1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Relacja Sary z włocławskiej porodówki: takiego burdelu i prostactwa jeszcze nigdy nie spotkałam

Długie oczekiwanie, brak informacji, niepewność i ordynarne zachowanie personelu szpitalnego. Historia Sary przypomina, jak w trudnych warunkach rodzą niektóre kobiety w Polsce.

Sara rodziła w jednym z włocławskich szpitali. Opublikowany przez nią na Facebooku tekst z opisem doświadczeń z porodówki, której nie wymienia z nazwy, odbił się szerokim echem i skomentowały go tysiące osób.

Zobacz wideo

"Zdejmuj te pantalony, nie będę się przecież przedzierał"

Kobieta zrelacjonowała, że - ze względu na dużą liczbę kobiet na oddziale - została położona na korytarzu. Mimo że nie były to komfortowe warunki, nie narzekała. To zdrowie dziecka, a nie jej wygoda, było dla niej wówczas najważniejsze. 

Młoda mama szybko zorientowała się, jakie relacje panują na oddziale i w jaki sposób personel zwraca się do kobiet. - Takiego burdelu i prostactwa jeszcze nigdy nie spotkałam - napisała. - Jeszcze bardziej dziwi mnie fakt, że są to ludzie wykształceni - dodała.

Lekarze przez kilka godzin nie mogli się zdecydować, czy wysłać podpiętą przez cały czas do kroplówki Sarę na salę porodową. Usłyszała w tym czasie z ust lekarza prowadzącego liczne wulgaryzmy, a nawet chęć pobicia jednej z osób obecnych w szpitalu (lekarz miał powiedzieć do pielęgniarki: "Zaraz mu przypie**olę!").

- Przed swoją jakże zaje**stą decyzją o odesłaniu mnie na salę wpada lekarz, który przed chwilą chciał komuś przypie**olić. Zaczął się nakręcać: zdejmuj te pantalony, nie będę się przecież przedzierał - opisała Sara.

"Myślałam, że umrę z bólu. Jak się okazało, dziecko ma zespół Downa"

Dalsza część jej pobytu w szpitalu była jeszcze trudniejsza. Po pewnym czasie okazało się, że stan dziecka nie jest dobry. - Przebicie wód płodowych... zielone, dziecko załatwia się w środku... - opisała bez ogródek na Facebooku. 

Jak się okazuje, dotąd rodząca nie dostała od lekarzy żadnych informacji i nie wiedziała, co się dzieje. Niepewności towarzyszył ogromny ból. - Myślałam, że umrę z bólu. Przez cztery godziny moje dziecko było bez wód płodowych, leżąc w zatruciu organizmu, przy jednym centymetrze rozwarcia - wspomina.

Gdyby nie starania matki Sary, lekarze - według niej - jeszcze długo nie zdecydowaliby się na cesarskie cięcie. Poród w końcu jednak się odbył. - Chłopak. Pokazali mi genitalia... płacz dziecka... szczęście... łezki lecą... Jak się okazało, dziecko ma zespół Downa. Tak właśnie - zespół Downa... - pisze Sara.

Ta informacja okazała się dla kobiety ogromnym zaskoczeniem. W trakcie licznych prywatnych wizyt lekarskich w okresie ciąży nikt nie zwrócił uwagi na wadę genetyczną dziecka. Informację podano matce zaraz po porodzie.

"Przynieśli małego na chwilę, żebym się nacieszyła widokiem napuchniętego, chorego, niedotlenionego dziecka"

Nie był to jednak koniec trudnych doświadczeń Sary. Po porodzie trafiła do sali "na drugim końcu korytarza" - takiej, która była maksymalnie oddalona od tej, do której trafiło jej dziecko. Chłopiec nie mógł być razem z nią i leżał na tzw. "późnej patologii", gdzie był dotleniany oraz nagrzewany. - Przynieśli małego na chwilę, żebym się nacieszyła widokiem napuchniętego, chorego, niedotlenionego dziecka - wspomniała kobieta.

Do tego, mimo że Sara była w bardzo złej formie psychicznej i fizycznej po traumatycznym porodzie, musiała myć się sama. Doszło nawet do spięcia między nią a pracownicą szpitala. Gdy młoda mama poprosiła kobietę o pomoc w myciu, usłyszała: - Trzymaj tę podpachę, nie będę tego sprzątać, co ty myślisz, że ja nie mam co robić, tylko cię myć, ja bym nie chciała, żeby mnie ktoś mył w szpitalu - usłyszała.

"Wszystko będzie dobrze"

Sara ma już najgorsze doświadczenia za sobą. Mimo traumy, którą przeżyła w szpitalu, nie zdecydowała się na ujawnienie danych placówki, więc nie mogliśmy poprosić jej pracowników o komentarz. 

Młoda mama przyznała za to, że zarówno ona, jak i jej synek czują się już znacznie lepiej. Teraz kobieta chce ostrzec inne ciężarne przed włocławskimi porodówkami.

- Mały ma potwierdzony zespół Downa, trzy ubytki na sercu i wypływ krwi do płuc. Najważniejsze, że ostatecznie mamy kardiologa w Gdańsku i wszystko będzie dobrze. A razem z Olkiem i jego tatą pozdrawiamy, mamy się dobrze, najgorsze bum psychiczne za nami! - zakończyła swój wpis Sara.

Takie sytuacje pokazują, że w polskich szpitalach standardy opieki i porodu wciąż nieraz pozostawiają wiele do życzenia. Na szczęście nie wszędzie tak jest, o czym można przeczytać tutaj:

Czy macie za sobą podobne doświadczenia? Piszcie do nas na adres: edziecko@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy i nagrodzimy książkami.

Zobacz także:

Więcej o:
Komentarze (323)
Relacja Sary z włocławskiej porodówki: takiego burdelu i prostactwa jeszcze nigdy nie spotkałam
Zaloguj się
  • kzet69

    Oceniono 49 razy -21

    "nie zdecydowała się na ujawnienie danych placówki, więc nie mogliśmy poprosić jej pracowników o komentarz"
    To czemu publikujecie paszkwil jakiejś dziuni, wobec którego druga strona nie ma najmniejszych szans na obronę? pisowskie metody oczerniania

  • wycietytoja

    Oceniono 31 razy -21

    A z kolei w Zielonej Górze spragniona miłości polka sprowadziła sobie do domu murzyna z Tanzanii.Bojowo nastawiony samiec lwa afrykanskiego postanowił wyeliminować nie swoje potomstwo tłukac głowa 14 miesięcznej dziewczynki o sciane,w wyniku czego dziewczynka walczy ze śmiercią w szpitalu z popękana czaszka.

  • kobow

    Oceniono 31 razy -19

    Czy była pani w burdlu? Skąd takie porównanie, nie to że bronię lekarzy. Ale pstola trafiła na patrole. Ten język no i Sara, wszystko jasne.

  • matadore1

    Oceniono 25 razy -15

    Nie czytam takich rzeczy, ale jeśli tytuł to Twoje słowa, no cóż, sama jesteś "burdelem i prostactwem"

  • Jan Kowalski

    Oceniono 15 razy -13

    "Okazalo sie ze to Down". Ta "Sara" to jakas wiejska baba, ze Macius trafil sie jej z zaskoczenia i o niczym nie wiedziala? Ciemnogrod i sredniowiecze.

  • dziewczyna_murzyna

    Oceniono 26 razy -12

    rozpuszczona rozkapryszona gó...ara wokół której wszyscy w dzieciństwie skakali zderzyła się z szarą rzeczywistością prosto w ryj

    wychowana bezstresowo. życie to nie jebajka dziecko. dorośniesz to zrozumiesz

  • brzmski

    Oceniono 24 razy -12

    zespół stresu pourazowego (ptsd)?!!

  • Anna Anne

    Oceniono 16 razy -10

    Pani nie potraktowano jak księżniczki, za którą się uważa. Bezkrytyczna wobec siebie, zawyżone wymagania względem innych, niezadowolona z usług jakkolwiek, by one nie wyglądały

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX