Matka ma "wychodne". "Wydzwaniał do mnie mój ojciec z pytaniami: gdzie jestem, co robię, kiedy wracam" [LIST]

"Czy naprawdę jest coś złego w tym, że matka wyjdzie gdzieś z domu bez dzieci? Że zrobi to wieczorem, a nie w ciągu dnia?" - zastanawia się nasza czytelniczka.
Zobacz wideo

Ostatnio spotkałam się wieczorem z koleżankami. Żadne szaleństwa, głównie plotki. Co chwilę wydzwaniał do mnie mój ojciec z pytaniami: gdzie jestem, co robię, kiedy wracam. Dodam, że nie mam piętnastu lat, a o wiele więcej, "dorobiłam się" męża i trójki dzieci. A z rodzicami nie mieszkam od lat. Okazało się, że gdy ja zbywałam ojca, ten zadzwonił do mojego męża. Pytał, co on sądzi o moim zachowaniu. Powtórzę: co sądzi o moim zachowaniu. A co on może sądzić?! "Czy matce wypada włóczyć się po nocach?". Męża zatkało, nie wiedział, co powiedzieć. A ja nie sądziłam, że mój ojciec jest "taki".

Czy naprawdę jest coś złego w tym, że matka wyjdzie gdzieś z domu bez dzieci? Że zrobi to wieczorem, a nie w ciągu dnia i to w innym celu niż zakupy w osiedlowym sklepie? Że ma ochotę spotkać się z koleżankami, pogadać, pośmiać się? Ba! Może napije się też wina, potańczy. I co w tym złego? Dzieci niezaopiekowane? Przecież są z ojcem, który potrafi zrobić wszystko to, co mama.

Czy kobieta może wychodzić z domu tylko z dziećmi, są jej integralną częścią? Przecież nie zrzeka się ich, nie porzuca. Ma czasem potrzebę odetchnąć, nie być na ciągłym czuwaniu. A z dziećmi, nawet na spotkaniu z ukochanymi koleżankami, nie jest się w pełni zrelaksowanym.

Trudno skupić się na rozmowie, ciągle wypatruje się dzieci. A "dorosłe" rozmowy przerywane są ciągłymi: "mamo siusiu", "mamo jeść", "mamo nudzi mi się". Naprawdę, rozrywka na najwyższym poziomie.

Strasznie pokłóciłam się z ojcem. Skoro mamy taki patriarchalizm, to czemu nie bierzemy pod uwagę wszystkich jego założeń? Jest dobrze, gdy idę do pracy i "porzucam" dzieci, ale już z koleżankami spotkać się nie mogę? No super. Mówił, że "za jego czasów było inaczej". Faktycznie, nie przypominam sobie, aby mama gdzieś chodziła, zazwyczaj "ciocie" przychodziły do nas albo spotykaliśmy się w domu którejś z nich - spotykaliśmy, bo mama nie chodziła sama, ale z nami, ze mną i moim rodzeństwem. "Nie czuła innej potrzeby". Naprawdę?!

Żeby nie było, że to tylko pokolenie rodziców uważa, że miejsce matki jest przy dzieciach i ma siedzieć z nimi całymi dniami jak kwoka na grzędzie. Kiedy moja znajoma postanowiła pojechać na krótki urlop, na który miała jechać nie z rodziną, a z koleżanką, spadły na nią gromy. Skąd w ogóle taki pomysł i w ogóle jak ona może ruszać się bez dzieci?! Czy nie będzie tęsknić? A najważniejsze - czy one nie będą tęsknić? W jednej chwili stała się najgorszą matką świata, taką, co w ogóle nie myśli o swoich dzieciach, a swoją wygodę i przyjemności stawia o wiele, wiele wyżej niż dobro jej dzieci. Serio?!

Stając się matkami, nie przestajemy być kobietami, wciąż samodzielnie myślimy, mamy potrzeby i marzenia. I tak, nie wszystkie są związane z dziećmi!

Gdyby się nad tym zastanowić i tak wszystko kręci się wokół maluchów, ale są rzeczy, które matka chce zrobić tylko dla siebie. Momenty, w których chce pobyć tylko sama. Albo wypić kawę z koleżankami. Iść do klubu i tańczyć, nie myśleć o kredycie, o szkole dzieci, o zadaniach w pracy. Po prostu dobrze się bawić. Albo i wyjechać na tydzień bez dzieci. Naprawdę jest w tym coś złego?

Od redakcji: Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Matka nie może wychodzić bez dzieci? Jej nie wypada? Czekamy na wasze wiadomości, piszcie na edziecko@agora.pl. Najciekawsze historie opublikujemy i odwdzięczymy się książką.

Więcej o: