1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Składki na koniec roku to jakieś szaleństwo. A co, jak nie zapłacę?" [LIST]

Koniec roku szkolnego coraz bliżej, rodzice planują zakup prezentów dla nauczycieli. Zaczynają się zbiórki i dyskusje o tym, po ile się składać. A kwoty czasem bywają kosmiczne, o czym napisała w liście do redakcji nasza czytelniczka.

Rok szkolny upłynął mi pod znakiem licznych zbiórek. Zbieraliśmy na wszystko: na wycieczki, na materiały plastyczne, na chusteczki, na prezenty na tryliard okazji. Zbliża się koniec roku i znów "trzeba" zbierać. I to nie po złotówce, im więcej, tym lepiej.

Zobacz wideo

"Co kupujemy na koniec roku?", "Musimy ustalić, po ile się składamy" - moją skrzynkę mailową zaczęły zasypywać maile od trójek klasowych. Każdy z nich to jedna wielka puszka Pandory, ciężko nadążyć za kolejnymi mailami, które pojawiają się w dyskusji. Nikt nie pisze, że po co, że może po prostu podziękujmy pani, a może niech dzieci coś przygotują... Nie, pojawiają się tylko propozycje kolejnych prezentów, jeden droższy od drugiego. I chociaż nikt nie wyskoczył z propozycją sfinansowania zagranicznej wycieczki (ciekawe, co ludzi powstrzymuje, pewne w końcu ktoś rzuci taki pomysł), to i tak opcje bywają dość zaskakujące (i kosztowne, oczywiście).

Dla wychowawcy najlepiej kupić pół sklepu. Same kwiaty to za mało. Do tego najlepiej jeszcze herbata lub kawa - ale nie taka tam normalna, ze zwykłego spożywczaka. Trzeba iść do specjalistycznego, kupić malusieńkie torebeczki za miliony monet. I jeszcze praliny (tak, tak, też za miliony), może jakaś książka ("Ale co lubi?", "Kryminały czyta każdy", "Może coś o tym, jak słuchać dzieci", "Postawiłabym na biografię"), coś spersonalizowanego - pióro, torba na laptopa, kalendarz... Lista "drobiazgów" jest bardzo długa. A prezent główny? Przez długi czas faworytem była biżuteria - najpierw setki maili zastanawiania się, czy pani ma przekłute uszy, czy nosi pierścionki, czy woli srebro, czy złoto. A może platynę? Od samego czytania maili można zwariować, a gdy pojawiają się propozycje kwot zbiórki - sala bez klamek gwarantowana. Wręczanie biżuterii ostatnio stało się passé, teraz wręcza się karty podarunkowe (do jubilera także, spokojnie). Oczywiście na kartę nie można "nabić" 20 zł, stówa to minimum. Pojawiają się jednak głosy, że i to za mało, że za to to tylko waciki, nic więcej. I kwota rośnie... Składki na koniec roku to jakieś szaleństwo.

Ale przecież nie tylko wychowawcę trzeba obdarować. Ktoś kiedyś zaproponował, żeby pozostałym nauczycielom kupić jakiś zbiorczy prezent - bombonierkę, ciastka na wagę - i postawić go w pokoju nauczycielskim wraz z karteczką z podziękowaniami. Ale nie, bo przecież nie wiadomo, czy nie będą częstować się wszyscy, a przecież mogą tylko "nasi". Trzeba coś kupić. A symboliczny kwiatek nie może być po prostu jedną różą czy tam tulipanem - musi być wiecheć, z asparagusem i spółką.

W przedszkolu było podobnie. Chociaż płaciliśmy na radę rodziców i chociaż było mówione, że prezenty na koniec kupowane są właśnie z tych pieniędzy, to i tak było za mało, musieliśmy zbierać się dodatkowo w grupach. Każde zakupy były poprzedzone toną maili, żeby nie kupić czegoś mniejszego od innych grup, bo jeszcze pani pomyśli, że ją mniej cenimy.

Jakie są moje propozycje? Jestem fanką prezentów, które faktycznie robią dzieci. Laurka sprawdzi się zawsze. To za mało? Dodajmy do tego bukiet (albo kwiatka w doniczce). Do tego nie trzeba wielkich zbiórek.

Żeby nie było, w mailach propozycje prezentów od dzieci też się pojawiają. Ale nie jakaś tam laurka. Wielkie grupowe zdjęcia, plakaty z różnymi powiedzonkami, kolaże z portretów - wszystko na pół ściany, w artystycznych ramkach. Nikt nie zastanawia się, czy wychowawczyni ma na to miejsce, czy będzie pasować do wystroju. W końcu to prezent "od dzieci", musi się znaleźć na niego jakaś przestrzeń.

Nie pamiętam, jak to wyglądało "za moich czasów". Mam jakieś zdjęcia z odbierania świadectwa, z kwiatkiem w dłoni. Wydaje mi się, że wtedy nie było wielkich zbiórek, każdy dawał nauczycielowi, co chciał (lub tego w ogóle nie robił). A teraz? Jak nie dołożysz się do zbiórki, to i tak za ciebie założą. Co roku czytam, że nauczyciele nie chcą dostawać prezentów, a od rodziców słyszę, że tylko tak mówią. Może i tak jest, ale uważam, że całe to "zastaw się, a postaw się" jest bez sensu. Ale najwyraźniej my już tak lubimy, nie może być za skromnie, bo "co ludzie powiedzą". A dzieci uczymy, że to nie rzeczy są najważniejsze.

Fanka laurek

Od redakcji

Co sądzicie o zbiórkach na prezenty dla nauczycieli? U Was wygląda to podobnie, jak u naszej czytelniczki? Piszcie na edziecko@agora.pl.

Więcej o:
Komentarze (27)
"Składki na koniec roku to jakieś szaleństwo. A co, jak nie zapłacę?" [LIST]
Zaloguj się
  • patryk.nijaki

    Oceniono 23 razy 15

    przyjmowanie prezentów przez nauczycieli powinno być karane. jako nauczyciel muszę powiedzieć, ze może to i mile, ale zupełnie nielegalne i dwuznaczne moralnie, wole godna pensje

  • baby1

    Oceniono 15 razy 13

    Jakieś pieprzenie bez składu i ładu. Nauczyciele mają wasze prezenty tam, gdzie mieliście nauczycieli, gdy strajkowali.

  • ewa.gasior

    Oceniono 14 razy 12

    Co za bzdura. Prezenty chcą kupować rodzice, jaka w tym wina nauczycieli? Do dziś pamiętam, jak za PRLu, a chodziłam do podstawówki w latach 80-90, matki z mojej klasy zarządzały zbiórki na żelazko, obrazy, biżuterię. Moja mama nigdy się na nic nie składała, przynosiłam wychowawczyni tylko kwiatka, za to co roku nie wymieniano mnie w liście przytaczającym ofiarodawców. I bez tego miałam pasek na świadectwie, nauczyciele mnie lubili, nie brakowało mi znajomych. Teraz sama jestem nauczycielką, co roku upominam uczniów, że nie chcę nawet kwiatka na zakończenie roku. Jeżeli ktoś chce zrobić co dobrego, kupuje karmę dla zwierząt, po zakończeniu roku jeździmy do tego miejsca, by podarować ją pracownikom tej placówki.

  • gomas

    Oceniono 12 razy 12

    Zarówno w przedszkolu jak i w szkole (młodsze klasy) robiłam z dzieckiem laurki i podziękowania od serca. Gwarantowane łzy w oczach pani wychowawczyni. Po latach jak się spotykaliśmy właśnie o tych laurkach rozmawialiśmy. Poświęcałyśmy mnóstwo czasu żeby były tak piękne jak bardzo córka kochała swoje Panie.
    Mam syna nauczyciela i on też najbardziej ceni sobie takie podziękowania za swoją pracę.
    Śmiało, laurki starczą.
    W starszych klasach były to zbiórki na bardzo konkretne rzeczy typu drobny sprzęt AGD, nie wiem czy trafiony, ale nie były to góry pieniędzy. Może miałam szczęście być wśród normalnych rodziców?

  • nazwa.niepoprawna

    Oceniono 13 razy 11

    A co to za kupowanie prezentów nauczycielom, lekarzom, urzędnikom? Oni za swoją pracę dostają wynagrodzenie (w znacznej części liche, co nie jest żadnym usprawiedliwieniem na obsypywanie prezentami).

    Do lekarzy ludzie też łażą z pakunkami, a później gadanie, że biorą. No, skoro dają, to biorą. Choć tu przyzwoitość nakazywałaby odmówić.

  • mist3

    Oceniono 12 razy 10

    Jestem nauczycielką. Uczę w szkole średniej. Zawsze mówię rodzicom (choć się krępuję), że aNIE chcę żadnych prezentów na koniec roku. Jeśli mam klasę kończącą - to proszę ich, żeby w ramach pamiątki (jeśli chcą) wywołali parę zdjęć z różnych naszych imprez i wyjazdów i stworzyli album. Ale zawsze znajdzie się grupa nawiedzonych rodziców, którzy uważają, że jak się "pani nie da" to się "uweźmie" w przyszłym roku. Drogie prezenty oddaję (ryzykując obrazę rodziców). W tym roku (przeczytawszy o naszej grupie zawodowej tyle strasznych słów) nie wezmę nic.
    Jak ktoś słusznie napisał - za swoją pracę dostaję wypłatę. Nie chcę prezentów. Chcę, żeby ta wypłata pozwoliła mi spokojnie żyć.

  • ar.co

    Oceniono 14 razy 6

    No po prostu oburzające - rodzice składali się na wycieczki! A przecież za wycieczki ich potomstwa powinni płacić wszyscy wokół, tylko nie oni, nie rodzice, którzy dzieci napłodzili. Jakieś propozycje, kto te dzieci powinien utrzymywać? Sąsiad? Nauczycielka? Sprzedawca w sklepie? Taksówkarz? 500+ to biorą, ale za wycieczki to ma pewnie szkoła płacić.

  • ksiadzmarcin666

    Oceniono 4 razy 4

    słuchajta wieśniaki. Ja, czyli Jaśnie Pan zażyczyłem sobie wzorem obszczanego proboszcza samochód. Nie limuzynę jak łun, ale też nie gó...anego suva dla głupich bab, co się amerykańskich seriali naooglądały. Ot zwykłe jeździdło za parę groszy. I co? I wsiokom, znaczy rodzicom 75 zł i 50 groszy zabrakło. Do 190tyś. Nieeee no to już przesada.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX