Samotne matki. "Od czasu do czasu rzuca im się kłody pod nogi"

Joanna Biszewska
Określenie samotna matka stygmatyzuje. Samotna, czyli prosząca o pomoc, porzucona i bezradna. Co innego samodzielna. Ze wszystkim sobie poradzi, nawet wtedy, kiedy rzuca jej się kłody pod nogi. Ale nie wszyscy samotni rodzice radzą sobie na medal. Czasami zwyczajnie potrzebują pomocy. A tej - przynajmniej od rządzących polityków - nie otrzymują.

W słowniki PWN czytamy, że samotny/a to człowiek bez rodziny, przyjaciół, zupełnie sam, opuszczony i proszący o pomoc. Wyraz samodzielny/a ma pozytywne konotacje. Bo samodzielna to ta, która nie zależy od innych, potrafi zadbać o swoje sprawy. Samodzielna mama to ta, która wszystko potrafi załatwić sama, a także ta, która nie jest ucieleśnieniem utrwalonego stereotyp samotnej matki: niezaradnej, porzuconej, nieszczęśliwej, pozbawionej pomocy najbliższych. Samodzielne, to matki zaradne, wszechstronne, mają satysfakcję z życia, nie są wykluczane społecznie, ale też w żaden sposób nie są faworyzowane. Niezauważalne i wtopione w społeczność.

Rodzicielstwo w pojedynkę. Tak wygląda 20 proc. polskich rodzin

Dzisiaj, samotne/samodzielne matki nie są już społecznie stygmatyzowane, nikt ich palcami nie wytyka, są co najwyżej ignorowane przez system. Mają sobie radzić, bo nie należą im się żadne przywileje. Ich życie to ich wybór, mają to, czego chciały.   

Nie dla wszystkich samodzielnych matek ich rodzicielstwo w pojedynkę to wybór. Nadal, pomimo tego, że ojcowie coraz częściej czują się odpowiedzialni za swoje rodziny, to w sytuacji, kiedy rodzina się rozpada, to matki zostają na posterunku. Statystyki są przeciwko ojcom.

Według Eurostatu i GUS matki wychowujące samotnie dzieci to dzisiaj prawie 20 proc. polskich rodzin. Prawie połowa samotnych/samodzielnych matek została opuszczona przez mężów/partnerów. Każdego roku przybywa u nas około 20 tys. samotnych, młodocianych mam. W wychowaniu i ustabilizowaniu sytuacji życiowej pomagają im rodzice. Samotni/samodzielni ojcowie to niecałe trzy procenty polskich rodzin.

W dziewięciu przypadkach na dziesięć to kobieta samotnie mierzy się z wychowywaniem dziecka. W co trzecim domu prowadzonym przez samotnych rodziców mieszka dziecko z przewlekłą chorobą, niepełnosprawnością. Nasz system wsparcia dla dzieci z niepełnosprawnością, ich rehabilitacji, nadal opiera się przede wszystkim na zaradności, wytrzymałości i zasobności portfela matek. A te wiedzą, że muszą dać radę. Tak zostały nauczone. Bo radę dawały sobie ich matki, ich babki i prababki.

Przez pandemię nie płacą alimentów

Według przepisów samotną matką nie jest ta, która ma zasądzone alimenty. Także te matki, które bezskutecznie próbuje wyegzekwować alimenty od ojców dzieci, samotnymi matkami w świetle prawa nie są. Nie należy im się pomoc, zasiłek dla samotnie wychowujących dziecko. Żeby taki otrzymać, drugi rodzic musi umrzeć lub pozostaje nieznany od początku. Wówczas zasiłek może wynosić od 193 zł do 386 zł na dziecko.

Samodzielne, niezależne finansowo, które podczas rozwodu mają na tyle dużo odwagi i pieniędzy, aby opłacić adwokata i sprawiedliwie ustalić alimenty - w przypadku, kiedy ojciec decyduje się na weekendowe rodzicielstwo - stanowią nieliczne wyjątki. Większość rozwodzących się matek nie może pozwolić sobie na prywatne opłacenie prawników. Są zdane na łaskę sądów.  

Z zeszłorocznych danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że 280 tys. rodziców nie płaci alimentów, a ich zaległości to prawie 11,4 miliarda złotych. 

Z raportu dowiadujemy się, że pandemia ponad połowie rodziców wychowujących samodzielnie dzieci, na które mają zasądzone alimenty, skomplikowała i tak trudne już życie. Ponad połowa z nich mówiła, że podczas pandemii doświadczają jeszcze większych problemów z ubieganiem się o alimenty.

"Dłużnicy tłumaczą, że nie zarabiają wcale lub że zarabiają mniej i nie mogą w związku z tym płacić (38 proc.). Dodatkowo trudniej kontaktować się z sądem (30 proc.), czy kancelarią prawną (16 proc.)" -  czytamy w raporcie. Jedynie 11 proc. rodziców otrzymuje alimenty regularnie, 14 proc. dostaje pieniądze od czasu do czasu, reszcie pozostaje starć się o pomoc z funduszu alimentacyjnego. Z raportu wiemy też, że w trzech na 100 domów, w których dzieci nie otrzymują alimentów, brakuje pieniędzy na podstawowe potrzeby, 41 proc. mówi, że funkcjonuje bardzo skromnie.

Co drugie niealimentowane dziecko ze względów finansowych nie wyjeżdża na wakacje, dzieci dłużników alimentacyjnych nie stać też na dodatkowe zajęcia pozaszkolne

Przedszkole w WarszawiePrzedszkole w Warszawie MACIEK JAŹWIECKI

Zapobiec rozwodom, premiować małżeństwa

Od czasu do czasu rząd zajmuje się tematem rodziców wychowujących dzieci w pojedynkę. Ale najczęściej po to, aby jeszcze bardziej utrudnić im życie. Jak kilka dni temu. W tym miesiącu komisja finansów publicznych pracowała nad zestawem zmian w podatkach. Do projektu rządowego, który powstał w niewiarygodnym pośpiechu, złożono liczne korekty. Jedną z nich jest ta, dotycząca opodatkowanie dochodów osób samotnie wychowujących dzieci. Obecnie samotni rodzice mogą rozliczać się wspólnie z dzieckiem – dziecko nie musi zarabiać. Podatek osoby samotnie wychowującej dziecko jest teraz obliczany jako dwukrotność podatku liczonego od połowy dochodów. Zdaniem PiS taki sposób rozliczania się przez samotnych rodziców jest korzystniejszą opcją niż ulgi dla rodzin i może zachęcać Polaków do rozwodów. Dlatego, aby zapobiec rozwodom i aby premiować małżeństwa, w zeszłym tygodniu na posiedzeniu sejmowej komisji finansów publicznych zaproponowała inne rozwiązanie.

Posłanka Dominika Chorosińska (PiS) mówiła, że ze względu na wzrost kwoty wolnej od podatku to rozwiązanie daje większe korzyści osobom samotnie wychowującym dzieci, niż uzyskują to małżonkowie. Zaproponowano likwidację tej zasady i wprowadzenie ulgi na dziecko samotnego rodzica w kwocie 1,5 tys. zł. Nowa regulacja miałaby zapobiec fikcyjnym rozwodom, zwłaszcza osób zamożnych. (Więcej na ten temat czytaj w tekście "Zmiana w rozliczeniach samotnie wychowujących dzieci. Wymierzone w "rozwody dla celów podatkowych"

A co ta zmiana oznacza dla "niezamożnych" samodzielnych i pracujących matek i ojców? Mniej więcej tyle, że nie mają swoich reprezentantów w sejmie, nie mają żadnych praw, które wynikałyby z ich sytuacji życiowej, nikt o nich nie zawalczy, nikt się nad nimi nie pochyli. Mają być zaradni, mają sobie radzić, muszą być samodzielni. I o nic nie prosić.

Na naszym serwisie od lat publikujemy listy od samotnych matek. Przy różnych okazjach. Publikowaliśmy je, kiedy samotne matki jednego dziecka przez długi czas nie otrzymywały świadczenia pięćset plus, a także wtedy, kiedy rząd ustalił tzw. matczyną emeryturę dla matek, które wychowały przynajmniej czworo dzieci, kompletnie pomijając np. samotne matki trojga dzieci.

"Pytam się, gdzie są ułatwienia dla matek pracujących?"

Samotne/samodzielne matki chętnie do nas piszą. Opisują, jak wygląda ich codzienność, zmagania o to, aby ich dzieci nie czuły się gorsze, biedniejsze. Jedna z nich, wdowa wychowujące dwoje dzieci pisała, że życie samotnej matki to najczęściej walka z systemem i państwem.

"Bo brak miejsc w żłobku. Bo do przedszkola trzeba dowozić na drugi koniec miasta. Bo do lekarza nie można się dostać po południu. Bo trzeba się zarejestrować osobiście rano. Bo na rehabilitację z synem tylko prywatnie. Bo logopeda jest tylko w poradni psychologiczno-pedagogicznej do godz.15. Bo angielski i trening sportowy jest prywatnie dodatkowo płatny w szkole, ale po południu, od godziny 17, kiedy moje dzieci dopiero mogą wrócić do domu. Bo obiady w szkole to żenada.

Pytam się, gdzie są ułatwienia dla matek pracujących? Co z tego, że dostaję 500 złotych, jak żłobek kosztuje 900? Dlaczego muszę wybierać: płacić za rehabilitację czy logopedę po południu, czy ryzykować utratę pracy przez ciągłe przepustki?

- czytamy w liście, który opublikowaliśmy pod tytułem "Czemu muszę słuchać płaczu syna, że go plecy bolą po 10 godzinach siedzenia w ławce w szkole i świetlicy".

Więcej o: