Rodzice: zajmowanie się nastolatkami jest trudniejsze od opieki nad małymi dziećmi!

Ponad połowa rodziców uważa, że trudniej jest być rodzicem nastolatka niż małego dziecka - wynika z badania Netmums.com. Dlaczego tak myślą i co na to psycholog pracujący z gimnazjalistami?

Co jest łatwiejsze: uspokojenie płaczącego z powodu kolki niemowlaka, przetrwanie buntu dwulatka, czy mieszkanie pod jednym dachem z nastolatkiem? Brytyjski portal dla rodziców, Netmums.com, postanowił zapytać o to swoich użytkowników. W ankiecie wzięło udział 1,145 osób. 53 proc. z nich stwierdziło, że opieka nad małym dzieckiem jest łatwiejsza od wychowywania nastolatka. 1/4 rodziców wskazała nawet na najtrudniejszy wiek dziecka: trzynaście lat. Spora część wypowiadała się też w tym kontekście o dzieciach w wieku 11, 12 i 14 lat. 56 proc. rodziców, którzy odpowiedzieli na pytania portalu, najczęściej kłóci się ze swoimi kilkunastoletnimi dziećmi o wykonywanie obowiązków domowych. Uważają, że wyegzekwowanie od nastolatka posprzątania pokoju czy wyniesienia śmieci graniczy z cudem.

Rodzice zarzucają swoim dzieciom lenistwo, brak zainteresowania szkołą, martwią się, że ich dzieci są bardzo wrażliwe i mocno przezywają wszelkie porażki towarzyskie i cierpią na częste huśtawki nastrojów - o tych ostatnich wspomina 2/3 ankietowanych. Rodzice i nauczyciele gimnazjalistów często zauważają, że to trudny wiek i że utrzymywanie dobrych relacji z dzieckiem w tym okresie nie należy do łatwych zadań. Pytamy mamę nastolatka i dwóch przedszkolaków o to, czy w jej odczuciu rzeczywiście łatwiej opiekować się małymi dziećmi oraz prosimy pracującego w gimnazjum psychologa dziecięcego o skomentowanie wyników badania - na czym polega trudność w byciu rodzicem nastolatka?

"Córka to wieczny, niekończący się problem"

Magda ma 18-letniego syna oraz dwójkę dzieci w wieku przedszkolnym, doskonale orientuje się więc w problemach związanych z opieką nad dziećmi w różnym wieku. Gdyby miała określić, czy łatwiej jest zajmować się maluchami czy kilkunastolatkiem, przyznałaby rację większości Brytyjczyków: nastolatki są trudniejsze. - Mówisz - on nie słucha, chcesz posłuchać - on nie mówi. Ucieka z domu: w takim sensie, że nie chce spędzać z nami czasu, bo woli siedzieć z kolegami i słuchać hip-hopu. Nie daje szansy sobie doradzić, nie chce korzystać z doświadczenia, z wiedzy, z wniosków, z naszych błędów - wylicza Magda i zaraz dodaje ze śmiechem: - Pewnie ja też nie korzystałam z doświadczenia mojej mamy, ale wtedy to ja byłam nastolatką, więc mnie to tak nie wkurzało!

Syn Magdy jest pełnoletni i w pełni to wykorzystuje: - Te wieczne dyskusje... Nie pyskowanie, ale dyskusje. Podpieranie się argumentem, że jest pełnoletni. Aaaaaaaaaa! - Magda daje upust swojej frustracji. - Bycie mamą nastolatka wymaga wyczucia. Wyczucia tego, kiedy trzeba odpuścić. A trzeba odpuszczać, bo to jednak jest w jakimś stopniu ukształtowany człowiek - mówi i przyznaje: - Odpuszczanie bywa bardzo trudne. Maluchy oznaczają za to zaangażowanie na całego. Musisz wkładać i wkładać do tej walizeczki, z której oni będą wyjmować całe życie. A ponieważ już raz tę walizkę pakowałam, to wiem, czego tam nie dołożyłam albo czego dałam za dużo - podsumowuje. Przyznaje, że najtrudniej było, kiedy jej starszy syn chodził do gimnazjum. Opowiada też o innej mamie, której dziecko ma 13 lat: - Mówiła mi, że jej córka to wieczny, niekończący się problem. Ale tak to właśnie wygląda w gimnazjum: walka o władzę i ustalenie hierarchii, a w tle burza hormonów i dojrzewanie.

"Rodzice myślą, że ćpam i piję"

Urszula Gierczak jest psychologiem dziecięcym i pracuje m.in. z nastolatkami w wieku gimnazjalnym. Nie jest zdziwiona wynikami sondażu, bo - jak zauważa - okres dojrzewania to duże wyzwanie dla rodziców dziecka. Nastolatek dąży do jak największej niezależności i samodzielności, a rodzic czuje, że musi bardziej go kontrolować: - Rodzice martwią się, o to, żeby ich nastoletnie dziecko nie wplątało się w "złe towarzystwo", nie sięgnęło po używki lub nie rozpoczęło zbyt wcześnie współżycia seksualnego, dlatego starają się zwiększyć kontrolę nad tym, co robi i gdzie bywa - wyjaśnia psycholog. - Z kolei młodzi ludzie starają się na wszystkie sposoby tej kontroli uniknąć i denerwuje ich brak zaufania rodziców oraz ich podejrzliwość. Często słyszę w gabinecie skargi: "Jak tylko gdzieś wyjdę, rodzice myślą, że ćpam i piję", "Mama nie pozwala mi chodzić na imprezy, bo boi się, że się upiję albo mnie zgwałcą", "Nie mam szansy na samotność nawet w swoim pokoju, bo rodzice sprawdzają, co robię, czy siedzę Internecie, chcą na siłę ze mną pogadać". Trudnym zadaniem jest zaufanie dziecku, danie mu tyle samodzielności i niezależności, ile jest w stanie udźwignąć - przyznaje Urszula Gierczak.

Nastolatki poszukują własnej tożsamości, chcą budować ją samodzielnie. To czas, kiedy autorytet rodziców maleje, a dzieci zaczynają negować ich światopogląd, wyłapywać rozbieżności między tym, co mówią, czego wymagają, a jak sami się zachowują. - Często słyszę skargi typu: "Matka wymaga, żebym się uczył, a sama miała ledwo tróje w szkole", "Ojciec też nie był święty, pali papierosy od podstawówki, a mnie za to ściga" - opowiada psycholog i podkreśla, że dla rozwoju dziecka to ważne, żeby pozwolić mu przejść przez procesy separacji i indywidualizacji: - Osoby, które nie przeszły przez te procesy, mają liczne problemy w dorosłym życiu. Nie są w stanie usamodzielnić się finansowo, wejść w szczęśliwe związki, ponieważ mają nieodciętą pępowinę, która wiąże je silnie z rodziną pochodzenia.

Poczwarka zmienia się w motyla

Magda, gdy analizuje swoje relacje z dziećmi, potrafi wyciągnąć wnioski z błędów, które popełniła wobec swojego pełnoletniego już syna i starać się uniknąć ich w wychowywaniu młodszych dzieci. Mówi, że pierwsze dziecko jest "dzieckiem eksperymentalnym", bo człowiek dopiero uczy się być rodzicem. - Teraz jest mi troszkę łatwiej, bo wiem, jakie błędy wcześniej popełniłam, wiem, co zrobiłam źle. Z młodszymi dziećmi jest ogólnie prościej, bo skala ich problemów jest inna. Nie płaczą, że się pokłóciły z dziewczyną na przykład... Częściej wiem, jak pomóc im rozwiązać problem, bo zazwyczaj nie jest on natury egzystencjalnej. Ich funkcjonowanie w życiu, w rodzinie, też jest prostsze niż w przypadku nastolatka, któremu wydaje się, że wszystko już wie. Można je prowadzić za rękę, częściej wierzą na słowo, mają więcej zaufania - wylicza Magda.

Skoro bycie rodzicem nastolatka jest tak dużym wyzwaniem, co możemy zrobić, żeby ten okres był jak najmniej burzliwy? - Proces dorastania przebiega łagodniej w rodzinach, w których rodzice mieli dobry, ciepły kontakt z dziećmi, gdy były młodsze i w późniejszym okresie mogą "odcinać kupony" od tego, co wcześniej udało im się zbudować. Największy problem mają ci rodzice, którzy nie mają od czego tych kuponów odcinać, ponieważ relacja między nimi a dziećmi nie była dobra na wcześniejszych etapach rozwojowych - mówi Urszula Gierczak i dodaje wyrozumiale: - Warto na okres dorastania spojrzeć z dystansem, jako na czas trudny i burzliwy, ale niezbędny do tego, aby z poczwarki wykluł się motyl.

Więcej o: