Dziadkowie uparli się, by pierwszy raz przytulić wnuka. Zrobili dziwny strój ochronny

Do czego zdolni są stęsknieni dziadkowie do tej pory można było jedynie przypuszczać, jednak przypadek babci i dziadka z Kalifornii udowadnia, że nie straszna jest im nawet szalejąca epidemia koronawirusa.

Dziadkowie dla wnuka zrobią wszystko

Daria i Bobby Lucarelli mieszkają w miasteczku Ventura w Kalifornii (USA). Tam już przeszło miesiąc izolują się w domu ze względu na zbierającą śmiertelne żniwo w Stanach Zjednoczonych epidemię koronawirusa. Największym wyzwaniem jest jednak dla nich rozłąka z czworgiem wnucząt.

Wiley, Val, Kelly i Kace nie widzieli swoich dziadków już od przeszło miesiąca. Jeśli nie liczyć wzajemnych przejażdżek pod domami, gdy mogli pomachać do siebie z okna samochodu. W końcu jednak Daria i Bobby Lucarelli nie wytrzymali i postanowili złamać przykaz domowej izolacji. Nie chcieli jednak by pragnienie uściskania wnucząt, stało w sprzeczności z zadami bezpieczeństwa. Co więc zrobili?

Widywaliśmy tylko z daleka. W kółko myślałam tylko, że muszę przytulić moje wnuczęta 

- mówiła w rozmowie z ABC7 babcia. 

 

Babcia projektuje własny kombinezon

Sytuację przeanalizowała obrotna babcia - Daria Lucarelli. Jej zdaniem od bezpiecznego uścisku z wnukami, dzielił ich tylko kombinezon sanitarny, którego nie mieli. Z pomocą przyszedł - jak to zwykle bywa w podobnych sytuacjach - Internet. Zaczęła oglądać filmy wrzucane przez pracowników służby zdrowia, którzy z braku profesjonalnych środków ochronnych robili m.in. skafandry domowymi metodami. To z tych filmów babcia czerpała inspirację.

Zobacz wideo Nie wychodź z domu bez ochrony. Jak zrobić maseczkę samemu?

Dziadkowie z worków na śmieci sklejonych taśmą klejącą stworzyli własne kombinezony ochronne. Oddychanie umożliwiały im rurki do nurkowania. Zaopatrzeni w taki sprzęt wybrali się do wnucząt. 

Wzruszające spotkanie

Jak relacjonowali rodzice we wspomnianym już materiale, spotkanie z dziadkami należało do jednych z najbardziej wzruszających momentów w życiu rodziny. 

Usłyszeliśmy pukanie. W drzwiach stanęli dziadkowie. Szybko założyli swoje kombinezony ochronne i rozłożyli ramiona, by uściskać wnuki. 

Dzieci były zszokowane dziadkami w drzwiach ich rodzinnego domu. Wszyscy czworo są świadomi sytuacji i wiedzieli, dlaczego babcia i dziadek nie mogą ich odwiedzać. Gdy zobaczyli dziadków, w dodatku ubranych w tak przedziwny strój, nie od razu rzucili się w ich ramiona. Najpierw spytali się rodziców: "Możemy ich przytulić?".

Rodzice zgodzili, wszyscy byli bardzo szczęśliwi i z trudem powstrzymywali łzy. Wizyta nie trwała jednak długo. Dzieci, co prawda, nie chciały wypuścić dziadków do domu, ale rozumiały, że ze względu na epidemię, muszą już wracać. 

To były jedne z najprzyjemniejszych uścisków 

- opowiadała babcia w tym samym materiale. 

Piękny gest czy nieroztropność?

Choć każdy może zrozumieć ogromną tęsknotę, jaką podczas izolacji odczuwamy za bliskimi, jednak przestrzegamy przed podobnymi inicjatywami. Domowej roboty środki ochronne nie zapewniają stuprocentowej ochrony. Pamiętajmy, że izolacja jest najpewniejszych zabezpieczeniem przed zakażeniem. Być może sami jesteśmy nosicielami wirusa i podczas niepotrzebnego wyjścia zakazimy nim inną osobę, której układ odpornościowy nie poradzi sobie z wirusem tak dobrze jak nasz. Jesteśmy dziś odpowiedzialni za zdrowie swoje, bliskich, a także innych. Nie zapominajmy o tym. 

Więcej o: