1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Forma, siła i masa mięśniowa. Psychiatra: Chłopcy czują się nieperfekcyjni

"Rasmus ma 17 lat, już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie nieszczęśliwego. Wysoki, chudy, niezgrabny, do końca nie wie, co ma zrobić ze swoim ciałem, do tego jeszcze doskwiera mu trądzik". Psychiatra w ważnej dla rodziców publikacji porusza wątek cielesności u dojrzewających chłopców. Czego w sobie nie lubią? Czego się wstydzą, do czego dążą?

- W każdej sekundzie młodzież wystawia swoje ciała na pokaz. Robią selfie, przeglądają się w lustrach i nieustannie porównują. U dziewczynek jest to masa ciała, wskaźnik BMI i szczupłość, u chłopców forma, siła i masa mięśniowa - czytamy w książce "Zaburzenia u dzieci i młodzieży. Co obciąża nasze dzieci i jak możemy im pomóc", której autorem jest od wielu lat pracujący z młodzieżą, psychiatra, prof. Michael Schulte-Markwort z Berlina. Profesor w swojej publikacji porusza wątek dojrzewania i cielesności nie tylko u dziewcząt, lecz także u chłopców. Z jakimi problemami borykają się dojrzewający chłopcy? Jakie stawiamy przed nimi wyzwania i dlaczego - podobnie jak dziewczyny - już na starcie czują się fizycznie nieperfekcyjni? 

"Już ci najmłodsi chcą być najbardziej wysportowani, najpiękniejsi i najmądrzejsi"

"Dziecięce ciało - zbyt wcześnie - dotarło tam, gdzie od dawna są już ciała dorosłych: do niemal nieskończonej przesady i nadinterpretacji. Ciało jest synonimem szczęścia oraz zdrowia i w miarę możliwości ma kompensować oraz ukrywać wszystkie małe i duże nieszczęścia, które doskwierają naszej psychice. Nasza powłoka zaczyna nagle oznaczać treść, wnętrze. Mamy nadzieję, że jeśli będzie atrakcyjna, wszystko inne przykryje i unieszkodliwi.

Jakże często sobie myślę: po co wszyscy tak się wysilają? Dlaczego już ci najmłodsi chcą być najbardziej wysportowani, najpiękniejsi i najmądrzejsi? Nie chcę odrzucać zdrowej rywalizacji, ponieważ jest ona nie tylko częścią nas, lecz także może prowadzić do wykształcenia psychicznej odporności, niemniej często jestem poruszony rozpaczliwymi psychicznymi wysiłkami mniejszych i większych dzieci, które są nieszczęśliwe ze swoim ciałem. Tu potrzeba mnóstwa otuchy.

Ciało w przestrzeni publicznej jest najczęściej ciałem kobiecym, które swoją nieskazitelnością łudzi nas, że taką formę, taki wygląd, można osiągnąć bez najmniejszego wysiłku. Często ciało to jest jeszcze zseksualizowane".

Gdy później dziwimy się skąpemu odzieniu dziewczynek, powinniśmy tak naprawdę zlikwidować nasz obraz kobiety i wraz z tym - skuteczną - reklamę. Dziś również mężczyźni w reklamie nie mają zbyt wiele na sobie i każdy, nie tylko sportowcy, ma sześciopak na brzuchu

- pisze autor publikacji.

W każdej sekundzie młodzież wystawia swoje ciała miliony razy na pokaz, robią selfie, przeglądają się w lustrach i nieustannie porównujeW każdej sekundzie młodzież wystawia swoje ciała miliony razy na pokaz, robią selfie, przeglądają się w lustrach i nieustannie porównuje fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta

Tylko przekraczanie fizycznych i psychicznych granic prowadzi do celu?

"Gdy piszę te słowa, w Rio de Janeiro właśnie odbywa się Olimpiada 2016. Andreas Toba "niemiecki bohater z Rio", właśnie podbił serca tym, że mimo poważnej kontuzji kolana ćwiczył dalej i pokazał wszystkim, że nie jest "mięczakiem". To, z jaką wolą przetrwania podporządkował własne zdrowie reprezentacji, budziło zachwyt. Pełni współczucia, ze łzami w oczach śledziliśmy jego walkę z bólem i dążenie do osiągnięcia swojego ideału. Nasz podziw zdawał się nie mieć granic.

Ale czy to jest w porządku? Czy sytuacja, w której sportowiec poważnie szkodzi własnemu zdrowiu, żeby nie zawieść zespołu, rzeczywiście jest godna podziwu?

Jako lekarz mógłbym również postawić diagnozę poważnego samookaleczenia lub zachowań masochistycznych. Jeśli w pierwszej kolejności patrzę na to jako psychiatra dzieci i młodzieży, widzę, po raz kolejny, jak naszym chłopcom pokazywany jest anachroniczny, szkodliwy męski ideał i idealizowana jest twardość, w której imieniu stało się już wiele złego - i nadal się dzieje!

Andreas Toba został symbolem zranionej i przeciążonej idei olimpijskiej. Powinniśmy mieć odwagę się z nią pożegnać i stworzyć coś nowego, zdrowszego dla nas wszystkich. Dobrze by to zrobiło naszej psychice.

Zwłaszcza chłopcy, przez taki kształt olimpiad, uczą się, że tylko przekraczanie fizycznych i psychicznych granic prowadzi do celu. Jedynie dręczenie ciała i wykraczania poza własne możliwości pozwala osiągnąć sukces

- zwraca uwagę psychiatra.

"Kiedy porównuję się z innymi chłopakami, zawsze myślę: u ciebie wszystko jest mizerne"

"Rasmus już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie nieszczęśliwego. Wysoki, chudy, niezgrabny chłopak, który do końca sam nie wie, co ma zrobić ze swoim ciałem, do tego jeszcze doskwiera mu trądzik. Ma 17 lat i pojawia się u mnie, ponieważ bardzo cierpi z powodu swojego społecznego wyobcowania i nieśmiałości. Jakby tego wszystkiego było mało, trochę sepleni.

Zaczyna cicho opowiadać: "Mam wrażenie, że życie przechodzi mi koło nosa. Wszyscy się bawią, a ja stoję obok i patrzę. Kiedy porównuję się z innymi chłopakami, zawsze myślę: u ciebie wszystko jest mizerne, i zawsze jako ostatni zakradam się pod prysznic. Dziewczyny żyją dla mnie na innej planecie. Nigdy tam nie dotrę! Niedawno ostrożnie spróbowałem zagadnąć dziewczynę, ale zacząłem się tak jąkać, że od razu uciekłem".

Rasmus nie należy do przebojowych chłopaków, których miałbym ochotę przywołać do porządku i przed którymi chcę chronić dziewczynki. Rasmus sam stoi z boku z powodu swojego domniemanego braku męskości i słabości.

Tata umarł przed jego dwunastymi urodzinami. Od tamtej pory chłopak wie, jak to jest, kiedy wymagania otaczającego świata przerastają możliwości, kiedy jako chłopiec nie wie się, jak psychicznie wrosnąć w swoje ciało, jak stać się silnym i odważnym.

Chłopcy pokroju Rasmusa nie mają wielu możliwości porozmawiania o problemach z własnym ciałem, braku poczucia własnej wartości i kłopotach seksualnych. Już sam fakt, że Rasmus po raz pierwszy w życiu może podzielić się tymi tematami z mężczyzną mogącym pełnić rolę ojca, daje mu trochę oddechu. Doświadczenie, że nie zostanie się wyśmianym, ale napotka na zrozumienie, wpływa na niego korzystnie.

Umawiamy się na terapię ambulatoryjną z towarzyszącymi konsultacjami medycyny sportowej. Ordynatorka oddziału medycyny sportowej już wie, o co chodzi, kiedy ją proszę o ostrożne i delikatne potraktowanie nieco depresyjnie nastrojonego chłopca, któremu się wydaje, że tkwi w niewłaściwym ciele. Ona - podobnie, jak i ja - doświadczyła tego, że chłopcy (ale i dziewczynki) zyskują poczucie pewności siebie, kiedy zbudują trochę masy mięśniowej, a to intensywnie wspiera prowadzoną przeze mnie psychoterapię.

Możemy wspólnie zrozumieć, skąd bierze się brak poczucia wartości u Rasmusa, i mogę z nim omówić ćwiczenia, dzięki którym będzie się stawał coraz odważniejszy. Niektóre elementy terapii przemieniają się w ojcowskie porady, kiedy tłumaczę chłopcu, jak odczytywać w kinie sygnały nadawane przez dziewczynę i kiedy na nie reagować. Poza tym Rasmus robi ogromne postępy w zakresie autorefleksji i w mierzeniu się z sytuacjami społecznymi - wcześniej napawającymi go lękiem. Rasmus jest chłopcem, który cierpi z powodu tradycyjnego ideału męskości" - pisze ekspert.

