Dzieci mają kompleksy. "W szatni wstydzą się przebierać, a na wuefie wstydzą się ćwiczyć"

- Dzieci wierzą, że chudość jest najatrakcyjniejsza, najfajniejsza i powielają między sobą to przekonanie. Kult szczupłego ciała tak długo funkcjonuje w naszej kulturze, że zanim uda się go zbić i pokazać różnorodność, musi minąć trochę czasu - o tym, jak rozmawiać z dziećmi o kompleksach mówi edukatorka, autorka książki "Moje ciało jest OK", Aleksandra Górecka.

Joanna Biszewska: Zwykliśmy uważać, że nastolatki mają kompleksy. Jak to jest, że niektóre dzieci z kompleksami sobie radzą, a dla innych stają się całym światem?

Aleksandra Górecka: Bardzo duży wpływ ma to, jak dziecko jest wychowywane, czy rodzicom zależy na tym, aby dopasowało się do wymaganych wzorców związanych z wyglądem, czy też innych - związanych np. z wyborem zabawek czy zajęć dodatkowych dla siebie.

Jeśli dzieci wciąż słyszą, że nie pasują do wzoru, czują się niewystarczające, niespełniające czyichś oczekiwań, a czasami wręcz odtrącone czy atakowane.

Rodzice w dobrej wierze komunikują: "Nie jedz tyle, bo będziesz gruby", "Uczesz się, bo wyglądasz jak strach na wróble", "Ubierz się schludnie, bo wyglądasz jak przebieraniec".

Nie chodzi o to, żeby dzieciom nie mówić, że coś można zrobić inaczej. Bardzo ważne jest jednak to, w jaki sposób budujemy komunikaty. Zamiast: "Przestań jeść te słodycze, bo będziesz gruby", można powiedzieć: "Martwię się o twoje zdrowie, bo nadmiar słodyczy niszczy zęby i może wpływać na problemy z koncentracją".

Chodzi o to, aby nie komunikować dziecku, że robi źle i przez to będzie źle wyglądać. Lepiej wyjść z punktu troski o dziecko i zachęty, żeby też się o siebie zatroszczyło. Ale zdaję sobie sprawę, że to jest bardzo trudne zadanie dla rodziców, nauczycieli, wychowawców.

Nadmiar komplementów też może zaszkodzić. Dziewczynki, które całe dzieciństwo słyszały, że są "słodkie", "śliczne", "jak laleczki", "księżniczki", kiedy zaczęły dorastać, mają bardzo dużo kompleksów. Dlaczego?

Dziewczynki, częściej niż chłopcy, są chwalone - wierzę, że nie ze złej woli - za to jak wyglądają, a nie za to, co robią. Słyszą pochwały, że są ładne. I nabierają przekonania, że wygląd to jest cecha, którą inni ludzie w nich cenią. Kiedy dorastają, ich myśli krążą wokół tego, jak wyglądają. I to potęguje kompleksy.

A co pani najczęściej słyszała, kiedy była uczennicą?

Byłam bardzo szczupłym dzieckiem. Koledzy i koleżanki mi powtarzali, że mogę wszystko jeść, bo jestem taka chuda. Spotykałam się z pewnego rodzaju zazdrością o to, że nie muszę się odchudzać. Ale większość moich znajomych ze szkoły nie wiedziała, jak naprawdę wygląda moja relacja z ciałem i jak w tym chudym ciele się czuję.

Wciąż chudość, wśród dzieci, jest gloryfikowana.

Dzieci nabierają przekonań, że chudość jest najatrakcyjniejsza, najfajniejsza. Kult szczupłego ciała tak długo funkcjonuje w naszej kulturze, że zanim uda się go zbić i pokazać naszą różnorodność, musi minąć trochę czasu.

Chociaż bardzo pomału to się zaczęło zmieniać. W filmach, serialach, w kampaniach reklamowych, na Tik Toku, Instagramie jest coraz więcej różnorodnych osób. Do głosu dochodzą nie tylko ci z idealnie szczupłym ciałem.

Mimo to wciąż w szkołach jest tak, że dzieci, które są tęższe i nie wpisują się w kanon szczupłości, nie mają lekkiego życia. Zdarza się, że są wykluczone, bo "nikt nie chce bawić się z grubasem".

Takim zachowaniom można zapobiegać. Potrzeba jest do tego edukacja. Pokazanie i wytłumaczenie dzieciom, że nadwaga nie musi wynikać z zaniedbania, tylko z kwestii genetycznych, chorobowych.

Bardzo ważne jest, aby dzieci miały styczność z filmami, bajkami, w których pojawiają się osoby chude, grubsze, średniej tuszy. I żeby nie przypisywać tym postaciom stereotypowych zestawów cech, że np. osoba grubsza jest niezdarna i śmieszna, a osoba chudsza zwinna i najbardziej popularna.

'Dzieci, bez względu na swoją posturę, bez względu na to, jakie mają umięśnienie, jak długie mają nogi, ile mają wzrostu - wszystkie są oceniane według tych samych kryteriów. Jest tabelka, do której muszą się dopasować dzieci drobne, wysokie, silne, delikatne. Wszystkie tak samo muszą rzucić piłką do kosza''Dzieci, bez względu na swoją posturę, bez względu na to, jakie mają umięśnienie, jak długie mają nogi, ile mają wzrostu - wszystkie są oceniane według tych samych kryteriów. Jest tabelka, do której muszą się dopasować dzieci drobne, wysokie, silne, delikatne. Wszystkie tak samo muszą rzucić piłką do kosza' Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Dzieci w szkołach uczą się o różnorodności. Wychowawcy rozmawiają ze swoimi klasami o tolerancji, na temat słownej przemocy, o tym, że to jest ok, że jesteśmy różni. Często te metody nie działają. Dzieci wciąż w przebieralni przed wuefem śmieją się z tęższej koleżanki. Wyśmiewane dzieci nie tylko mają ogromne kompleksy, ale też widzą swoje życia jako koszmar.

W takich sytuacja potrzebna jest pomoc psychologów, pedagogów. Dla wszystkich dzieci. I dla tych które cierpią i dla tych które się wyśmiewają z innych. Każda za stron potrzebuje innego rodzaju wsparcia. Dziewczynka, z której się śmieją, pewnie potrzebuje zaopiekowania i tego, żeby ktoś jej w mądry sposób wytłumaczył, że to, co mówią inni, to jest ich zdanie, ich opinia, które oni wyrażają, ale to nie jest prawda i to nie jest fakt.

A ta druga strona?

Wymaga przyjrzeniu się, z czego wynika ich złe zachowanie. Pytanie, czy ono wynika ze złośliwości, czy z jakiegoś odreagowywania trudnych sytuacji, czy trudnych komentarzy, z którymi się wcześniej zetknęli.

W szatni dzieci wstydzą się przebierać, a na wuefie wstydzą się ćwiczyć. Nie wszystkie mają warunki do tego, aby świetnie pokonywać zadania. Przez to dostają gorsze oceny.

Dzieci, bez względu na swoją posturę, bez względu na to, jakie mają umięśnienie, jak długie mają nogi, ile mają wzrostu - wszystkie są oceniane według tych samych kryteriów. Jest tabelka, do której muszą się dopasować dzieci drobne, wysokie, silne, delikatne. Wszystkie tak samo muszą rzucić piłką do kosza.

Ocenianie dzieci na wuefie często generuje niepotrzebne porównywanie się. To budzi kolejną niechęć do ćwiczeń. I to jak takie samozapętlające się koło. Dzieci unikają ruchu, bo się wstydzą tego ruchu.

Nie pomagają też, rzucane - pewnie z założeniem, że mają działać motywująco - komentarze nauczycieli w stylu "mniej kotletów, a będzie szybciej biegać".

Słowa mają bardzo dużą moc. Nawet jeśli są wypowiadane w formie nieśmiesznego żartu. Pojedyncze zdania mogą przynosić bardzo przykre konsekwencje. To dotyczy też komentarzy w stronę szczupłych dzieci, które słyszą: "Jak nic nie będziesz jadł/ła to cię zaraz wiatr zwieje".

Ludzie pracujący z dziećmi i młodzieżą powinni wiedzieć, jakiego języka używać, aby nie ranić. Jeśli chcą porozmawiać na temat aktywności fizycznej dziecka, to najlepiej w słowach wyrażać troskę, a nie kpinę. I nie robić tego przy rówieśnikach. Do takiej rozmowy często warto też włączyć rodziców.

Inna przestrzeń, która przysparza ogromnego stresu dzieciom, to szkolna stołówka. Są dzieci, które nie jedzą w szkole, bo mają bardzo duży dyskomfort, żeby spożywać posiłki przy innych osobach. Dlaczego?

Często takie zachowanie jest spowodowany tym, że dziecko w przeszłości słyszało komentarze, że je za szybko, za wolno, za dużo czy za mało. Zdarza się, że w szkolnych stołówkach nie bierze się pod uwagę nietolerancji pokarmowych dzieci. Wszystkie dzieci dostają to samo i dziecko z alergią pokarmową wstydzi się odezwać, odmówić, poprosić osobę, które serwuje jedzenie o inny posiłek. Boją się, że ich zachowanie będzie komentowane na tle klasy.

Też dzieci, które miały w przeszłości zaburzenia odżywiania, nie jedzą przy innych, bo nie chcą, aby ktoś oceniał to, czy jedzą za dużo, czy za mało. Dziecko, które usłyszało na wuefie, że je za dużo kotletów, na szkolnej stołówce może czuć, że wszyscy patrzą mu/jej w talerz i liczą kalorie i kolejne kęsy.

Pani, wraz ze swoją siostrą we wspólnej książce "Moje ciało jest okej! Książka o ciele, emocjach i samoakceptacji. Do czytania, odkrywania i bazgrania" bardzo dużo miejsca poświęca zjawisku, które nazywamy z angielskiego body shaming. U dzieci często wygląda to tak, że jedno dziecka zaczyna wyzywać, a drugie, w obronie, robi to samo.

Body shaming to zawstydzanie kogoś złośliwymi komentarzami na temat czyjegoś ciała. Jestem daleka od tego, żeby działać na zasadzie oko za oko, ząb za ząb i na zaczepki czy przykre komentarze odpowiadać tym samym.

Czasami lepiej zbić temat, powiedzieć coś, co zawiesi agresję i rozmowa nie będzie kontynuowana, bo nie będzie możliwości nakręcania się. Nie jest to łatwe, ale warto rozmawiać z dziećmi i wspólnie przygotować kilka możliwości odpowiedzi w sytuacji, kiedy inne dzieci zaczynają przezywać, wyśmiewać się, zaczepiać.

Czyli co można odpowiedzieć na zaczepkę?

Np.: "Dzięki za twoją opinię, ale ja się z nią nie zgadzam".

To po takim zdania usłyszy: "Ale tchórz, nawet nie umie się bronić".

I dalej może spokojnie odpowiedzieć, czy napisać na czacie: "OK, już słyszałem, że tak uważasz, ale ja tak nie uważam". Celem osoby, która atakuje, nierzadko jest rozdrażnienie tej drugiej. Jeśli to się nie udaje, często "atakujący" odpuszcza.

To nie jest takie proste. Dzieci w relacjach z rówieśnikami bardzo cierpią, biorą do siebie wszystko, co ktoś w szkole rzuci na ich temat. Jak możemy im pomóc?

Nie jesteśmy w stanie zmienić tego, co mówią inne osoby o naszych dzieciach. Ale możemy mieć wpływ na to, jak dzieci będą odbierać to, co słyszą. Czy będą mieć odwagę reagować. Czy nie dadzą się wyprowadzić z równowagi. Ważna jest praca nad wzmacnianiem poczuciem wartości dziecka.

Dlatego to takie ważne, aby zatroszczyć się o to, aby nasze bycie z dzieckiem nie było powierzchowne. Czujni rodzice wiedzą, czym interesuje się ich dziecko, co lubi robić, co mu/jej się udaje, co dziecko śmieszy, a co nie. Rodzice, którzy są w stałym kontakcie z dzieckiem, zauważą, kiedy dzieje się coś niepokojącego. I mają szansę reagować.

Ważne abyśmy uczyli dzieci jak odróżniać fakty od opinii. Ale też nie zaprzeczali emocjom dziecka, kiedy czuje się źle, np. po czyimś przykrym komentarzu. Żebyśmy wyrażali troskę i dawali znać o naszej obecności i chęci wsparcia. I ważne, aby naszego dziecka nie porównywać do innych.

Aleksandra Górecka (od lewej) i Anna Górecka, autorki książki 'Moje ciało jest ok'Aleksandra Górecka (od lewej) i Anna Górecka, autorki książki 'Moje ciało jest ok' / `

Aleksandra Górecka jest edukatorką, absolwentką pedagogiki. Prowadzi warsztaty dla dzieci i młodzieży. W duecie ze swoją siostrą, Anną Nataszą Górecką: promotorką ciałopozytywności i zdrowia psychicznego, absolwentką psychologii jest współautorką książki "Moje ciało jest okej! Książka o ciele, emocjach i samoakceptacji. Do czytania, odkrywania i bazgrania".

'Moje ciało jest ok' - książka dla nastolatków'Moje ciało jest ok' - książka dla nastolatków fot: materiały prasowe

To książka dla dzieci i rodziców holistycznie wspierająca zdrowie psychiczne i fizyczne. Dzieciom pomoże znaleźć odpowiedzi na wiele pytań, np. o to, jak zaakceptować siebie i poczuć się dobrze w swoim ciele, jak ogarnąć wszystkie emocje, które pojawiają się, gdy o nim myślimy, co zrobić z tym, czego w sobie nie lubimy? Rodzicom pomoże uporządkować wiedzę na temat emocji związanych z ciałem, podpowie, jak przełożyć je na język zrozumiały dla dziecka.

Mini poradnik Anny Góreckiej o tym, jak rozmawiać z dziećmi o kompleksach:

- Nie bagatelizuj tematu, mówiąc "wygląd nie jest ważny", "liczy się tylko to, jaki jesteś w środku". Gdyby to nie miało znaczenia, nie byłoby w ogóle rozmowy.

- Nie unieważniaj emocji dziecka, nawet jeśli chcesz je w ten sposób pocieszyć "nie ma o co się martwić", takie jest dorastanie, jeszcze ci przejdzie". Może poczuć, że jego/jej punkt widzenia nie jest uznany.

- Nie próbuj udowodnić, że dziecko nie ma racji: "dla mnie i tak jesteś najpiękniejsza", "lekarz powiedział, że wszystko w normie, więc nie ma o czym rozmawiać" Niestety, zaprzeczanie trudnym emocjom nie sprawi, że one znikają.

- Słuchaj uważnie i z otwartością, uznając punkt widzenia dziecka, taki jaki on jest. Nazwanie i zaakceptowanie swoich emocji i przekonań to pierwszy krok do tego, żeby świadomie je kształtować.

- Wyrażaj troskę i zainteresowanie - daj poczucie, że ta rozmowa ma służyć dobru dziecka, a nie jego/jej dopasowaniu do twoich oczekiwań.

- Pomóż dziecku oddzielić fakty od opinii, a opinię własną od cudzej. Nawet dorośli miewają z tym problem, a co dopiero dzieci! Nawet proste wypisanie tych rzeczy na kartce w tabelce pomaga poukładać je w głowie.

- Dawaj dobry przykład własną postawą do swojego ciała. Dzieci, zwłaszcza młodsze, bardzo dużo uczą się przez obserwację i naśladowanie. Jeśli ze strony rodziców słyszą narzekania, same też zaczną krytycznie na siebie patrzeć.

Więcej o: