Ścina

Nie od dziś wiadomo, że każda akcja wywołuje reakcję. Rodzice codziennie tego doświadczają.

Kilka dni temu Pitu wrócił ze szkoły zły jak osa.

- Nie chce mi się jeść - burk-nął i zamknął się w pokoju.

- Co się stało? - główkowaliśmy wspólnie, nie znajdując odpowiedzi.

- Może nie poszło mu z deklamowaniem tego wierszyka? Zapomniał i się zezłościł? - gdybałem.

- Albo pomylił się na kart-kówce - zastanawiała się Monika. - Pamiętasz, jak się zirytował, kiedy nie wyszło mu odejmowanie, i podarł kartkę?

Pokiwałem głową. Zdecydowanie Pitu miał południowy temperament. Zszedł co prawda na kolację, ale nie odezwał się ani słowem.

- Może jakaś dziewczyna? - zastanawiała się Monika.

- Przecież ma dopiero dziewięć lat. - Wzruszyłem ramionami.

- No właśnie. - Monika złowieszczo pokiwała głową.

Następnego dnia nie było lepiej. Pitu rzucił plecakiem w kąt, wściekł się na but, który nie dość szybko zdejmował się z nogi, i trzasnął drzwiami, zamykając się w pokoju. Poczuliśmy, że sprawa jest poważna.

- Może nie idzie mu w grupie rówieśniczej - wysunąłem mądrą tezę. Właśnie czytałem ciekawy artykuł o dynamice powiązań w grupach rówieśniczych i tak jakoś mi się skojarzyło.

- Albo ma kłopoty z samoakceptacją? - rozważała Monika.

Do niczego mądrego nie doszliśmy, bo Pitu zagadywany o to, czy dobrze mu się układa w szkole, czy wszystko w porządku i czy nie zdarzyło się nic przykrego, miał zawsze tę samą odpowiedź wygłaszaną z grobową miną, którą musiał mieć pewnie Napoleon, uchodząc z pola bitwy pod Waterloo:

- Wszystko fajnie.

Na wszelki wypadek za- sięgnąłem języka u wychowawczyni. Zdumiona po-kręciła głową i powiedziała, że wszystko jest w najwięk-szym porządku.

Tymczasem w domu mieliśmy mały huragan. Koty pryskały przed Pitu na wszystkie strony, a Kudłata, widząc nadciągającego ponurego brata, z piskiem wskakiwała mi na ręce:

- Tato, on mnie na pewno walnie.

I w końcu wczoraj tajemnica się wyjaśniła.

Pitu wpadł do domu rozpromieniony i rzucił się nam na szyję.

- Hej, rodzice, jestem głodny, kocham was.

- My ciebie też. A co właściwie się stało?

- Jak to, co. Od tygodnia nie mogłem wygrać z Marcinem w ping-ponga. Ale wreszcie nauczyłem się specjalnej ściny i ograłem go do zera. Ale się wkurzył. To głupie, no nie?