"Jedni są za grubi, inni za chudzi, za mało wytrenowani, za słabo wyrzeźbieni"

Impreza w klubieImpreza w klubie Fot.Tomasz Wiech / AG

"Dzisiejsi chłopcy, ledwie skończą 16 lat, gnają do siłowni, które zdają się przeżywać boom. Możemy wręcz odnieść wrażenie, że dorosłej klienteli ubywa i młodzież wyświadcza właścicielom przysługę, utrzymując siłownie przy życiu.

Jak to zwykle bywa, są dwie strony medalu. Kto może mieć coś przeciwko temu, by chłopcy chcieli być w formie i uprawiali sport? Jakże często zalecam moim młodocianym pacjentom - płeć jest tu bez znaczenia - dodatkowe działania z zakresu medycyny sportowej czy fizjoterapii? Jeśli kwestionuję ten trend, to nie ze względu na sport i zdrowie. Chodzi mi o to, że najwyraźniej u wielu chłopców ich poczucie własnej wartości i zadowolenie z własnego ciała są niewystarczające, więc gonią oni za cielesnym ideałem, w który ich ciało się nie wpisuje - i być może nigdy się nie wpisze.

W tym zakresie chłopcy częściowo osiągnęli przynajmniej poziom dziewczynek, które w dużej mierze nie są zadowolone z budowy swojego ciała.

I tak jedni są nieustannie za grubi, inni za chudzi, za mało wytrenowani i przede wszystkim za słabo wyrzeźbieni. Wyszukane strategie treningowe z odpowiednimi planami żywieniowymi i mnóstwo samodyscypliny mają sprawić, że chłopcy szybko zbudują masę i zyskają nowe siły

Tak, jakby - jak u dziewczynek - ich ciało nie było wystarczająco dobre. I jakby do osiągnięć poznawczych konieczne były też te fizyczne.

Diagnoza będąca skutkiem tej obserwacji, którą można postawić całemu społeczeństwu, brzmi: brak poczucia własnej wartości. Zdaje się to jawnie sprzeczne z tym, jak chłopcy prezentują się światu i się w nim zachowują. Moim zdaniem konieczne jest, byśmy my, ojcowie, zajęli się poczuciem wartości naszych młodocianych synów. Być może coś poszło nie tak podczas próby połączenia emancypacji z wymaganiami stawianymi współczesnemu mężczyźnie, 'nowemu ojcu'" - pisze profesor. 

W artykule wykorzystaliśmy  fragmenty książki prof. Michaela Schulte-Markworta "Zaburzenia u dzieci i młodzieży. Co obciąża nasze dzieci i jak możemy im pomóc".

Książka wydana przez wydawnictwo Dobra Literatura przedstawia perspektywę dzieci i zrozumiale wyjaśnia, jak kompetentnie i troskliwie towarzyszyć im w życiu. Śródtytuły pochodzą od redakcji. 

Powinno cię również zainteresować: Taki z ciebie duży facet, poradzisz sobie'. Psycholog: Ojcowie nie potrafią okazywać, że kochają synów

Więcej o:
Komentarze (25)
Forma, siła i masa mięśniowa. Psychiatra: Chłopcy czują się nieperfekcyjni
Zaloguj się
  • n29a

    Oceniono 20 razy 12

    Mam 41 lat i za duży brzuch. Identyfikuję się z problemami chłopców z artykułu. Pracuję nad szczęśliwym ostatecznym rozwiązaniem kwestii swojej nadwagi. Stosuję dietę żet-pe ("żryj połowę" [tego, co dotychczas], oraz zmieniam skład żartej paszy na coś rozsądniejszego niż dotychczas - o tym, co dotychczas, lepiej przemilczeć.

    Pozdrawiam i dziękuję za brak uwagi;

  • kamuimac

    Oceniono 20 razy 10

    przede wszystkim ludzie powinni przestać udawać że inni nie oceniają po wyglądzie.

    tak oceniają , tak zawsze będą oceniać

    tak przystojnie wysportowani zawsze będą mieli lepiej w życiu

    dlatego zamiast narzekać na niesprawiedliwość świata po prostu kupić dzieciakowi karnet na siłownię/fitnes i pokazać mu że ruch na świeżym powietrzu i ćwiczenia fizyczne mogą być fajne.

  • judo

    Oceniono 32 razy 8

    Nie czytałem, będę zgadywał (taka zabawa)
    1. Chłopcy powinni się otworzyć na inne doznania np. homoseksualizm?
    Zgadłem

  • obserwator_86

    Oceniono 2 razy 2

    Artykuł jest kolejnym dowodem na to, że większość "lekarzy" psychiatrów/psychologów, to jednostki ze sporymi problemami psychicznymi... Tutaj w ciemno można założyć, że mamy do czynienia z gościem, który za młodu był takim stereotypowym "kujonkiem", a teraz poprzez pryzmat ciągu liter przed nazwiskiem próbuje kreować rzeczywistość, w której tacy jak on sam będą wzorcem gatunku...

    Ludzie ewoluowali przez setki tysięcy lat. Jesteśmy wszystkożercami, zbieraczami, po trochu myśliwymi. Do takiego trybu życia dostosowało się nasze ciało. Większość obecnych chorób wynika z tego, że próbujemy oszukać ewolucję - 8h siedzącej pracy, potem opchanie się słodyczami, odpoczynek w formie filmu w TV i kilka godzin snu. Z punktu widzenia biologii chory jest nasz obecny styl życia. Każdy lekarz, niezależnie od specjalizacji, powinien mieć świadomość, że organizm żyjący w zgodzie z tym jak został "zaprojektowany" pełni swoje funkcje nie tylko lepiej, ale i dłużej. To, że ludzie chcą się ruszać, ćwiczyć, zachować fizyczną sprawność nie jest wcale warunkowane kwestią popędu płciowego. Większość osób zaczyna ćwiczyć dopiero, gdy z ich ciałem dzieje się coś złego (nadwaga, kontuzje itd.) Moment, gdy np. 35 letni facet ma problem aby pograć w piłkę ze swoim kilkuletnim synkiem jest zazwyczaj kubłem zimnej wody, który pozwala na małą refleksję nad tym kim tak naprawdę jesteśmy.

    Absurdem jest, że powyższego lekarza boli nastolatek chodzący na jakieś treningi, ale ten sam nastolatek spędzający 8-9h w szkole, potem kolejne 2-3 przy nauce, już nie.

  • reksoall

    Oceniono 8 razy 2

    W rozmowie pada zawoalowana sugestia, jakoby wygląd był zajebiście ważny i że młodzież nie zna swojej wartości, poza wyglądem. Owszem, wygląd jest ważny, to on robi pierwszą robotę, pierwsze wrażenie, gdy się z kimś spotykamy, gdy się starmy o pracę, gdy coś załatwiamy w urzędzie. Tak zawsze było i tak będzie. Sztuką jest natomiast nadrobić braki w wyglądzie mądrością, oczytaniem, jednym słowem inteligencją. Gdy brak jednego i drugiego, wtedy klops. Nie ma jednak ludzi bezwartościowych. Tylko tak zostali wychowani w domach, w których rodziny nie potrafiły im dopomóc w poznaniu siebie, w określeniu co mam w sobie dobrego, co jest niekoniecznie złe, a co fatalne i czego należy unikać, a co ewentualnie można poprawić. Znam ludzi, którzy swoim wyglądem nie przejmują się kompletnie /a są mocno otyli i brzydcy/, mają natomiast dużo wiedzy na wiele tematów, wiele zainteresowań, które to wielokrotnie rekompensują im brak urody, kraty na brzuchu, bicepsów, itd. Niektórzy mają ładne, młodsze od siebie dziewczyny /dużo ładniejsze niż przeciętna młoda kobieta/, wielu ma dzieci. W swoim życiu nie mają miejsca na zastanawianie się nad wyglądem, bo zakola, bo brzuch, bo klata nie taka. Nigdy tak nie mieli.
    Te siłownie faktycznie funkcjonują dzięki małolatom /dziś małolat to taki do 30 tki a czasem może i deko więcej/. Niektórzy nie tylko ćwiczą i trzymają dietę, ale i szprycują się testosteronem. Spróbujcie odwiedzić siłownię, najlepiej sieciówkę i np do kogoś zagadać. To jest porażka. Ci chłopcy, ale dziewczyny również, są samotni. Oni tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia, nie potrafią się odezwać, jak się do nich zagada - porażka !; Prawdopodobnie uważają, że ćwiczenia, mięśnie, itd wypełnią im te wszystkie luki, nagle staną się towarzyscy, kontaktowi, będą mieć powodzenie u innych, choćby towarzyskie. Jednak nic takiego się nie stanie. Żadna poprawa sylwetki, choćby nie wiem jak spektakularna, nie odmieni wnętrza człowieka. Być może jakaś dziewczyna, czy chłopak chętniej się umówi na randkę, może nawet na sex, ale potem i tak nie będą mieli o czym rozmawiać, nie będą umieli się zwyczajnie porozumieć, określić, nazwać swoich potrzeb, pragnień i na jednej randce się skończy. Oni w środku są wystraszeni, wycofani, często puści, aczkolwiek jest zapewne wśród nich wiele wartościowych osób, które mogą jednak nigdy nie zaznać szczęścia. Zrobią po paru latach te lepsze sylwetki na siłowni i stwierdzą, że mentalnie nadal mają te same problemy ze swoim JA, z porozumiewaniem się, z nawiązaniem jakichkolwiek relacji z drugim człowiekiem. To jest bardzo smutne.
    Zawsze uważam, że liczy się nie ilość, nie wygląd, nie powierzchowność, ale wnętrze, jakość życia. Co z tego, że jedno z drugim będzie się ładnie prezentować, skoro będą nieszczęśliwi?

  • maw1988

    Oceniono 1 raz 1

    Jeszcze parę lat temu był płacz że młodzież siedzi przed komputerami, krzywieje, Grubnie i choruje.
    Teraz jest płacz że pilnuje diety i chodzi na siłownię...

  • trans.sib

    Oceniono 3 razy 1

    Generalnie zajmowanie się sportem w młodym wieku jest jak najbardziej pożyteczne. To jak polisa na zdrowie fizyczne w późniejszym czasie (człowiek,. który raz wyrobi sobie masę mięśniową ma o wiele łatwiejszy powrót do formy gdy się zaniedba) oraz trenowanie.pozytywnych cech charakteru. Oczywiście jest niedobrze gdy całe poczucie własnej wartości jest oparte na fizyczności.
    Artykuł słusznie zwraca uwagę na to czego nie chcą widzieć współczesne feministki: chłopcy i mężczyźni podlegają takim samym wpływom społecznym jak kobiety. Nie wszyscy mężczyźni to dominatorzy, wykluczenie społeczne dotyka częściej chłopców.

  • antykonformista

    Oceniono 3 razy 1

    od zawsze byli ludzie ładni i ludzie brzydcy. jeśli ewolucja jeszcze ludzi brzydkich przez setki tysięcy lat nie wyeliminowała, oznacza to że:

    1. do czegoś oni są potrzebni
    2. w jakiś sposób się rozmnażali przekazując te "brzydkie geny" na przestrzeni mileniów.

    problemem dzisiaj jest wszechporównywanie się do każdego. niegdyś lokalna piękność, widująca może ze dwie równie ładne dziewczyny na rok, dziś wchodzi na Insta i widzi ich tysiące. to ryje umysł tym "pięknotkom" i prowadzi do depresji.

    ogólnie ludzie piękni (nie "ładni") mieli i mają dość skrzywioną psychikę. podobnie jak ci bardzo brzydcy. najłatwiej, wbrew pozorom, jest tym zwyczajnie ładnym. co nie znaczy, że skrajnościom nie można pomóc, albo że ładni nie mogą wpaść w pułapkę kompleksów.

    na dobrą sprawę, wpadają niemal wszyscy. grubo przyczynia się do tego rodzina, społeczna presja, social media. bez szeroko zakrojonych programów uczących młodzież unikania pułapek (podstawowa wiedza psychologiczna plus kurs asertywności) będzie tylko gorzej.

    problem w tym, że możnym tego świata chodzi właśnie o to, by ludzie mieli kompleksy. dlatego śmieszy mnie ton tych artykułów, w sytuacji gdy dla "równowagi" są setki innych artykułów, mających na celu nic innego, jak rozbudzić w społeczeństwie kompleksy.

    zakompleksiony człowiek, to dla władzy człowiek wartościowy:
    - nie buntuje się
    - pracuje za groszowe stawki
    - nie walczy o swoje prawa
    - poprawia swój nastrój konsumpcją i komercyjnym stylem życia (zakupy).
    - ucieka w karierę i pracoholizm

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX