1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Z chorobą walczyłam ponad rok, walczyli ludzie. Nie mogłam ich zawieść, nie mogłam zawieść syna"

Tańczyła od 10. roku życia. Jednak w wieku 22 lat poczuła, że rodzina dałaby jej większe spełnienie. Chociaż taniec był jej wielką miłością, nie bała się przerwać kariery, by zostać mamą. Nie wszystko poszło tak jak sobie wymarzyła. Trzy miesiące po porodzie okazało się, że ma raka w kręgosłupie, który się uzłośliwił klinicznie, zupełnie zmienił plany i życie. O pasji, tańcu, miłości, macierzyństwie i trudach związanych z chorobą rozmawiam z Izą, tancerką, primabaleriną, pedagogiem, choreografką i mamą dwójki dzieci w wieku 5 i 12 lat.

Mama to ktoś, kto trwa przy dziecku niezależnie od tego, co przyniesie los. To ktoś, kto potrafi łączyć obowiązki rodzinne i zawodowe - czasem takie, które wydają się niemożliwe do połączenia. To ktoś, kto w trudnej sytuacji potrafi znaleźć drogę wyjścia, a przynajmniej walczy do końca, żeby tę drogę odszukać. Dlatego to właśnie matkom i ich sile poświęcamy nasz cykl artykułów pod hasłem "Mamy moc".

Dagmara Dąbek: Ile lat tańczysz? Od zawsze to był balet?

Iza, tancerka, mama dwójki dzieci: Przygodę z tańcem tak na poważnie zaczęłam w wieku 10 lat. To w trzeciej klasie szkoły podstawowej na początku lat 90. chodziła pani, która werbowała dzieci na egzaminy do szkoły baletowej. Wcześniej jeździłam na zajęcia rytmiki i baletu, ale to było w wieku sześciu lat i nie trwało zbyt długo. Z opowieści rodziców wynika, że oczywiście tańczyłam, śpiewałam od maleńkości, ale wiadomo, że większość dzieci też tak ma.

Wcześniej skakałam z płotów, wspinałam się po klifie z bratem, rozwalałam nosy nieposłusznym sąsiadom, grałam w "sznura i noża" na podwórku pod domem i szabrowałam niedojrzałe jabłka z działek.

Ile lat pracowałaś jako baletnica?

W zawodzie przepracowałam krótko. Szkoła baletowa dla mnie skończyła się w wieku 17 lat, chociaż szkołę skończyłam eksternistycznie, zdałam też o czasie maturę. Wtedy wyjechałam do Kopenhagi, ponieważ zawarłam kontrakt z Królewskim Baletem Duńskim. Podczas tych lat nauki w szkole jeździłam i brałam udział w konkursach baletowych i to na jednym z nich w Japonii otrzymałam propozycję dołączenia do wyżej wspomnianego zespołu wraz z dwójką młodych tancerzy, braćmi Marcinem i Dawidem Kupińskimi. Później, jako już mająca kontrakt w kieszeni, wytańczyłam złoty medal podczas Międzynarodowego Konkursu Baletowego w Warnie. W Kopenhadze przetańczyłam pięć sezonów artystycznych, podczas których zostałam nominowana na tancerkę solistkę. W 2007 roku zrezygnowałam z kariery na rzecz rodziny.

Katarzyna DowborKatarzyna Dowbor: Pajda chleba do ręki, na podwórko i wracasz, jak cię zawołam. I musieliśmy sobie radzić

Musiałaś zrezygnować z kariery, by założyć rodzinę? Nie dało się tego pogodzić?

Nie, nie musiało tak to wyglądać, wiele kobiet w dzisiejszych czasach rodzi dzieci i powraca do zawodu bez problemów. Wtedy podjęłam taką decyzję, bo byłam młoda, był to w dużej mierze impuls i chęć tworzenia czegoś zupełnie nowego i od podstaw. Potrzebowałam kolejnego wyzwania i je otrzymałam. Nie wiedziałam wtedy, że mój powrót do tańca stanie się niemożliwy. Jednak udało mi się po części wrócić na scenę teatralną w 2010 roku - jako tancerka i choreografka wystąpiłam parę razy na deskach sceny w Sopocie wraz z Sopockim Teatrem Tańca. Po studiach zaczęłam pracę w szkole baletowej, a później w Operze Bałtyckiej, gdzie pracuję do dzisiaj jako pedagog Zespołu Baletu oraz próbuję swoich sił jako choreografka.

Byłaś dość młoda, gdy podjęłaś decyzję o tym, by zostać mamą. Ile miałaś dokładnie lat?

Tak, to prawda - myśl o założeniu rodziny pojawiła się dość szybko. W wieku 22 lat poczułam, że rodzina dałaby mi większe spełnienie niż taniec.

Taniec przestał cię już cieszyć, czy był inny powód?

Tak jak wspomniałam, w dużej mierze był to impuls i chęć zmiany. Ale to nie wszystko. Przyglądałam się starszym koleżankom, których sukcesy nie cieszyły już tak bardzo, a gdy zbliżały się do końca kariery, stawały się coraz smutniejsze. Nie rozumiałam dlaczego, skoro miały wszystko czego pragnęłam - główne role i poszanowanie. Gdy miałam 22 lata, a za sobą sporo pięknych ról i doświadczeń, stwierdziłam, że już mi wystarczy, bałam się, że jeszcze 10 lat i będę w podobnej sytuacji. Bałam się też tego, że mogę nie mieć okazji do założenia rodziny lub nie będę potem potrafiła zrezygnować ze swojej komfortowej pozycji. Oczywiście wiele innych spraw złożyło się na moją decyzję. W każdym razie podziękowałam pracodawcy, wyjechałam i ruszyłam przed siebie.

Nie miałaś żadnych obaw przed zajściem w ciążę?

Nie, byłam zdecydowana, wiedziałam, czego chcę. Choć decyzja o zajściu w ciążę była dość szybko podjęta, to jednocześnie była świadoma, a ciąża zaplanowana i oczekiwana. Czułam się w pełni gotowa.

embed

fot. archiwum prywatne Izy

Podczas ciąży nie było żadnych problemów?

Pierwsza ciąża przebiegła bez większych problemów. Pamiętam, że na początku, około szóstego tygodnia, jeden z lekarzy sugerował, że może to być ciąża pozamaciczna, ponieważ podczas badania nie widział jajeczka. Ale okazało się, że popełnił błąd.

Rodziłaś w Polsce?

Syna urodziłam w Grecji, w prywatnym szpitalu w Atenach. Porównując poród tam z innymi doświadczeniami szpitalnymi, to był raj. Zaś z porodem w Polsce nie da się tego porównać.

Pomijam fakt, że oczywiście była to prywatna placówka i warunki o bardzo wysokim standardzie. Podejście do kobiety w ciąży, ale też po porodzie i w stosunku do noworodka były tam po prostu wyjątkowe - w Polsce nie doświadczyłam czegoś choćby w połowie tak pięknego.

Nauczono mnie tam wszystkiego, pokazano, jak ominąć nawał pokarmu, zrobiono kurs, jak się opiekować noworodkiem, myć go... Gdy w nocy syn nie chciał spać, tylko leżeć na moim brzuchu, a ja sama ze strachu, że spadnie też nie spałam, to pielęgniarki brały go na parę godzin i chodziły z nim na rękach po korytarzu. Pamiętam, że pani sprzątająca, gdy widziała, że mam problem z bólem pleców, zaproponowała, że mi je wymasuje. Wyobrażasz sobie takie sytuacje w Polsce? No i dieta po porodzie nie składała się z zupy jarzynowej czy mortadeli. Z drugiego porodu niestety nie mam wielu sympatycznych wspomnień.

Anna Dereszowska z córkąAnna Dereszowska o chorobie córki: Do chwili diagnozy nie miałam pojęcia, że dzieci też mogą na to chorować

Pamiętasz swój pierwszy posiłek po porodzie?

To było to, na co miałam wtedy ochotę - kawa zbożowa, świeży sok pomarańczowy i jajko. Ale jeśli dobrze pamiętam, to codziennie wypełniałam kartę z zamówieniem. W menu było kilka smacznych rzeczy do wyboru.

Jak wspominasz poród?

Syn urodził się książkowo, bez komplikacji bez leków, siłami natury. Jednak po trzech miesiącach to u mnie zaczął się problem. Ból pleców i nogi stawał się nie do zniesienia. Fizjoterapeuci i ortopedzi nie byli w stanie mi pomóc. Okazało się, że mam raka w kręgosłupie, który się uzłośliwił klinicznie, zupełnie zmienił plany, życie, w ogóle wszystko.

Dwumiesięczne dziecko wymaga niemal całodobowej opieki, w większości mamy. Jak radziłaś sobie z opieką w czasie choroby?

To prawda, pierwsze miesiące były przepiękne, byłam ja i syn 24 godziny na dobę. Przyleciał też mój tata, by mi pomoc i poznać wnuka. Miałam ogromne wsparcie i miłość rodziców, mogłam na nich zawsze liczyć. Niestety nie miałam wsparcia od ówczesnego męża. Z chorobą walczyłam ponad rok, walczyli ludzie, dużo ludzi włożyło masę pracy i serca by mnie ratować, nie mogłam ich zawieść, nie mogłam zawieść syna. To była jedyna opcja, by znów go zobaczyć, by do niego wrócić i walczyć o niego.

embed

fot. archiwum prywatne Izy

Mąż chciał odebrać ci syna?

Tak. Dlatego po walce z chorobą przyszła tułaczka po sądach i walka o to, bym mogła być powrotem z synem. Jest to coś, do czego ciężko mi wracać, bo łączy się z olbrzymim bólem, na ogromną skalę. Najważniejsze jest to, że się udało i od ponad 10 lat jesteśmy razem pod jednym dachem.

Masz też córeczkę. Planowałaś drugie dziecko?

Druga ciąża była bardzo przemyślana i skonsultowana z lekarzami, którzy ratowali moje życie. Nie była to łatwa decyzja ze względu na to, że moje zdrowie i mój wiek były w innym miejscu. Wspólnie z moim obecnym mężem zdecydowaliśmy, że spróbujemy. Nie wiedziałam, że będę kiedykolwiek mogła choćby myśleć o drugim dziecku.

W tej ciąży miałam sporo komplikacji - od czwartego miesiąca ciąża była zagrożona, prawie ją straciłam. W siódmym miesiącu byłam już na podtrzymaniu ciąży, ale udało się. Urodziłam poprzez cesarskie cięcie piękną córeczkę. Różnica między dziećmi to siedem lat i to dla mnie wymarzona różnica, podobna do tej między mną i moim bratem. Super to wspominam i to było moje ciche marzenie. Po drugiej ciąży, na drugi dzień po wypisie ja wylądowałam z sepsą ponownie w szpitalu, a córka z żółtaczką. Znów było ciężko. Na szczęście moim mężem jest teraz odpowiedni mężczyzna, który potrafi zaopiekować się rodziną i ją wspierać w najtrudniejszym czasie. Czuję się szczęściarą.

embed

fot. archiwum prywatne Izy

Czyli syn i córka mają innych ojców?

Tak, ale tylko biologicznie. Tatę mają jednego i tego samego.

Nie brakuje ci występów przed publicznością?

Czasem mi tego brakuje. Z drugiej jednak strony jestem w jeszcze lepszym miejscu, pracuję i trenuję z tancerzami na co dzień, jestem ich częścią, cieszę się z ich osiągnieć i stresuję się ich problemami, kontuzjami i ich tremą, ale kocham to, kocham ich. Bycie tak blisko na co dzień ze sztuką i artystami dopełnia moje życie.

Jak wygląda praca z tancerzami w czasie pandemii?

W czasie pandemii jest to utrudnione, trudno jest nie chodzić do pracy i tańczyć na Zoomie, współczuję młodym artystom, że muszą mierzyć się z takimi trudnościami. Staram się ich motywować i nie odpuszczać im, by czuli, że cały czas nad sobą pracują, że niedługo znów wrócą na scenę i będą tworzyć magię.

Twoja córka również zaczęła swoją przygodę z baletem? Widziałam na zdjęciach na twoim profilu na Instagramie, że "zaraziłaś" ją pasją.

Można powiedzieć, że zaraziłam zarówno syna, jak i córkę. Najpierw mój syn chodził na zajęcia baletu, ale była to chwilowa pasja. Później uczęszczał na zajęcia z tańca współczesnego w Operze, ale potem skupił się na deskorolce. Poza tym gra w tenisa, świetnie pływa i maluje. Za to moja córka jest całkowicie pochłonięta tańcem i jego interpretacją, nie ma dnia bez puszczania płyt z muzyką klasyczną. Do tego doszły zajęcia na AWF-ie z gimnastyki. Dla niej ruch jest podstawą egzystencji, jakby mogła, to chodziłaby na zajęcia codziennie, ale trudno byłoby mi to ogarnąć, zresztą nie ma co przesadzać. Zobaczymy, czy w wieku 10 lat to nadal będzie jej marzenie. Jeśli tak, to będziemy się zastanawiać nad baletówką.