Nikt ich nie nauczył mówić, czytać, myć zębów. Do pieczy zastępczej trafiają w złym stanie

Joanna Biszewska
- Trafiają do nas pięcioletnie dzieci, które nie potrafią mówić. Dziesięciolatki, które nie czytają i nie piszą. Niektóre dzieci w rodzinnych domach nie miały szczoteczek do zębów, nigdy nie były u dentysty - o tym, że czasami jedynym wyjściem dla dzieci jest zabranie ich z rodzinnych domów, mówi Anna Choszcz-Sendrowska ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Joanna Biszewska: Co jest najczęstszym powodem tego, że jedynym wyjściem jest zabranie dziecka z rodzinnego domu?

Anna Choszcz-Sendrowska, rzeczniczka w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce, które zajmuje się dziećmi porzuconymi, osieroconymi i tymi z rodzin w kryzysie: Uzależnienie rodziców od alkoholu i niezaradność opiekuńczo-wychowawcza. Rozdzielenie z rodziną biologiczną jest wielkim dramatem dziecka. Zawsze zostawia ślad na psychice. To rana, którą dziecko niesie ze sobą przez całe życie.

Można te rany zabliźnić?

Rodzice zastępczy, pod których opiekę trafiają dzieci, to są ludzie, którzy próbują odbudować w dzieciach poczucie bezpieczeństwa, zaufanie do świata dorosłych.

Bardzo trudne zadanie.

Tym bardziej że mamy coraz więcej zgłoszeń do pieczy zastępczej. W 2021 r. było to trzynaście i pół tysiąca dzieci, o dwa i pół tysiąca dzieci więcej niż w 2020 r.

Otrzymujemy telefony z pytaniami, czy mamy u siebie miejsca dla dzieci, które trzeba natychmiast przyjąć, bo w ich rodzinach dzieje się bardzo źle.

Ile było takich telefonów w tym roku?

Przyjęliśmy sześćdziesięcioro pięcioro dzieci w trybie nagłym. Udało nam się to, głównie dlatego, że stworzyliśmy placówki interwencyjne. To placówki, które dają dzieciom schronienie i bezpieczeństwo w momencie największego kryzysu.

A co się dzieje z dziećmi potem? Zostają w wioskach?

Cały czas mamy ogromny problem z tym, co robić dalej. Dzieci powinny trafić do rodzin zastępczych, a mamy zbyt mało kandydatów na rodziców SOS*. Naszym największym wyzwaniem jest to, aby znaleźć ludzi, którzy będą chcieli stworzyć dla dzieci dom.

(*od red: Głównym zadaniem rodzica SOS jest stworzenie domu dla sześciu - ośmiorga dzieci. Wychowawca mieszka z dziećmi w jednym z domków jednorodzinnych, należących do osiedla, potocznie nazywanego Wioską Dziecięcą. Rodzicami zastępczymi mogą zostać osoby samotne lub małżeństwa, osoby bezdzietne jak i posiadające własne dzieci).

A ten rok? Jaki jest?

Nie ma jeszcze oficjalnych rządowych danych. Widzimy jednak, że zgłoszeń jest więcej niż w zeszłym roku. Sporo dotyczy bardzo małych dzieci, które - zgodnie z prawem - mogą wychowywać się tylko w rodzinach zastępczych. Mamy problemy też ze zgłoszeniami, które dotyczą licznego rodzeństwa.

Dlaczego?

Bo dla rodzeństw nigdzie nie ma miejsca. To są zgłoszenia, które krążą. Po kilka razy te same dzieci są zgłaszane.

Kto poszukuje dla dzieci schronienia? Jak to wygląda od strony prawnej?

Sąd podejmuje decyzje o tym, że dziecko musi opuścić rodzinę. Zadaniem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie jest znalezienie dla dziecka bezpiecznego schronienia. Najpierw urzędnicy szukają pomocy wśród krewnych dziecka. Jeśli to się nie udaje, szukają rodziny zastępczej w powiecie. Tych rodzin jest bardzo mało. Najczęściej nie ma w nich miejsc. Kiedy nie ma możliwości, aby dzieci zatrzymały się u nas, szuka się dla nich miejsc w domach dziecka.

W jakim stanie trafiają do państwa dzieci?

To są dzieci bardzo zaniedbane pod wieloma względami. Pod względem edukacyjnym i emocjonalnym przede wszystkim. Trafiają do nas pięcioletnie dzieci, które nie potrafią mówić. Dziesięciolatki, które nie czytają i nie piszą. Niektóre dzieci w rodzinnych domach nie miały szczoteczek do zębów, nigdy nie były u dentysty.

Często, zanim dzieci do nas trafią, tułają się wcześniej po różnych placówkach. Przez jakiś czas przebywają w pogotowiach opiekuńczych, w domach dziecka. Dzieci bardzo źle znoszą takie zmiany. Po takiej tułaczce trzeba dzieci terapeutyzować latami.

Rodziny dostają 500 plus na każde dziecko. Niestety, często są to pieniądze, które pozwalają iść jeszcze bardziej na dno. Ludzie uzależnieni mają dodatkowe pieniądze na używki, na to, aby jeszcze bardziej pogrążyć się w nałogu. My rodzicom w kryzysie nie dajemy pieniędzy. Mówimy, że dajemy wędkę, nie rybęRodziny dostają 500 plus na każde dziecko. Niestety, często są to pieniądze, które pozwalają iść jeszcze bardziej na dno. Ludzie uzależnieni mają dodatkowe pieniądze na używki, na to, aby jeszcze bardziej pogrążyć się w nałogu. My rodzicom w kryzysie nie dajemy pieniędzy. Mówimy, że dajemy wędkę, nie rybę Fot. Andrzej Michalik / Agencja Wyborcza.pl

Zaniedbane, bite, poniżane, niedożywione muszą być ewakuowane z rodzinnych domów do obcych miejsc, aby przeżyć. Jak dotrzeć do rodziców i co zrobić, aby nie robili swoim dzieciom krzywdy?

Ludzie kojarzą nas z pieczą zastępczą i z tym, że w naszych wioskach dzieci dostają schronienie. Ale mamy też profilaktyczny program SOS Rodzinie. Pracujemy z rodzicami w kryzysie. Staramy się dotrzeć do rodziców, którzy są uzależnieni od alkoholu, zmagają się z przewlekłą chorobą, niepełnosprawnością, nie są w stanie zapewnić dzieciom bytu, mają trudności ze znalezieniem i utrzymaniem pracy.

Jeżeli pyta pani o receptę na to, co robić, aby dzieci nie trafiały do pieczy zastępczej, żeby poprawić sytuację ich rodzin, to trzeba wyciągnąć rękę do ich rodziców.

Pracujemy z rodzicami po to, aby oni znaleźli w sobie siłę i motywację do zmiany. Robimy to od wielu lat. W ramach Programu SOS Rodzinie prowadzimy zajęcia świetlicowe w 17 lokalizacjach, ale to za mało. W mojej ocenie, w każdej polskiej gminie, powinni być ludzie, którzy pomagaliby rodzicom wyjść na prostą.

To musi być bardzo trudne. Jest szansa na to, aby pomóc rodzicom, którzy głodzą, biją, poniżają swoje dzieci?

Nasi pracownicy zawsze z szacunkiem podchodzą do wszystkich rodziców. Tylko dzięki szacunkowi, jest szansa na to, aby nawiązać relacje, aby rodzice nam zaufali i chcieli nas posłuchać. Żeby kogoś oceniać, trzeba wcześniej poznać historię człowieka.

Bardzo często jest tak, że ludzie zaniedbują dzieci, bo nigdy nie mieli żadnego wzorca, nikt im nie pokazał, co to znaczy być wystarczająco dobrymi rodzicami. To ludzie, którzy przez całe swoje życie byli zaniedbywani. Nigdy nie doświadczyli miłości, opieki. Potrzebują wsparcia i pomocy, aby powiedzieć im i pokazać, co robić, kiedy zostaje się rodzicem.

Udaje się?

Mamy rodziny, które się usamodzielniają. Pracujemy razem kilka lat. Po tym czasie udaje się rodzicom funkcjonować bez naszego wsparcia. Znajdują w sobie motywację do zmiany. Co do zasady rodzice kochają swoje dzieci. Jeżeli widzą, że zerwanie z nałogiem, znalezienie pracy czy w ogóle pójście do pracy w przypadku kobiet, powoduje dużą zmianę w rodzinie i dzieciom żyje się lepiej, to w to idą. Tylko muszą w to uwierzyć i mieć obok siebie ludzi, którzy ich do tego będą motywować i ich wspierać.

