1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Czemu muszę słuchać płaczu syna, że go plecy bolą po 10 godzinach siedzenia w ławce w szkole i świetlicy" [LIST CZYTELNICZKI]

- Mieszkam na wsi i obserwuję zmiany w otoczeniu. Sąsiadkom nie chce się pracować. Co roku inny facet i nowe dziecko. Tylko wyciągają ręce po mieszkania, meble, węgiel, obiady, ubrania - pisze w liście do redakcji 42-letnia wdowa, matka dorastających dzieci, która od lat pracuje zawodowo na pełny etat.

List, który publikujemy poniżej otrzymaliśmy po publikacji artykułu o rządowych planach emerytur dla matek przynajmniej czwórki dzieci

"Mam 42 lata. Jestem wdową od 9 lat. Mam dwoje dzieci: syn 9,5 roku i córka 14 lat. Nie mam partnera, wychowuję dzieci zupełnie sama. Od 18 lat pracuję zawodowo na pełny etat.

Uważam, że 500 plus czy emerytura dla matek mających przynajmniej czwórkę dzieci to programy popierające nieróbstwo i rozmnażanie się w rodzinach patologicznych. Mieszkam w małej miejscowości i obserwuję zmiany w swoim otoczeniu. Sąsiadkom nie chce się pracować. Co roku inny facet i nowe dziecko. Tylko wyciągają ręce po darmowe mieszkania, meble, węgiel, obiady, ubrania, kolonie, wczasy, książki, stypendia socjalne, żywność, itd.

Do tego dostają pieniądze do ręki, które oczywiście nie idą na dzieci. Są to matki, które same wychowały się w rodzinie bezrobotnych. Nauczyły się od swoich matek, że trzeba wyciągać ręce po socjal, bo się należy i to samo przekazują teraz swoim dzieciom. Taka z pokolenia na pokolenie przekazywana zasada, że pracować się nie opłaca. I jak tak ich posłucham to dochodzę do wniosku, że skończyłam studia, a taka głupia jestem.

Moje dzieci całymi dniami przebywały od 8 do 17 w żłobku, przedszkolu, świetlicy szkolnej. Wiecznie chore, zasmarkane, zmęczone. Ja notorycznie niewyspana matka Polka śpiesząca się i wszędzie spóźniona. Nie brałam zwolnień lekarskich, a urlop macierzyński miałam przez trzy miesiące.

"Jest mi naprawdę ciężko"

I ta walka z systemem i państwem, bo brak miejsc w żłobku. Bo do przedszkola trzeba dowozić na drugi koniec miasta. Bo do lekarza nie można się dostać po południu. Bo trzeba się zarejestrować osobiście rano. Bo na rehabilitację z synem tylko prywatnie. Bo logopeda jest tylko w poradni psychologiczno-pedagogicznej do godz.15. Bo angielski i trening sportowy jest prywatnie dodatkowo płatny w szkole, ale po południu, od godziny 17, kiedy moje dzieci dopiero mogą wrócić do domu. Bo obiady w szkole to żenada.

Pytam się gdzie są ułatwienia dla matek pracujących? Co z tego, że dostaję 500 złotych jak żłobek kosztuje 900 zł? Dlaczego muszę wybierać: płacić za rehabilitację czy logopedę po południu, czy ryzykować utratę pracy przez ciągłe przepustki?

Czemu muszę słuchać płaczu mojego dziecka, że go plecy bolą po 10 godzinach siedzenia w ławce w szkole i świetlicy, a pani dyrektor rozkłada ręce, że nie ma pieniędzy na zajęcia sportowe czy rozwijające zainteresowania?

Dlaczego, do cholery, z moich podatków utrzymywane są matki, które mają logopedę, angielski, basen i w zasadzie także wychowanie swoich dzieci na mądrych, uczciwych, pracowitych obywateli głęboko w nosie?

Wiecie co usłyszał ksiądz od mojej córki? Że na prezent komunijny najbardziej chciałaby wracać szybciej do domu. A mój 9-letni synek, kiedy jest chory, bardzo chciałby mieć mamę obok i żebym się częściej uśmiechała. 

Dlaczego państwo nie dopłaca do żłóbków, przedszkoli i zajęć dodatkowych? Leki, rehabilitacja, logopeda i dentysta dla dzieci na godnym poziomie - to powinno być za darmo.

A matki pracujące powinny mieć więcej dni opieki i urlopu na każde dziecko i zwolnienia podatkowe! Bo to co zarobią i tak muszą oddać na leki dla dzieci lub opiekunki. Niepracującym dawać tylko bony, albo niech rozliczają się z faktur. 

Jest mi naprawdę ciężko pogodzić życie zawodowe z byciem samotną matką dwójki dzieci. Żeby utrzymać rodzinę na godnym poziomie poświęciłam się i nie miałam czasu ułożyć sobie życia po raz drugi. Państwo PiS kładzie mi kłody pod nogi. Zewsząd nagonka, by się rozmnażać, bo dzieci najważniejsze.

Chyba wpadnę w depresję, że jestem złą matką, bo nigdy nie mam czasu dla dzieci. Zwolnić się z pracy, nauczyć się kombinować i zadowolić się socjalnymi dodatkami? Proszę o podpowiedź.

Chcesz wziąć udział w dyskusji? Podzielić się z nami swoją opinią lub historią? Napisz do nas: edziecko@agora.pl. Najciekawsze listy publikujemy w serwisie, a ich autorów nagradzamy książkami.