Myśląca Mama: Jestem przeciwna opcji szafek w szkołach. Same z tym problemy [LIST]

Jestem przeciwna szafkom w szkołach. Ich montaż, konserwacja, kluczyki generują mnóstwo problemów - napisała w liście do redakcji czytelniczka podpisująca się jako Myśląca Mama.

Poniższy list otrzymaliśmy od czytelniczki po publikacji tekstu Plecaki wreszcie mają być lekkie - dzieci zostawią książki w szkole. Matka: Niby jak? W domu codziennie trzeba czytać.

Problem ciężkich tornistrów istnieje od lat i nikt nie potrafi go sensownie rozwiązać. Zupełnie tego nie rozumiem, bo sposobów na to jest co najmniej kilka, bez konieczności montowania szafek.

Po pierwsze, praktycznie w każdej znanej mi szkole, w niemal każdej klasie, są dostępne rzutniki. Można spokojnie wykorzystać je podczas lekcji, podobnie jak ma to miejsce podczas prezentacji na różnych szkoleniach. Wystarczy laptop, podłączenie do rzutnika i e-podręcznik.

Po drugie, dzieci mogą korzystać np. z czytników. Ich wadą jest to, że są dość drogie i prezentują treści w czarno-białym kolorze. Niemniej jest to jakieś rozwiązanie, szczególnie w przypadku dłuższych tekstów dla dzieci ze starszych klas. Istnieją też czytniki kolorowe, ale to mimo wszystko „pieśń przyszłości”.

Zaletą czytników jest brak dostępu do Internetu, co nie dekoncentruje uczniów oraz fakt, że, poza jednostkowym wydatkiem związanym z ich zakupem, nie generują większych kosztów. Są lekkie i można do nich wgrać mnóstwo książek. Ten pomysł podoba mi się najbardziej, szczególnie w odniesieniu do samych podręczników.

Istnieje też opcja korzystania np. z tabletów. W tym wypadku nie istnieje problem braku kolorów, niemniej wyświetlacze większości takich urządzeń są uciążliwe dla oczu dziecka. Pozostaje także kwestia używania tabletów do gier lub surfowania po Internecie. Sądzę jednak, że zastosowanie odpowiednich blokad i kupno tabletów z lepszymi parametrami wyświetlacza, szczególnie jeżeli zakup jest dokonywany hurtowo, może zminimalizować wspomniane wady. Lekkość i wygoda to duże zalety.

Odnośnie natomiast preferowanej przez rząd opcji wprowadzenia szafek, jestem temu mocno przeciwna z wielu powodów.

Montowanie indywidualnych szafek w klasach się nie sprawdza. Rzadko kiedy starsze klasy mają zajęcia w jednej sali. „Wędrowanie” po salach łączy się z bałaganem, zapominaniem, w której klasie są jakie książki oraz z prozaiczną sprawą braku miejsca na tyle szafek, aby starczyło dla każdego ucznia.

Po drugie, część szkół posiada szafki przy wejściu do budynku lub w korytarzach. Tak to wygląda w szkole moich dzieci. W czasie lekcji czy na przerwie nie ma możliwości korzystania z nich, więc dziecko tak czy inaczej musi nosić ze sobą książki. Istnienie takiej szafki mija się z jej podstawowym celem.

Po trzecie, same szafki, ich montaż, konserwacja, kluczyki generują mnóstwo problemów. Trzeba znaleźć na nie miejsce, którego szkołom brakuje. Dzieci gubią kluczyki, drzwiczki potrafią się zepsuć. Przy dużej grupie uczniów powstaje niepotrzebny rwetes i harmider podczas chowania czy wyjmowania rzeczy.

Jeżeli już naprawdę upieramy się przy propozycji tych szafek, to lepiej zorganizować to inaczej. Na przykład w taki sposób, aby dana sala służąca jako klasa do nauki języka polskiego, historii i np. geografii miała na wyposażeniu szafki podzielone według tych przedmiotów. Na końcu pokoju montujemy rząd szafek z następującym podziałem: język polski - podręczniki klasa 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 na poszczególnych półkach. W rzędzie drugim - język polski - ćwiczenia dla klas 1a, 1b, 2a, 2b itd., także rozdzielone na poszczególne półki i dalej analogicznie historia i geografia.

W domu natomiast dzieci korzystałyby z e-podręczników dostępnych np. jako moduł w dzienniku elektronicznym lub na innej platformie e-learningowej.

W najgorszym wypadku uczniowie zabieraliby ćwiczenia do domu, a e-podręczniki wykorzystywali „zdalnie”. Tak naprawdę to podręczniki są najcięższe. Klucz ma pani i nie trzeba kupować więcej niż 30 książek z danego przedmiotu, bo klasy 4a, 4b, 4c i 4d mogą korzystać z tego samego kompletu.

Ps. Jest taki film w Internecie, który nazywa się “A Day Made of Glass 2 3”, który doskonale pokazuje, jak może wyglądać nauka z użyciem nowoczesnych technologii. Moje dzieci były nim zachwycone. To już się dzieje. A my mamy problem, żeby odciążyć plecak ucznia o kilks książek. Żenada.

Chcesz wziąć udział w dyskusji? Podzielić się z nami swoją opinią lub historią? Napisz do nas: edziecko@agora.pl. Najciekawsze listy publikujemy w serwisie, a ich autorów nagradzamy książkami.

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ>>>

Więcej o: