Wirtualna wspólnota

Ile razy korzystałaś dziś z internetu? Jak tylko zjadłaś śniadanie, po wstawieniu prania. I jeszcze między odkurzaniem a gotowaniem. Tak na chwilkę, zerknąć na maila, na fejsa. Poczuć, że nie jest się samą w królestwie czterech ścian.

Uwięzione Matki-Księżniczki, niczym białolice czekające w swej wieży na przyjście męża z pracy, który uwolni je choćby na chwilę od obowiązku opieki nad dzieckiem. Albo, cóż, nie uwolni nawet, tylko zasiądzie przy stole i po rycersku poprosi o obiad. Ale przynajmniej będzie z kim porozmawiać, do kogo coś powiedzieć bardziej wyszukanego niż "a kto zlobił kupcię, no kto?". A kto zaraz zwariuje, no kto? Matka.

SIEĆ NA POMOC

Co się robi w zamkniętej komnacie macierzyństwa, kiedy nie można się spotkać z przyjaciółką albo dziecko choruje i nie można wyjść z domu? Wtedy się loguje do cyberwspólnoty matczynych grup dyskusyjnych, portali i profilów. Dyskutuje się o wszystkim i o niczym, podczytuje znajome blogi i zostawia komentarze. Wszystko to sprawia, że po kilku chwilach spędzonych w sieci czujemy się znowu ważne i potrzebne. Być może również mądre, bowiem kwestia inteligencji po ciągłym przewijaniu pieluch i przecieraniu marchewki jest zazwyczaj mocno niepewna. A w necie - proszę bardzo. Tu wstawię emotikona, tu sobie podyskutuję i od razu rodzi się poczucie wartości, tak przecież nadwątlonej piaskownicowymi rozmowami o niczym.

Z mojego wczesnego macierzyństwa to właśnie te rozmowy wydawały mi się koszmarem. Uciekałam w książkę, w pisanie, byle tylko nie nawiązywać kontaktu z innymi matkami. Wydawało mi się to wyjątkowo depresyjne, że po dwóch fakultetach muszę dwie godziny rozmawiać o kolce jakiegoś dzieciaka. Wolę o Foucault, wolę o Butler. Kiedy myślę o tym teraz, z perspektywy kilku lat, to widzę siebie niepewną nowej roli i histerycznie reagującą na wszelkie przejawy "mamusiowania". Nie chciałam być taka jak one, za wszelką cenę musiałam odcinać się od matkowej kultury. Byłam jednak w innej sytuacji niż wiele kobiet - miałam grono znajomych, nie spędzałam czasu w domu i zwyczajnie miałam z kim porozmawiać. Mówiąc szczerze, nie wiem zupełnie, jak mogłabym przeżyć bez tych wszystkich ludzi.

ALTERNATYWA DLA SAMOTNOŚCI

Kiedy więc wyobrażam sobie Matki-Księżniczki w wieży, to jest mi ich potwornie żal. Najchętniej zaproponowałabym im jakiś pobliski Klub Mam, warsztaty, wizytę w muzeum - cokolwiek, byle nie musiały zostawać w komnacie. Ale dokąd ma pójść mama na wsi, w małym miasteczku, która nie ma pieniędzy lub odpowiednich miejsc wokół siebie? Dla niej sieć jest wybawieniem, możliwością jakiegokolwiek kontaktu z innymi kobietami, które mają podobne doświadczenia jak ona.

Z pewnością niejedną Księżniczkę zaklętą w Panią Domu mailowanie czy czatowanie uratowało od depresji i pozwoliło czuć się częścią społeczeństwa, a nie jakąś wykluczoną postacią upaćkaną zupką z pora. Istnieje, oczywiście, ryzyko zamknięcia się wyłącznie w wirtualnym świecie, ale czasami innego poza tym ekranowym nie ma. A przynajmniej nie jest taki ciekawy. Wirtualna wspólnota matek jest często oceniająca, niesprawiedliwa czy sfrustrowana, ale może stać się alternatywą dla samotności w zamku macierzyństwa.