czy WhatsAppie jest piękne, ale nie zastąpi fizycznego kontaktu, a ten jest niezbędny w rozwoju młodzieży. W klasie szóstej, której jestem wychowawczynią, przyjęłam system powitania "przytulas albo piątka".  Przejęłam wychowawstwo w połowie roku i chciałam nawiązać z dziećmi relację, zniwelować stres, spowodowany nagłą zmianą wychowawczyni. Oczywiście skonsultowałam to wcześniej z rodzicami, czy nie mają nic przeciwko, że będę w fizycznym kontakcie z ich dziećmi. Nikt się nie sprzeciwił, rodzice byli wręcz zadowoleni. Na początku myślałam, że przytulać będą się dziewczyny, a chłopcy wybiorą "piątkę". Okazało się, że to chłopcy chętniej się przytulają. Jeden nawet powiedział swojej mamie: "Jak fajnie jest móc zrobić z panią niedźwiedzia, bo daje mi kopa na cały dzień!". Dzieciom potrzebne są normalne relacje fizyczne, jak przywitanie, poklepanie po plecach czy dotyk ręki: "Świetnie! Radzisz sobie! Rób tak dalej! Jestem z ciebie zadowolona". Przekazuję w ten prosty sposób emocje tak, jak rodzice w domu po to, żeby dziecko czuło się zaopiekowane. Bardzo tego nam brakowało w nauczaniu on-line. Oczywiście uśmiechałam się do nich, mówiłam, że pięknie wyglądają i wspaniale pracują, ale "piątki" nie dało się przybić przez ekran.

Smutno?

Bardzo. Dzieciaki, które uczą się w podstawówkach spędzają dużo czasu na terenie szkoły. Chcę, żeby po latach wspominały ten czas z nostalgią. Nauczycieli często gani się, że nie wychowujemy dzieci. To rodzic jest od wychowania, a my mamy kształcić, przekazywać informacje, ale też pozytywne emocje. Miałam cały czas kontakt on-line ze swoimi uczniami. Bardzo chcieli się spotkać na zakończenie roku, ale uznaliśmy, że to może być niebezpieczne i zrezygnowaliśmy w szkole z oficjalnej akademii. Dzieci odbierały świadectwa w sekretariacie. Odbyło się tylko zakończenie dla klas ósmych i to bez rodziców, również z zachowaniem odstępu.

Jak odnalazłaś się jako nauczyciel w tej nowej sytuacji?

Na początku byliśmy rozproszeni, zapanował strach. Zamknięcie szkół było komunikatem, że trzeba się izolować, bo jest duże ryzyko zachorowania. Przyjęłam to ze zrozumieniem, uważając takie rozwiązanie jako zasadne, ale na krótki czas. Miało to trwać przecież dwa tygodnie. Każdy brał na przeczekanie, jak rozwinie się sytuacja. Szkoła nie stała jednak w miejscu, bo mieliśmy obowiązek wysyłania tematów lekcji i prac domowych za pośrednictwem dziennika elektronicznego. Dzieci miały realizować program we własnym zakresie.

Jak wyglądała twoja praca?

W normalnych warunkach piszę dzieciom konspekty na każdą lekcję. Kwintesencję tego, o czym będę mówić. Kseruję i wręczam przed lekcją. Zeszyty moich uczniów są cienkie, za to segregatory z konspektami grube. Nie odpytuję na lekcji, raczej rozmawiam z dziećmi, a jeśli któreś wyskakuje z odpowiedzią, to wtedy oceniam. Rzadko zadaję prace domowe. Programy są przeładowane, a biologia piekielnie duża, więc robię to po swojemu. Jedni uczniowie o konspektach mówią: "cudowne", a inni mają je gdzieś. Kiedy nastało nauczanie on-line dalej robiłam konspekty, z tą różnicą, że wysyłałam je dzieciom i teraz korzystali z nich już wszyscy, aby odrobić pracę domową. W pierwszych dwóch tygodniach podałam swój adres mailowy, aby usprawnić komunikację, bo nie zawsze można było przesłać załączniki na Librusie, coś tam szwankowało. Dostawałam codziennie kilkadziesiąt maili z pracami domowymi, które musiałam sprawdzić. Po dwóch tygodniach, kiedy okazało się, że nie wracamy do szkoły postanowiłam, że opanuję Zoom. Dla mnie to była nowość. Córka pożyczyła mi nowy komputer, ale program zainstalowałam sama i dokupiłam słuchawki.

Jak wspominasz debiut przed ekranem?

Na początku nie zdawałam sobie sprawy, że nie patrzę w kamerkę. - Dobrze mnie słyszycie? - pytałam dzieci. - Tak, ale patrzy pani cały czas w bok - ktoś zwrócił mi uwagę. Pośmialiśmy się, ale dzięki temu szybko się wyrobiłam. Jaką mi to radochę sprawiało! Poczułam się, jak pani z telewizji. (śmiech) Na początku zachłysnęłam się, czekałam na te lekcje i widziałam, że dzieci tak samo. Po pewnym czasie zauważyłam pewne utrudnienia. Przekaz w internecie ma opóźnienie, a poza tym, jak mówią trzy osoby jednocześnie to jest straszny pogłos i nie można nic zrozumieć. Tylko w przypadku jeden na jeden to się sprawdza. W zasadzie lekcja on-line polegała na tym, że ja mówiłam, mogłam jedną osobę wywołać do odpowiedzi, a po wykładzie dopiero rozpocząć z nimi dyskusję i każdy musiał czekać cierpliwie na swoją kolej ze względu na pogłos. Taka lekcja powinna trwać nie 45 minut, tylko 90 minut. Przy tej okazji doszłam do wniosku, że to może być w przyszłości idealnym rozwiązaniem dla dzieci, które opuszczają szkołę z powodu choroby. Mogłabym łączyć się z nimi po lekcjach, aby pomóc nadrobić zaległości. Uczę w szkole integracyjnej i do niektórych dzieci nauczyciele chodzą na lekcje do domu, a tak mogliby spotkać się z uczniem na wizji.

Idealistka z Ciebie.

Dlaczego? Może i do tego dojdzie. Czy jeszcze rok temu ktoś pomyślał, że będziemy pracować w ten sposób? Świat idzie do przodu, a my powinniśmy nadążać. Nie jestem bojaźliwa i chętnie uczę się nowych rzeczy. Mało płacą, ale lubię tę robotę. Tylko przez połowę z czterdziestu godzin pracuję przy tablicy. Od ósmej do czternastej jestem w szkole, kiedy wracam do domu, robię konspekty albo przygotowuję materiały na następny dzień. Rodzice moich uczniów mają mój numer telefonu i mogą zadzwonić wieczorem. No bo kiedy? W ciągu dnia przecież oni są w pracy. Jak zachowujesz się normalnie, to również ludzie traktują cię normalnie.

Dlaczego w szkołach publicznych nie wszyscy nauczyciele prowadzili lekcje na Zoomie? Jak to wytłumaczysz?

Nikt nie mógł ich ocenić negatywne, bo działali zgodnie z procedurami. Nauczyciele nie mieli narzuconego przez ministerstwo obowiązku prowadzenia lekcji na Zoomie, mieli realizować program, ale w jaki sposób, to zależało od nich i ich dobrej woli.

Jak etycznie to oceniasz?

Że było to niesprawiedliwe, bo jeden nauczyciel poświęcił energię i czas na to, a inny nie.

Nie zwróciłaś uwagi takim niesolidnym kolegom po fachu?

W mojej szkole większość robiła lekcje on-line na Zoomie. Były tylko jakieś pojedyncze przypadki. Brała mnie chwilami cholera, ale faktycznie nie śmiałam zapytać tych, co zniknęli: "A gdzie byliście, gdy ja pracowałam codziennie przed ekranem?". Lekcje, które nie odbyły się on-line na Zoomie to strata, i dla uczniów, i dla tych nauczycieli. Dzieci mają lepszą percepcję, jeśli działasz na jak największą liczbę zmysłów. Lepiej zapamiętują wiadomości, kiedy cię widzą i słyszą. Komunikacja odbywa się rownież pozawerbalnie: tembr głosu, gesty, mimika. Dlatego jestem znana w szkole z tego, że "wygłupiam się" na lekcjach, aby przykuć uwagę dzieci. Dla mnie to było nowe i ciekawe doświadczenie, które być może jeszcze wykorzystam w trudnych momentach.

Czy wszystkie dzieci uczestniczyły w zajęciach on-line?

Zdecydowana większość. W klasie, której jestem wychowawczynią, na 20 osób w lekcjach nie uczestniczyło tylko dwoje. Przy czym jedna dlatego, że nie miała komputera w domu. Kiedy szkoła zaproponowała tej rodzinie komputer, okazało się, że nie mają łącza internetowego. Mama chodziła do sąsiadki spisywać prace domowe dla dziecka.

Z jakimi reakcjami rodziców spotkałaś się w tamtym czasie?

