Król zabawek

Jo i Je wykąpani wskakują do łóżek. Słodko zasypiają, w domu cisza i spokój. Idę do ?pokoju zabawkowego? i wpadam w konstrukcję z klocków.

Zdarza się, że chłopcy zapominają o posprzątaniu. Nie wyciągam ich z łóżek, tylko siadam na dywanie i zaczynam wrzucać do koszy pluszowe, gumowe, plastikowe... Coś do mnie zagada, coś zaśpiewa piosenkę, coś błyśnie światełkiem. Znów ich przybyło.

Przypomina mi się moje dzieciństwo. Miałem kosz z zabawkami, owszem. Jeden. Jo i Je mają pięć... Ale czy to znaczy, że mają pięć razy radośniejsze dzieciństwo?

Mądrzy ludzie, którzy od wielu lat badają zależność dobrobytu i poczucia szczęścia, mówią, że ludzie w krajach bogatych nie zawsze są szczęśliwsi od tych z krajów biedniejszych. Że bywa wręcz odwrotnie. Pomiary tak zwanego szczęścia narodowego brutto pokazały, że na przykład mieszkańcy Kostaryki są bardziej szczęśliwi od Niemców, Belgów i Amerykanów.

Podobno najszczęśliwszymi ludźmi na świecie są górale z Bhutanu. Na ulicach Timphu, skrytej pośród gór stolicy tego królestwa, próżno by szukać sklepów z zabawkami. A jednak dzieci biegają tam radosne i uśmiechnięte. Dlaczego?

Czterdzieści lat temu profesor Richard Easterlin z Kalifornii zauważył, że po przekroczeniu pewnego progu bogactwa jego dalszy wzrost nie zwiększa dobrego samopoczucia. W ekonomii nazywają to paradoksem Easterlina.

Czy paradoks Easterlina występuje w naszym "pokoju zabawkowym"? Tak! Mamy pięć koszy wypełnionych autkami, klockami, bączkami, dinozaurami...

Czy gdyby wstawić szósty kosz, chłopcy by się z niego ucieszyli? Na pewno mniej, niż cieszyli się z pierwszego czy drugiego.

Kiedy ruszamy w podróż, kosze z zabawkami zostawiamy w domu. Bawimy się - niczym te dzieci z Bhutanu - tym, co wpadnie nam w ręce: piaskiem, kamykami, piórkiem, kartką papieru, łyżką, własnymi dłońmi.

Je w ogóle nie potrzebuje zabawek. Nawet w domu najchętniej sięga po to, co wcale do zabawy nie służy. Chwyci pogrzebacz, wygarnie ziemię z doniczki, rozsypie karmę dla kota, stanie przed szafą i cieszy się tym, jak fajnie drzwi trzaskają.

Czasem wsuwamy kosze głęboko na półkę i razem poszukujemy najlepszej zabawki świata. Czarodziejska różdżka, miecz, mikrofon i wędka w jednym. Może udawać konika, rysować po piasku, strącać owoce z drzewa. Można - niczym Kubuś Puchatek - upuścić ją do rzeki i przyglądać się, jak płynie z nurtem, a można nią rzucić i piesek przyniesie, jeśli ma się pieska.

Od niepamiętnych czasów, jak świat długi i szeroki, królem zabawek był i zawsze będzie. patyk.

Więcej o: