Doba niepracującej matki - czy przypomina "Dzień świstaka"?

Absolutna większość pełnoetatowych matek twierdzi, że kolejne dni niczym się od siebie nie różnią - wynika z brytyjskiego badania. Co na to Polki? Czy niepracujące mamy skarżą się na rutynę?

Jeśli chodzi o to, co jest lepsze - godzenie życia zawodowego z macierzyństwem czy pełnoetatowa opieka nad dzieckiem - możemy przyjąć, że ile matek, tyle opinii. W porządku, najłatwiej byłoby podzielić kobiety na dwa obozy: mamy pracujące i mamy niepracujące, a następnie założyć, że te pierwsze gardzą wyborem drugich, a te drugie myślą o sobie z wyższością, przekonane, że są lepszymi matkami niż ich aktywne zawodowo koleżanki.

Sęk w tym, że byłoby to zbytnim uproszczeniem, bo z każdej strony barykady są jednostki i ich własne, niepowtarzalne przemyślenia. Mamy więc matki, które nie wyobrażają sobie zostania w domu, matki, które chciałyby pracować, ale w mniejszym wymiarze godzin, matki, które z radością złożyłyby wypowiedzenie, ale nie pozwala im na to budżet rodzinny...

Jasny podział? Nic z tego!

Są matki pracoholiczki i matki, które nie wyobrażają sobie, że ktoś inny mógłby zajmować się ich dzieckiem. Te, które są szczęśliwe opiekując się dzieckiem w pełnym wymiarze i te, które marzą o powrocie do pracy, ale z różnych powodów nie mogą tego zrobić. Te, które rozkwitają jako kobiety w roli pełnoetatowych mam, i te, które się w tej roli duszą. I na końcu - rzeczywiście - są też te, które gardzą niepracującymi, i te, które patrzą z góry na pracujące. Wśród argumentów przeciw zostaniu w domu z dzieckiem, najczęściej pojawia się opinia, że takie pełnoetatowe macierzyństwo jest monotonne, nie pozwala na rozwój kobiety, a często po prostu ją uwstecznia. Czy dzień "matki domowej" to rzeczywiście sama rutyna?

Codziennie to samo?

Brytyjska firma AAT przeprowadziła badanie dotyczące dziennego rozkładu zajęć niepracujących zawodowo matek. Z odpowiedzi 2 tysięcy kobiet wyłania się obraz matek odtwarzających te same czynności każdego dnia - niczym bohater filmu "Dzień świstaka", przeżywający ciągle ten sam dzień. 80 proc. pań twierdzi, że robi codziennie te same rzeczy, w tej samej kolejności: pobudka, dziecko do szkoły, pranie, dziecko ze szkoły, itd. Ciągłe wykonywanie tych samych czynności spowodowało, że ponad połowa ankietowanych matek straciła pewność siebie - zarówno na płaszczyźnie towarzyskiej, jak i w kontekście ewentualnego powrotu do pracy.

40 proc. kobiet przyznaje też, że ich życie towarzyskie praktycznie nie istnieje, a 1/3 prowadzi je niemal wyłącznie na portalach społecznościowych. Dramatycznego obrazu życia pełnoetatowych matek dopełnia informacja, że 45 proc. z nich zdarza się spędzić cały dzień bez rozmowy z nikim dorosłym. Czy rzeczywiście jest tak źle? Zapytałam o to kilka matek opiekujących się małymi dziećmi, a ich odpowiedzi pokazują, że rzeczywistość jest niekoniecznie aż tak przytłaczająca, jak wskazują wyniki badania AAT, ale czasami bywa trudno.

Kasia: "Obowiązki wykonuję jak przez mgłę"

Kasia ma dwuletnią córeczkę - wymarzoną, upragnioną i wyczekaną. Kiedy ją urodziła, bez wahania podjęła decyzję, że zostaje w domu, żeby opiekować się nią przynajmniej do czasu, kiedy mała będzie mogła pójść do przedszkola. Nie żałuje tej decyzji i nadal nie myśli o powrocie do pracy, przyznaje jednak, że rutyna rzeczywiście jest czasami przygniatająca: - Często jestem na autopilocie i już nawet nie chce mi się udawać, że podoba mi się słuchanie po raz setny tej samej piosenki, czy powtarzanie w nieskończoność jednej zabawy, a poranne obowiązki - przewijanie, śniadanie, zęby, itp. - to w ogóle wykonuję jak przez mgłę... - opowiada.

Ola: "'Dzień świstaka' to miałam, jak pracowałam"

Ola wróciła do pracy, gdy jej córka miała 6 miesięcy. Teraz dziewczynka ma prawie 3 lata i od prawie roku znajduje się znowu pod opieką swojej mamy, która zdecydowała się wykorzystać urlop wychowawczy. Ola twierdzi z pełnym przekonaniem, że bycie pełnoetatową matką jest mniej monotonne niż praca. Czasy, gdy usiłowała godzić życie zawodowe z macierzyństwem, opisuje jako powtarzalny i przewidywalny ciąg zdarzeń: - Codziennie pobudka o tej samej porze, stanie w tych samych korkach do pracy, potem praca i na wariata do domu, aby chociaż chwilkę spędzić z córką zanim pójdzie spać. I tak dzień w dzień - wspomina.

Twierdzi, że teraz każdy dzień jest inny i nawet jeśli zdarza jej się czasem westchnąć, że ma dość, to znużenie szybko mija, a ona z nowym entuzjazmem wymyśla nowe atrakcje dla siebie i dziecka: pikniki, basen, parki rozrywki. Właśnie spodziewa się drugiego dziecka, a do pracy zamierza wrócić, gdy ono będzie miało rok. W tym czasie planuje zainwestować w podnoszenie swoich kwalifikacji, tak by wspominany przez uczestniczki brytyjskiego badania brak pewności siebie, nie stał się jej udziałem.

Agnieszka: "Sposób na rutynę to urozmaicenie planu"

Agnieszka zajmuje się dwójką małych dzieci. Mieszka w Niemczech i jej lęki związane z powrotem na rynek pracy wynikają bardziej z obawy, czy jako cudzoziemce uda jej się znaleźć interesujące zajęcie, niż z braku pewności siebie. Ta, w jej ocenie, nie zmalała przez okres zajmowania się dziećmi. Nie narzeka na rutynę, bo znalazła na nią sposób: urozmaicenie. Przedszkole dla starszej córki cztery dni w tygodniu, zajęcia dodatkowe, spotkania polskiej grupy... - Każdy dzień jest inny i to ratuje mnie przed "Dniem świstaka" - mówi Agnieszka. - Co prawda taki rozkład zajęć utrzymuje się już od 5 miesięcy, więc to nadal jest pewna rutyna, ale lepsze to niż żmudne, codzienne powtarzanie tych samych rzeczy.

Joanna: "Świat dookoła mnie pędzi, a ja mam czas"

Joanna opiekuje się trzyletnim synem i nie ma żadnych wątpliwości, że to był najlepszy wybór w jej życiu: - Mam swoją pasję, prowadzę bloga i gdyby doba była dłuższa, to też bym miała zajęcie, bo książki czekają na przeczytanie, języki obce na nauczenie, i tak dalej... Widzę, jak świat dookoła mnie pędzi, jak matki żyją w biegu, a ja mam czas oglądać bajki z dzieckiem na kolanach i o nich rozmawiać, piec ciastka, godzinami bawić się autami... Nie chcę wracać po 17, robić zakupy, gotować obiad i kłaść dziecko spać. Pracujące mamy obok mnie nie mają czasu nawet wieczorem na kawę, ciężko je wyciągnąć z domu - zwłaszcza zimą, latem jeszcze pojawiają się na placu zabaw - zauważa

Monika: "Jest coraz gorzej"

Odczucia 80 proc. badanych Brytyjek podziela Monika - zajmuje się swoją córką od 3 lat i jest tym mocno przytłoczona. Jej córka wymaga zajęć z logopedą i terapii integracji sensorycznej, trzeba poświęcać jej wiele uwagi. Monika nie może sobie pozwolić na wiele spontaniczności w opiece nad dzieckiem. - Mam wrażenie, jakby jeden - ten sam - dzień wciąż się ciągnął w nieskończoność... - wzdycha z żalem.

- I z każdym miesiącem, zamiast lepiej, jest gorzej, bo już jestem tak totalnie znudzona i przygnębiona jednym i tym samym, że mi się rano nie chce wstawać. Chyba jednak nie nadaję na siedzenie w domu z dzieckiem - stwierdza. Ma już plan: córka pójdzie w tym roku do przedszkola, a ona wróci do pracy. Nie boi się tego, nie ma niskiej samooceny: - Przecież wszystkiego można się nauczyć - kwituje.

Bywa nudno, ale....

Słuchając opowieści moich pracujących i niepracujących koleżanek, często myślę, że znalezienie złotego środka jest bardzo trudne. Niewiele z nas, matek, może szczerze powiedzieć, że za czymś nie tęskni, że wybierając jedną z opcji: dom lub praca, nie traci czegoś cennego. Warto wyciskać z dnia jak najwięcej, bez względu na to, czy spędzamy większość czasu przy biurku, czy na placu zabaw... "Urozmaicenie planu to mój sposób na rutynę" - mówi Agnieszka, a ja przygarniam te słowa, dzisiaj po pracy będę z dziećmi rysować laurki i grać w memo, zamiast standardowego "kolacja-kąpiel-czytanie-sen". A co mi tam, raz się żyje! A "Dniu świstaka" w wersji dla mamy pracującej zawodowo też mówię nie!

O macierzyństwie bez lukru przeczytaj w książce >>

Więcej o: