Polka z Dubaju: Urodziłam w samochodzie. Pępowinę mi odcięli na stacji benzynowej

- Jak nie jesteś stąd, nie urodzisz na koszt państwa. Mam ubezpieczenie, zapewniłoby mi poród w dobrym szpitalu. Ale życie napisało inny scenariusz. Drugie dziecko urodziłam sama, w samochodzie - o realiach życia w Dubaju opowiada Sylwia Koziel, mama dwóch synów, która w Zjednoczonych Emiratach Arabskich mieszka od 7 lat.

Joanna Biszewska: Kilka dni temu urodziłaś drugie dziecko. To nie był zwykły poród.

Sylwia Koziel, ekonomistka z wykształcenia, była stewardessa, żona znanego w Dubaju magika, mama dwóch synów: Czasami nawet nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, co może ci się w życiu przytrafić.

Ty swojego drugiego synka urodziłaś 13 lipca. Sama. Bez niczyjej pomocy, na tylnym siedzeniu samochodu, w drodze do szpitala.

Teraz jak o tym myślę, to wydaje mi się to nierealne. Ale tak było.

To może po kolei.

Kilka dni przed porodem wróciłam z synkiem z Polski. Termin miałam na 2 sierpnia. Rozpakowywałam się, przygotowywałam mieszkanie na narodziny dziecka. Dobrze się czułam. Działałam, cały czas byłam w ruchu. Nie wiem, może dlatego Noah urodził się wcześniej?

To był 37 tydzień ciąży.

Bóle zaczęłam odczuwać o trzeciej w nocy. Mąż od razu chciał jechać do szpitala, ja myślałam, że mam jeszcze czas. Pierwszy poród nie był szybki, myślałam, że tym razem też tak będzie. Mąż śmiał się, że zawsze chce być superkobietą i nigdy go nie słucham. Zadzwoniliśmy po nianie do starszego synka, czekaliśmy, aż do nas przyjedzie. Do windy weszłam już na czworaka. Mąż mnie błagał, abyśmy zadzwonili po pogotowie, ale ja się uparłam, że dam radę dojechać do szpitala.

Nie udało się.

W samochodzie odeszły mi wody. Bóle były już silne. Nagle poczułam, że główka już się rodzi. Dotarło do mnie, że nie dojedziemy do szpitala na czas. Synek po prostu znalazł się w moich ramionach. To było niesamowite doznanie. Zawsze myślałam, że coś takiego dzieje się tylko na filmach. Mój mąż w tym czasie dzwonił na policję. Namierzyli nas, dawali wskazówki, gdzie mamy zjechać, od razu wysłali do nas karetkę.

I?

Kiedy zjechaliśmy na stację benzynową, przytulałam synka, okryłam go ręcznikiem i czekałam na karetkę. Nie miałam czym odciąć pępowiny. Przeszłam w Emiratach trening, jak odebrać poród, wiedziałam, co trzeba robić, nie bałam się tego. Nigdy jednak nie pomyślałabym, że będę odbierać swój własny poród.

Sylwia chwilę po porodzieSylwia chwilę po porodzie fot: archiwum prywatne

Jesteś bohaterką, Ty to wiesz?

Miałam cały czas pomoc. Mój mąż i policja świetnie się spisali. Kiedy do nas przyjechali sanitariusze, dali mi wybór, do którego szpitala chcę jechać. Pojechałam do szpitala, który wcześniej wybrałam.

Dubaj nie rozpieszcza przyszłych matek. Co ma zrobić kobieta w ciąży, która nie ma ubezpieczenia i jest przyjezdna?

Urodzi, ale przy wypisie dostanie rachunek za poród. Można go rozpisać na raty.

Ty niezamierzenie sama poradziłaś sobie z porodem. Jaką opiekę dostałaś, kiedy już dotarliście do szpitala?

Dostałam opiekę i pomoc na najwyższym poziomie, czułam się z synkiem bezpiecznie. Jestem zadowolona z ich podejścia do rodzących, warunków i standardu.

W Dubaju większość porodów kończy się cesarskim cięciem. Dlaczego?

Tutaj wręcz namawia się kobiety do tego, aby rodziły przez cesarskie cięcie. Taki poród jest dużo droższy od tego siłami natury, szpital może na tym lepiej zarobić.

Do niedawna urlop macierzyński w Dubaju trwał zaledwie sześć tygodni. To się niedawno zmieniło. Kobiety mają teraz trzy miesiące urlopu, a kiedy wrócą do pracy, przez rok pracują o dwie godziny krócej.

Kiedy urodziłam pierwszego synka, firma trzymała dla mnie pracę przez cztery miesiące. W tym czasie nie dostawałam żadnego wynagrodzenia, zero pieniędzy, ale miałam furtkę, że mogę wrócić do pracy. Mojemu mężowi należały się trzy dni opieki nad dzieckiem.

Żartujesz? Żadnego urlopu ojcowskiego?

Mój mąż dostanie na drugiego syna aż miesiąc urlopu. To polityka firmy, w której pracuje. Dubaj stara się dogonić Europę. Dbają o dobry image. Może za jakiś czas stworzą alternatywę dla ludzi, którzy nie mają pieniędzy na opiekę medyczną, na przedszkola, szkoły.

Myślisz, że wrócisz do pracy?

Na razie nie mam takich planów. To raczej mało możliwe przy małych dzieciach. Ja mam szczęście, że mój mąż zarabia na tyle dobrze, że może utrzymać rodzinę. Kobiety, które nie mają takiego komfortu, trzy miesiące po porodzie muszą wracać do pracy.

Kto wówczas zajmuje się ich dziećmi?

Jak ich nie stać na żłobek, czy przedszkole muszą wynająć opiekunkę. Często ryzykują tym, że zostawiają dzieci z kompletnie obcą kobietą.

Lato w Dubaju jest bardzo gorące. Masz teraz w domu dwulatka i kilkudniowego noworodka, a na zewnątrz 50 st. C. Przywykłaś do takich temperatur?

Ja nie potrafię funkcjonować w takim upale. Lato staram się spędzać w Polsce. Ten rok jest inny. Mój starszy syn budzi się rano i chce iść na spacer. W Polsce to możliwe, w Dubaju nie.

Współczuję.

To jest trudne, od rana do wieczora trzeba siedzieć z dziećmi w klimatyzowanych pomieszczeniach.

Nie ma spacerów, wyjść na place zabaw.

Dzieci od siedzenia w klimatyzowanych pomieszczeniach często się przeziębiają. Wszędzie, gdziekolwiek wejdziesz, jest zimno, oni tutaj konkretnie chłodzą. Jak wychodzisz na zewnątrz, np. do samochodu, to uderza w ciebie fala gorąca. Ta nagła zmiana temperatur jest naprawdę okropna.

Klimatyzacja chłodzi pomieszczenia, ale ociepla klimat. Ciekawi mnie, czy w Dubaju temat ekologii, dbania o środowisko jest ważny.

Nie jest ważny. W Dubaju mało kto przejmuje się ekologią. Nie ma np. recyklingu. Nie dba się o to. Ludzie tu przyjeżdżają zarobić, potem wyjeżdżają, mało komu zależy na tym, aby zadbać o środowisko. Szkoda.

Twój starszy syn niebawem pójdzie do przedszkola. Wybraliście państwowe czy prywatne? Przyjezdni nie mogą korzystać z państwowych usług?

Mogą, ale muszą za to zapłacić.

Ile kosztuje przedszkole prywatne?

Około 45 tys. zł rocznie. I to jest cena bez wyżywienia, tylko za podstawową opieką od 8.00 rano do południa, czasami do 13.00.

Nie wierzę.

Jeśli chcesz, aby dziecko zostało w przedszkolu dłużej, to jest to możliwe, ale musisz za to dopłacić.

Co robią rodziny z małymi dziećmi, które nie mają wysokich dochodów? To raczej niemożliwe, że wszystkich stać na tak drogie przedszkola.

Ludzie, którzy pracują fizycznie w Dubaju, pochodzą najczęściej z Indii, Filipin, Bangladeszu, Pakistanu. Oni nie przyjeżdżają tutaj ze swoimi rodzinami. Nie byliby w stanie się wszyscy tutaj utrzymać.

Zarabiają pieniądze i wysyłają rodzinom, żeby miały się za co żyć.

Niedawno rozmawiałam z Filipinką, która wyjechała ze swojego kraju pięć lat temu. W Dubaju pracuje jako manikiurzystka. Zostawiła dzieci ze swoją mamą. Jak wyjeżdżała do pracy, jej najmłodsze dziecko miało pół roku. Przez te wszystkie lata ani razu nie widziała swoich dzieci. Ona nie miała wyjścia, musiała wyjechać, aby utrzymać dzieci i matkę. Może w tym roku uda jej się polecieć do dzieci.

Takich ludzkich historii w Dubaju jest o wiele więcej.

Dubaj to miejsce, w którym rdzenni mieszkańcy stanowią niewielki fragment. Większość ludzi to imigranci, którzy przyjechali tylko i wyłącznie w celach zarobkowych. Ciężko pracują i nie zarabiają kroci. Dubaj jest usłany złotem tylko dla wybranych.

Ile zarabiają ludzie budujący opływające złotem hotele, które oglądamy na folderach ofert wakacyjnych?

Mieszkają po kilka osób w jednym pokoju, pracują od rana do wieczora, nawet, wtedy, kiedy na zewnątrz jest 50 st. C. Zarabiają 800 zł, w najlepszym przypadku 1500 zł.

Tygodniowo?

Nie, miesięcznie. Dubaj to nie jest raj na ziemi.

O Dubaju mówi się, że jest jednym z najbezpieczniejszych miast.

Dla turystów pewnie tak. Jakiś czas temu znajomy, który pracuje w firmie budowlanej, opowiadał mi, że jeden z fizycznych pracowników umarł na budowie, najprawdopodobniej z gorąca. Nikt nawet po pogotowie nie zadzwonił.

Jak znalazłaś się w Dubaju?

Dostałam pracę w liniach lotniczych Emirates. Chciałam trochę polatać, pozwiedzać świat.

Dobrze znosiłaś częste zmiany strefy czasowej?

Różnie z tym bywało. Leciałam do Stanów Zjednoczonych, a po kilku dniach do Nowej Zelandii. Trzeba mieć kondycję. Z małym dzieckiem nie da się tak pracować.

Sylwia z mężem. Ślub w PolsceSylwia z mężem. Ślub w Polsce fot: archiwum prywatne

Twój mąż jest dubajczykiem.

Jest też bardzo otwartym człowiekiem. Wzięliśmy ślub kościelny, nasz syn jest ochrzczony. W Polsce wciąż ludzie myślą, że mężczyzna z tych okolic będzie źle traktował kobietę, narzucał jej swoje wyznanie religijne i kulturowe. Nie koniecznie tak jest. Ludzie z tych rejonów są otwarci i tolerancyjni. Przeszkadza mi w Polsce takie myślenie, że Arabowie są okrutni dla kobiet, że związek z Arabem musi skończyć się dramatem.

Nie musi, ale związek z obcokrajowcem jest wyzwaniem.

A ile mamy par z Polski, które się właśnie rozwodzą, bo nie potrafią się ze sobą dogadać? To, że są z tej samej kultury, z tej samej religii jakoś im nie pomogło. Nie ma chyba sensu zakładać z góry, że związki multikulturowe są trudniejsze.

Twój mąż jest też celebrytą.

Na co dzień pracuje w City Banku, po godzinach jest magikiem. Sporo występuje w telewizji, jest bardzo lubiany i szanowany nie tylko w Emiratach, również w innych krajach arabskich.

Po prostu cię zaczarował.

Można tak powiedzieć (śmiech).

Sylwia z mężem w ciąży z drugim dzieckiem, 2021Sylwia z mężem w ciąży z drugim dzieckiem, 2021 fot: archiwum prywatne

A tak na poważnie, to skąd pomysł z magią?

To było zawsze jego pasją, która kilka lat temu przerodziła się w coś fajnego. Dubaj bardzo się otwiera na nowe, do niedawna magia była tutaj zakazana. Mój maż, kiedy się tym zajął, spotkał się z bardzo dużym krytycyzmem ze strony rodziny, znajomych. Ale odniósł spory sukces. Kultura tutaj się zmienia, ludzie chcą rozrywki.

Czego ci najbardziej brakuje w Dubaju?

Mojej rodziny z Polski i mojej kulturowej strony. Wciąż nie czuję się komfortowo np. z tym że kobiety chodzą zakryte od stóp do głów, też z tym że w różnych instytucjach są osobne kolejki dla kobiet, osobne dla mężczyzn.

Więcej o: