Dorosłe dzieci na garnuszku rodziców

Czy po osiągnięciu pełnoletności dzieciom wciąż należy się pomoc finansowa rodziców? Dorośli Włosi uważają, że tak i masowo pozywają rodziców do sądu za brak kieszonkowego. Także Polacy często korzystają z pomocy rodziny, nawet kiedy mają już własne dzieci.

Do włoskich sądów co roku trafia około 30 tysięcy pozwów od dorosłych Włochów, domagających się od rodziców wsparcia finansowegp. Prawie 60 proc. tych roszczeń skierowanych jest do ojców, a średnia wieku składającego pozew to 29 lat. Najczęściej na taki krok decydują się mężczyźni (65 proc.) - studenci wyższych uczelni i bezrobotni. Włoskie prawo nie precyzuje górnej granicy wieku, do której rodzice powinni utrzymywać swoje dziecko, co oznacza, że nawet 40-latek może domagać się pieniędzy od swojej mamy czy taty. Według ostatnich danych z rodzicami mieszka w tym kraju 92 proc. młodych mężczyzn i 82 proc. kobiet w wieku od 18 do 24 lat. Także w innych krajach można zauważyć zwiększającą się liczbę pełnoletnich dzieci, którzy mieszkają w rodzinnych domach albo wracają do nich z powodu rozwodu czy pogorszenia sytuacji życiowej.

W Stanach Zjednoczonych, w których kładzie się duży nacisk na to, żeby dorosłe dzieci utrzymywały się same, opublikowano raport przygotowany przez naukowców z Ohio State University, z którego wynika, że liczba mieszkających z rodzicami dorosłych w przedziale wiekowym 20-34 lat, wzrosła z 17% w 1980 roku do 24% w latach 2007-2009. Obserwatorzy życia społecznego podkreślają, że za coraz częstszymi przypadkami poszukiwania przez dorosłych wsparcia finansowego u rodziców, stoi kryzys ekonomiczny. Jak na tego typu pomoc zapatrują się Polacy? W badaniu współczesnych rodzin mieszkających na Dolnym Śląsku, sfinansowanym przez Dolnośląski Ośrodek Pomocy Społecznej, prawie połowa dorosłych respondentów (49,41 proc.) zadeklarowała, że dorosłym dzieciom należy się pomoc materialna, ponieważ wraz z osiągnięciem pełnoletności nie przestają one być dziećmi.

Weki i pierogi ruskie

Pomoc niejedno ma imię. Dla Ani cotygodniowa wizyta teściów jest jednocześnie zmorą i sporym ułatwieniem życia. Jak to możliwe? Teściowa przywozi swojemu synowi i jego rodzinie prowiant na cały tydzień: - Oboje pracujemy przez cały dzień, nie mamy więc czasu na gotowanie obiadów - wyjaśnia Ania. - Dzięki teściowej nasz dwuletni syn codziennie je domowy posiłek więc to bardzo miłe ze strony mamy męża. Nie chce słyszeć o pieniądzach za zakupy, ale nie chce też słyszeć, że może nie musi tego robić co tydzień... Ja mogłabym przecież przygotować coś wieczorem... Nasza lodówka jest przepełniona słoikami z zupkami i pulpetami, a ja się czuję jak niezaradna mama - skarży się Ania. Innego zdania jest Monika, jej mama co jakiś czas odwiedza ją z arsenałem słoików z domowymi przetworami: - To ogromna pomoc, nie muszę kupować dżemów, przecierów pomidorowych, wszystko jest domowe i zdrowe, a my mamy więcej pieniędzy na koncie - wychwala rozwiązanie Monika. - Z kolei teściowie, którzy są dość zamożnymi ludźmi, co roku finansują zakup zimowych ubrań dla trójki naszych dzieci. Kupują im buty i kombinezony. To duży wydatek więc przyjmujemy ten prezent z radością.

Tysiak co miesiąc

W dyskusji na forum "Oszczędzamy", dotyczącej pomocy od teściów i rodziców, daje się zauważyć dwa obozy: tych, którzy mogą liczyć na taką pomoc w różnej formie (pieniądze, opieka nad dziećmi, żywność, mieszkanie, jego wyposażenie, większe zakupy) oraz tych, którzy nie otrzymują żadnego wsparcia - albo dlatego, że go nie chcą (wtedy ton wypowiedzi jest wyraźnie pogardliwy) lub dlatego, że nie mogą jej oczekiwać (tu daje się wyczuć rozżalenie). Internautka o nicku naturella napisała: "Moi rodzice pomagają nam finansowo. Mama co miesiąc przelewa mi 1000 zł. Tłumaczy to w ten sposób, że moja młodsza, choć dorosła siostra mieszka z nimi i mniej więcej taką samą kwotę w utrzymaniu dostaje. Moi rodzice są ludźmi finansowo zasobnymi". Na finansową pomoc rodziców mogła też kiedyś liczyć agni71: "Dawniej, kiedy nasze dochody były dużo mniejsze, a z kolei teściom powodziło się bardzo dobrze, czasem po wizycie u nich wciskali nam jakieś pieniądze albo robili kosztowne prezenty. Trochę to było krępujące, a teraz się odwróciło".