Ze strony społeczeństwa nie mają wsparcia. Wrzuca się ich do worka patologii i wytyka placami, jak trędowatych. O ich dzieciach mówi się, że to dzieci z patologicznych rodzin, że trzeba od takich trzymać się z daleka.

To jest bardzo krzywdzące. Kiedy człowiek od urodzenia żyje z łatką gorszego, czuje, że nikt mu nie daje szansy, to utwierdza się w przekonaniu, że nie ma wyjścia, że w oczach innych jest się kimś najgorszym.

Wszyscy potrzebujemy akceptacji i zrozumienia. A w kryzysowych sytuacjach pomocy.

I nie tylko pomocy finansowej. Rodziny dostają 500 plus na każde dziecko. Niestety, często są to pieniądze, które pozwalają - moim zdaniem - iść jeszcze szybciej na dno. Ludzie uzależnieni mają dodatkowe pieniądze na używki, na to, aby jeszcze bardziej pogrążyć się w nałogu.

My rodzicom w kryzysie nie dajemy pieniędzy. Mówimy, że dajemy wędkę, nie rybę. Motywujemy ludzi do tego, żeby znaleźli pracę, utrzymali ją, żeby zerwali z nałogiem, nauczyli się tego, co to znaczy wychowywać dzieci. Staramy się pokazać, że jest inny, ciekawszy świat niż tylko ten, który znają ze swoich domów.

W ramach programu SOS Rodzinie organizujemy też wyjazdy rodzinne. Dla całych rodzin, dla samych rodziców, tez wyjazdy dla ojców, dla matek. Zabieramy rodziców do kina, do teatru, wyjeżdżamy nad morze. To jest takie ważne, aby ludziom pokazywać, że można żyć inaczej.

Proszę sobie wyobrazić, że my mamy 30 kilometrów do morza, a mamy w naszym programie rodziców, którzy nigdy nie widzieli Bałtyku. Uważali, że im to do niczego nie jest potrzebne. Najgorsze co można zrobić to piętnować i nazywać ludzi patologią. To są bardzo raniące słowa.

Dzieci tułają się po różnych placówkach. Przebywają w pogotowiach opiekuńczych, w domach dziecka. Bardzo źle znoszą takie zmiany. Po takiej tułaczce trzeba dzieci terapeutyzować latamiDzieci tułają się po różnych placówkach. Przebywają w pogotowiach opiekuńczych, w domach dziecka. Bardzo źle znoszą takie zmiany. Po takiej tułaczce trzeba dzieci terapeutyzować latami Fot. Dominik Sadowski / Agencja Wyborcza.pl

Kryzys się może zdarzyć każdemu i w każdej rodzinie.

Kwestie uzależnień i przemocy domowej są bardzo demokratyczne. To może zdarzyć w rodzinie lekarskiej i w rodzinie bezrobotnej. Nie wolno podchodzić do ludzi z poczuciem wyższości.

W każdej rodzinie może zadziać się coś niedobrego. I wszyscy ludzie w kryzysie potrzebują wsparcia. I to nie jest żaden wstyd, aby przyjąć wsparcie.

Jak wyglądają początki współpracy z rodzicami? Od czego trzeba zacząć?

Podpisujemy kontrakt. To jest oczywiście dobrowolne. W kontrakcie jest o tym, że my coś dajemy od siebie, ale rodzina też zobowiązuje się do pewnych kwestii. Ustalamy indywidualny plan, razem z rodzicami go przygotowujemy.

I co dalej?

Nikomu nie da się pomóc na siłę. Musi być chęć po obu stronach. Nie możemy też pomagać w nieskończoność. Nasi pracownicy chcieliby pomóc wszystkim rodzicom, ale nie zawsze jest to możliwe.

Wtedy trzeba odpuścić i zaopiekować się dziećmi, aby je chronić.

Na pewno tak. Trzeba też zachować czujność. Jeżeli podejrzewamy, że dzieje się coś niepokojącego i krzywdzącego dla dzieci, to każda z dorosłych osób ma obowiązek to zgłosić i zabezpieczyć dziecko.

Na stronie SOS Wioski Dziecięce przeczytałam, że trafiają do Państwa dzieci skrajnie zaniedbane, wycieńczone, wygłodzone, chore. Jak do tego dochodzi? Przecież nie żyjemy na pustyni, ktoś musiał widzieć: sąsiedzi, dalsza rodzina, szkoła, policja, że dzieci są zaniedbywanie i krzywdzone. Dlaczego nikt nie reagował?

Nie jesteśmy nauczeni, aby reagować. Wciąż uważamy, że nie należy wtrącać się w życie innych. Wstydzimy się, a nawet boimy interweniować, bo co sobie ludzie o nas pomyślą, kiedy zgłosimy, że coś się dzieje u sąsiada za ścianą. Mimo że widzimy, zamykamy oczy.

To się na szczęście pomału zmienia. Pomagają kampanie społeczne, które mówią o tym, że musimy reagować na przemoc wobec dzieci. To nie jest żaden wstyd, że chcemy uratować życie dzieci. To jest nasz, dorosłych ludzi, społeczny obowiązek. My jesteśmy odpowiedzialni za dzieci, nie tylko swoje. One same sobie nie pomogą, są bezbronne.

To takie ważne, aby reagować.

Jeżeli rodzice nie są w stanie zapewnić dzieciom bezpieczeństwa, to my, jako osoby postronne, musimy reagować.

Mijający rok był dla wszystkich pracowników wiosek bardzo trudny. Oprócz dzieci z Polski musieliście chronić też dzieci z Ukrainy. Wiem, że stanęliście na wysokości zadania.

Jesteśmy organizacją międzynarodową, wiedzieliśmy, że musimy zabrać dzieci z Wiosek Dziecięcych w Ukrainie. W Ukrainie przed wojną było 64 tys. dzieci w pieczy rodzinnej i prawie 100 tys. dzieci w pieczy instytucjonalnej. To są ogromne liczby. Wiedzieliśmy, że nie jesteśmy w stanie sprowadzić i przyjąć wszystkich, ale udało nam się zapewnić pomoc i opiekę dzieciom z Ługańska, z Browarów i z kijowskiego domu dziecka.

***

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce pomaga dzieciom opuszczonym, osieroconym oraz zagrożonym utratą opieki rodziców. W Polsce ośrodki działają od 1984 r., pod opieką pracowników wiosek jest obecnie 1800 dzieci. Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce to część międzynarodowej organizacji SOS Children’s Villages, obecnej w 137 krajach.

W Polsce działają cztery SOS Wioski Dziecięce. Od 1984 w Biłgoraju, od 1992 w Kraśniku, od 2000 w Siedlcach, od 2005 w Karlinie. To ośrodki, w których dzieci znajdują dom i opiekę. Równolegle do opieki zastępczej, rozwijane są także działania profilaktyczne, w ramach Programu SOS Rodzinie, którego celem jest ochrona dzieci przed utratą opieki i zapewnienie im kompleksowego wsparcia. Oprócz Wiosek SOS Stowarzyszenie prowadzi także Dom Młodzieży SOS w Lublinie, Wspólnoty Mieszkaniowe SOS dla młodzieży w Kraśniku, Siedlcach i Koszalinie, Rodzinne Domy Czasowego Pobytu w Biłgoraju i Ustroniu, a także "małe przedszkola" na terenach wiejskich.

SOS Wioski Dziecięce można wspierać finansowo. Więcej o formach pomocy tutaj.

 

Natalia Kukulska, wokalistka, ambasadorka Stowarzyszenia SOS Wioski oraz raper, kompozytor i producent muzyczny Miuosh nagrali piosenkę o sile i przebaczeniu pt.: "Korzenie i skrzydła". To utwór na rzecz potrzebujących dzieci. Oficjalna premiera piosenki odbyła się 8 grudnia podczas konferencji prasowej artystów i SOS Wiosek Dziecięcych w Polsce. Akcja wspiera świąteczną zbiórkę Stowarzyszenia na rzecz opuszczonych i osieroconych dzieci.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.