- O rany, nie zdawałam sobie sprawy, że aż tyle materiału jest z każdego przedmiotu - usłyszałam od kilku mam. Rodzice byli przytłoczeni.

Zobacz wideo

Mnie zdyscyplinowanie dwójki dzieci przerastało, a co dopiero, gdybym miała ujarzmić 20 dzieci na lekcji. Czy czułaś, że rodzice docenili też nauczycieli?

Wiem, że mieli "po kokardę" i cieszą się, że dzieci pójdą we wrześniu do szkoły. Wiem też, co pisze się o nauczycielach w gazetach i na Facebooku. Dużo gorzkich słów...  Przez tyle lat można jednak wypracować sobie metody pracy z uczniami. Nigdy nie miałam z nimi problemów, tak samo jak z rodzicami. W ponad trzydziestoletniej karierze zdarzyły mi się dwie przykre sytuacje, gdy uczeń nie dostał tego, co chciał. W czasie pandemii musiałam być czasami łącznikiem między niektórymi nauczycielami a rodzicami. To był trudny czas dla wszystkich.

Jak podsumowałabyś system oceniania dzieci w tamtym czasie?

Miałam świadomość, że nie jestem w stanie sprawdzić, czy dziecko samo zapracowało na piątkę, czy na czwórkę. Byłam z rodzicami w kontakcie i wiem, że też harowali. Po co miałabym karać dodatkowo rodziców i dzieci słabymi ocenami? Ciągnęłam w górę. Ze swojego przedmiotu zadawałam prace, które młodzież była w stanie sama wykonać. O różnym stopniu trudności – małym, średnim i większym, jeśli ktoś chciał szóstkę z biologii na koniec roku. Miałam świadomość, że nie jestem jedynym nauczycielem, nie każdy musi być biologiem, a ważniejsze są matematyka czy język polski. Słabe oceny uzyskały tylko te dzieci, które nie wysłały mi ani jednej pracy, albo nie uczestniczyły w zajęciach. Ze statystyk wynika, że 13 proc. dzieci nie uczestniczyło w lekcjach on-line. Jakby się zapadły pod ziemię. Jest obowiązek nauki do ósmej klasy. Gdzie było 13 proc. dzieci w kwarantannie i dlaczego się nie odezwały? Może to należałoby sprawdzić.

Może były w tym czasie na Netflixie. Czy twoim zdaniem dzieci wykorzystują możliwości komputerów do nauki?

Przede wszystkim używają ich jako komunikatora, grają w gry, słuchają muzyki albo oglądają filmy. Ale wiedzą też, do czego służy Google. Oby im się tylko chciało z niego skorzystać. Zawsze powtarzam swoim uczniom: "Nikt nie jest omnibusem, nikt nie ma monopolu na wiedzę". Jeśli ja czegoś nie wiem, to wpisuje to przy nich na lekcji w Google, widzą na ekranie wyniki, razem je czytamy. W szkole integracyjnej dużo pracuje się z tablicą multimedialną. Biologia jest wdzięcznym przedmiotem, bo mogę wykorzystywać na lekcji materiały filmowe. W klasach, w których uczę, nawet dzieci w lekkim stopniu upośledzone radzą sobie z obsługą komputera i szukaniem informacji.

Czy masz już konkretne wytyczne do pracy z dziećmi w nowym roku szkolnym? Co ze środkami bezpieczeństwa?

Na razie wiem tylko tyle, że mam schować do szafy, albo zabezpieczyć folią, materiały naukowe. Mam w klasie model szkieletu człowieka i korpusik z układem pokarmowym. Ciekawe, gdzie to zmieszczę? Klasy mamy dwudziestoosobowe, ale są również mniejsze sale. Wiem, że mam rozsunąć ławki, ale to nierealne, żeby przy każdej siedziało tylko jedno dziecko. Nie mam w klasie aż tylu ławek. Z tyłu sali miałam do tej pory kącik wypoczynkowy, wykładzinę, na której dzieci mogły swobodnie usiąść, albo położyć się, kiedy były zmęczone siedzeniem w ławce. Chyba będę musiała to zwinąć. Nie wiem, czy mam mieć maskę w trakcie lekcji. Może lepiej przyłbicę, bo będzie mnie lepiej widać? Nic jeszcze nie wiadomo. Pod koniec sierpnia mamy radę pedagogiczną. Może wtedy dowiem się więcej.

*** 

Czekamy na maile i komentarze nauczycieli dotyczące powrotu do szkół. Jak funkcjonują Wasze placówki? Czy kadra i uczniowie stosują się wytycznych? Piszcie na adres: listydoredakcji@gazeta.pl.