Samochód, mieszkanie, AGD

Na głosy krytykujące przyjmowanie pomocy finansowej od rodziców, naturella odpowiada następująco: "Ja nie widzę nic złego w tym, że rodzice, jeśli oczywiście nie jest to ze szkodą dla nich samych, pomagają dzieciom. Zresztą, jeśli np. babcia opiekuje się dzieckiem, to jest to też pomoc o wymiernej wartości finansowej - wystarczy zapoznać się z miesięcznym wynagrodzeniem niani". Sporo osób biorących udział we wspomnianej dyskusji, wspomina o tym, że rodzice pomagają przy dzieciach, dają jedzenie, pomagają urządzić mieszkanie, a teściowie i ojcowie nierzadko pomagają przy pracach wykończeniowych. Przykład lady2009 pokazuje ponadto, jak bardzo taka pomoc może pomóc młodej rodzinie na starcie: "Nam rodzice bardzo pomogli. Mój tata kupił mi samochód, rodzice N. przepisali na niego mieszkanie, moja mama pomogła nam je wyposażyć w sprzęt AGD. Ponieważ, gdy zamieszkaliśmy razem, mój N. jeszcze nie pracował, jego rodzice płacili nam przez 2 miesiące rachunki - później, gdy się dowiedziałam, już ja wzięłam to na swoje barki. Od tego czasu i po tych prezentach radzimy już sobie sami".

Trudno przestać brać

Zuzanna mieszka w swoim rodzinnym mieście na zachodzie Polski. Ma ponad 30 lat, męża i dziecko. Oboje pracują jako tłumacze. - To oczywiście oznacza umowy śmieciowe - wyjaśnia. - Pomaga nam mój ojciec, często podrzuca nam jakieś kwoty, nierzadko spore. Zawsze bardzo dobrze zarabiał. Trudno przestać brać pieniądze, bo zawsze mamy jakiś debet, który musi być spłacony. Zawsze, kiedy wydaje nam się, że właśnie wychodzimy na prostą i w końcu nie będziemy musieli korzystać z jego wsparcia, wydarza się katastrofa: kolejny zleceniodawca zwija żagle, psuje się samochód, podnoszą o tysiąc procent opłaty za gaz... I dlatego jeszcze nie zdarzyło mi się powiedzieć, że nie potrzebuję pieniędzy od taty. Dom też nam kupił. To kiepski układ, bo wstydzę się tego, że oboje jesteśmy już po trzydziestce i jesteśmy takimi nieudacznikami...

- Ludzie zawsze podkreślają, jak to od wszystkiego doszli sami, - kontynuuje Zuzanna - a ja mam wtedy wrażenie, że wiedzą, co dzieje się u mnie i mówią to specjalnie, żeby mi zrobić przykrość. Wstydzę się tego, że wciąż muszę korzystać z pomocy ojca, moi znajomi o tym nie wiedzą. Inna sprawa, że tata zawsze wyręczał mnie i moje rodzeństwo we wszystkim, na nic nie musieliśmy zarobić sami: mieliśmy studia, podróże, samochody i mieszkania. Jestem mu ogromnie wdzięczna, ale teraz widzę, że to nie było najlepsze, bo żadne z nas nie ma takiej głowy do interesów jak nasz ojciec. Szkoda. Do tego wyczuwam rozczarowanie z jego strony, że mój mąż nie jest rzutkim biznesmenem, który może utrzymać samodzielnie rodzinę. Tata to typ człowieka, który uważa, że facet powinien zarabiać kokosy, a kobieta może pracować, jeśli tego chce, ale utrzymanie rodziny nie powinno być jej zadaniem.

Dzieci nie przestają być dziećmi

We wspomnianej dyskusji na forum "Oszczędzamy" głos zabrał też dziadek, wj_2000, który pomaga swoim wnukom i dorosłym dzieciom: "Jestem dziadkiem. Mamy czworo wnuków. Żona od 10 lat na emeryturze, ja idę na emeryturę za kilka miesięcy (ale nawet obecnie mam dużo czasu). Wnuki to nasze największe szczęście. Dzieci też, duże szczęście. Milion razy większą przyjemność sprawia mi pójście z 4-latkiem do ZOO niż plaża w Egipcie. Milion razy większą przyjemność sprawia mi pójście z 15-latkiem do sklepu z żołnierzykami i zafundowanie mu nowego smoka, niż wyjście z żoną do restauracji. Myślę, że jestem (spontanicznie) bardziej w zgodzie z Naturą (promocja genów) niż z hedonistyczną modą na własne egoistyczne przyjemności. A - przy okazji - pomaga to bardzo mojej córce, która jest moim szczęściem prawie takim samym jak jej dzieci".

Wj_2000 dotyka ważnej kwestii - postawy samych starszych rodziców, którzy często pomagają, bo po prostu odczuwają taką potrzebę, sprawia im to przyjemność. Ojciec Zuzanny zawsze uspokaja jej wyrzuty sumienia, mówiąc, że od tego ma się rodziców, żeby pomagali dzieciom - jemu pomagał ojciec, a teraz on odwdzięcza się pomagając swojej córce. - Zawsze mówi: "A po co mi te pieniądze, jeśli nie mogę nimi wspomóc swoich dzieci?" - mówi Zuzanna. Z kolei Agnieszka, która do wszystkiego, co ma, doszła bez żadnej pomocy ze strony rodziny i ma bardzo wysokie zarobki, mówi, że nie zamierza w przyszłości pomagać finansowo swoim dzieciom: - Chcę im zapewnić jak najlepsze warunki do rozwoju: najlepsze szkoły, studia na najbardziej renomowanych uczelniach. To wystarczy. Później będą musiały już sobie radzić same - wyjaśnia. We Włoszech, w razie niepowodzenia, mogłyby ją pozwać do sądu o alimenty.

Cała dyskusja z forum "Oszczędzamy" znajduje się tutaj .

Czy uważasz, że rodzice powinni pomagać finansowo dorosłym dzieciom?
Więcej o: