1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Monika Walsh pomaga Polkom na emigracji, ofiarom przemocy domowej. "Oprawcy grożą im zabraniem paszportów"

Monika Walsh pomogła setkom kobiet, które doświadczają przemocy domowej. Do działania motywuje ją tragedia z dzieciństwa. - Podczas jednej z kłótni wuj popchnął ciocię na stojący w rogu piec kaflowy, a następnie wyszedł z mieszkania. Dzieci były za malutkie, aby zareagować. Ciocia położyła się na kanapie i zmarła w wyniku krwotoku wewnętrznego. Miała zaledwie 36 lat - opowiada w naszym cyklu Mamy Moc.

Maja Kołodziejczyk: Byłaś jeszcze studentką, gdy zdecydowałaś się na przyjazd do Irlandii. Czy od początku brałaś pod uwagę, że się tam przeprowadzisz?

Monika Walsh: Na początku wyjechałam z myślą, aby podszkolić język. W Polsce studiowałam pedagogikę i akurat złożyło się tak, że w Irlandii znalazłam pracę jako nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej. Polubiłam ten kraj i odnalazłam się tu. Założyłam rodzinę, zaczęłam się realizować.

Nauczanie nie było jednak jednym, czym zajmowałeś się w Irlandii. Jak to się stało, że nauczycielka zaczęła brać udział w konkursach piękności?

Monika Walsh: Chociaż te pasje mogą wydawać się rozbieżne, mnie zawsze interesowało i nauczanie i moda. Jak byłam małą dziewczynką, oglądałam konkursy piękności i marzyłam, że pewnego dnia wezmę w nich udział. Postanowiłam spróbować swoich sił w Irlandii, gdzie akurat mieszkałam.

Wzięłam udział w programie "Top Model" i doszłam do finału. To zmotywowało mnie, by wystartować w wyborach Miss Irlandii, które wygrałam. Po sukcesie wysłano mnie na wybory Miss Europy do Sofii. To wyjątkowy konkurs, gdyż jego tematyka była poświęcona zagadnieniu przemocy domowej. Zadaniem każdej z kandydatek było nagłośnienie tego problemu, przedstawienie, jaka jest jego skala w jej kraju i  opowiedzenie, w jaki sposób państwo z nim walczy. Taki temat miał zwrócić uwagę opinii publicznej na przemoc domową w rodzinach. Kandydatki nie tylko prezentowały swoją urodą, ale ich zadaniem było coś więcej.

Temat przemocy domowej był ci bardzo bliski ze względu na wspomnienia z dzieciństwa. Ile miałaś lat, gdy zorientowałaś się, czego doświadczała twoja ciocia?

Zaczęłam się domyślać, gdy miałam już jakieś 10 lat, ale nikt nie chciał ze mną na ten temat rozmawiać. Widziałam sińce ukryte pod jej okularami, miała podbite oczy. Chociaż byłyśmy bardzo blisko, nie rozmawiałyśmy na ten temat. Moja mama też z nią o tym nie rozmawiała. W tamtych czasach to było tabu.

Dlaczego twoja ciocia tkwiła tyle czasu w związku z oprawcą? 

Teraz samotna matka nikogo nie dziwi, ale 20 lat temu wyglądało to inaczej. Myślę, że nie chciała być piętnowana, ale najbardziej martwiła się o dzieci. Zależało jej, aby wychowywały się w pełnej rodzinie, jak ich rówieśnicy. Nie chciała, by ktoś nazwał je bękartami. Dla nich znosiła ataki agresji ze strony wuja tak długo, aż doszło do tragedii.

Co się stało?

Podczas jednej z kłótni wuj popchnął ją na stojący w rogu piec kaflowy, a następnie wyszedł z mieszkania. Z tego, co wiem, dzieci były za malutkie, aby zareagować. Ciocia położyła się na kanapie i zmarła w wyniku krwotoku wewnętrznego. Miała zaledwie 36 lat. Jej kilkuletnimi synami zaopiekowali się dziadkowie, a oprawca trafił do więzienia.

Czy na potrzeby konkursu opowiedziałaś właśnie historię swojej cioci?

Nie, skupiłam się na tym, jak przemoc domowa wygląda w moim kraju i w jaki sposób państwo radzi sobie z tym problemem. Inne kandydatki przytaczały jednak przykłady takich sytuacji z własnego życia. Dwie dziewczyny zebrały się na odwagę, by przyznać, że byli partnerzy podnieśli na nie ręce. Byłam zaskoczona, jaka jest skala przemocy i jak wiele osób jej doświadcza. Chociaż sama nie opowiedziałam o cioci, jej historia zaczęła żyć we mnie na nowo. Utwierdziłam się w przekonaniu, że nie powinno się milczeć na temat takich sytuacji, tworząc z nich tabu. To ciche przyzwolenie na działalność agresorów. 

Jak to się stało, że zaczęły zgłaszać się do ciebie kobiety szukające pomocy?

Wszystko za sprawą konkursu. Znalazłam się w pierwszej dwudziestce laureatek i zostałam nagrodzona w kategorii "najlepsza osobowość". Dostałam zaproszenie do innych krajów, gdzie z uczestniczkami nagłaśniałyśmy temat przemocy domowej. Koleżanka z Meksyku założyła Fundację "Queen without scars", której jestem ambasadorką. Pojechałam do niej, aby wziąć udział w różnych konferencjach, uświadamiać ludzi, rozmawiać z ofiarami. Wkrótce zaczęły interesować się mną media, bo byłam Polką reprezentującą Irlandię. Dostałam zaproszenia do telewizji śniadaniowych. Wykorzystałam tę okazję, by mówić właśnie o przemocy. Wiele osób zobaczyło wtedy moje nazwisko i zaczęło kontaktować się ze mną przez Facebooka. Dostałam masę wiadomości głównie od kobiet maltretowanych przez partnerów. Było ich tak dużo, że w końcu założyłam specjalny mail, służący tylko do kontaktu w tej kwestii.

Kim były te kobiety?

W większości były to polskie emigrantki mieszkające nie tylko w Irlandii, ale również w Stanach Zjednoczonych, Anglii, w Niemczech, we Francji. Schemat ich sytuacji często się powtarzał. Wyjechały za partnerem za granicę, marząc o lepszym życiu, a na miejscu mężczyzna pokazywał im swoje drugie oblicze. Bardzo często ich partnerami byli również Polacy, ale wykorzystywali swoją wyższość, ponieważ lepiej znali język i realia danego kraju. Kobiety nie miały na miejscu żadnych znajomych więc czuły się samotne.

Wiele z nich miało dzieci?

Tak, i w takich sytuacjach dzieci były ofiarami wraz z nimi. Nawet jeżeli ojciec nie podnosił na nich ręki, doświadczały traumatycznych przeżyć, widząc, jak ich matki są maltretowane. Jako nauczycielka wiem, jak wygląda trauma u dziecka. Następuje zwątpienie w wartości rodzinne, pojawia się strach przed samotnością, brak zaufania w stosunku do osób trzecich, ciągła niepewność. Takie dzieciństwo ma katastrofalny wpływ na dorosłe życie.

Dlaczego kobiety tkwią w takich związkach?

Są różne powody. Bywa, że są bardzo zakochane w oprawcy. Partner agresor ma etapy tzw. bombardowania miłością. Testuje, na ile może sobie pozwolić i gdy po kolejnym napadzie agresji kobieta chce od niego odejść, potrafi błagać o przebaczenie, wręczać kwiaty, komplementować. Gdy dostanie kolejną szansę, uderza ponownie.

W przypadku emigrantek często spotykam się również z tym, że partnerzy grożą im zabraniem paszportów. Bywają doskonałymi manipulatorami. Z kolei ofiary wstydzą się swoich porażek i nie chcą poprosić rodziny o pomoc. Ich bliscy są przekonani, że za granicą żyją na lepszym poziomie. Masę razy spotkałam się ze zjawiskiem, w którym profile w mediach społecznościowych ofiar są pełne romantycznych zdjęć z partnerem. Aż ciężko uwierzyć, jakie piekło przeżywają w domowym zaciszu. 

Jakiej pomocy oczekują od ciebie ofiary?

Bardzo często zależy im na zwykłej rozmowie. Czują się bezpieczniej, zwierzając ze swoich tragedii osobom obcym, niż bliskim, którzy wierzą w ich idealne życie. Oczywiście staram się poprowadzić taką osobę, wyjaśniam, gdzie może szukać schronienia i jakie kroki prawne może podjąć. Często pełnię też rolę tłumacza. Do każdej kobiety staram się podchodzić indywidualnie. Jestem też ambasadorką funkcjonującej w Anglii fundacji "Opoka", którą założono z myślą o Polkach doświadczających przemoc na emigracji. Odsyłam do niej niektóre kobiety. W Irlandii nie ma takiej fundacji, ale jest za to specjalny serwis oferujących pomoc psychologiczną w języku polskim. Pomagam ofiarom się z nim skontaktować.

Czy rozmowy z nimi miały duży wpływ na twoje życie? Ile kobiet się do ciebie zgłosiło?

Zdecydowanie. Nie liczyłam wiadomości, ale na pewno ponad pięćset. To uświadomiło mi ogrom problemu. Nie chcę być bierna i zamierzam stale nagłaśniać problem przemocy. Usłyszane historie zainspirowały mnie do napisania książki. Jej tytuł to "Wyciągnij mnie z tego piekła", czyli prawdziwe zdanie, które często pisały do mnie kobiety. Jeden z rozdziałów poświęcę dzieciom. Chcę pokazać, że lepiej jest im żyć w niepełnej, ale bezpiecznej rodzinie, niż z oprawcą pod jednym dachem. Dziecko, które patrzy na przemoc i słucha wyzwisk, cierpi.

Sama jestem mamą 10-letniego Dylana i zależy mi, żeby przekazać mu dobre wartości. Często towarzyszył mi wyjazdach, czy był za kulisami, gdy nagrywaliśmy odcinki programów do telewizji śniadaniowych. Chcę, aby wyrósł na dobrego, odpowiedzialnego człowieka, szanującego innych ludzi.

Wciąż pracuję jako nauczycielka, łącząc swój zawód z bezinteresownym pomaganiem kobietom, które kontaktują się ze mną przez Facebooka lub widoczny na moim profilu na Instagramie mail monikawalsh81@gmail.com. Kontakt z ofiarami wyczulił mnie na wiele kwestii. W swojej pracy w szkole spotykam też dzieci, które ewidentnie doświadczają stresu pourazowego. Mają napady płaczu, są emocjonalne, a rodzice udają, że nic się nie dzieje, ale ja wiem, że powinnam zwracać na nie szczególną uwagę. Kiedyś ksiądz czy lekarz byli, że tak powiem, powiernikiem rodziny. Wiedzieli, co działo się w domach. Teraz tę funkcję pełni bardziej nauczyciel. Po rozmowach z tymi kobietami potrafię rozpoznać, gdy dzieje się coś niedobrego.