To córki zajmują się niepełnosprawnym rodzeństwem. Synowie mają taryfę ulgową? [LIST]

- Urodziła niepełnosprawne dziecko i zaczęła starać się o drugie, z nadzieją, że będzie to dziewczynka, która w przyszłości zajmie się siostrą. Gdyby urodził się chłopiec, to wobec niego takich oczekiwań by nie miała? - pyta w liście Milena.

Przeczytałam list od dziewczyny, która zajmuje się niepełnosprawną siostrą i z tego powodu musiała wrócić do rodzinnego domu, porzucić marzenia o karierze i właściwie zarzucić wszystko to, na czym jej zależało i na co pracowała. (przyp. red., cały list przeczytasz tutaj: "W spadku" dostałam niepełnosprawną siostrę. Zrobię wszystko, by mieć zdrowe dzieci. Uszkodzony płód usunę [LIST])

Całe życie będzie taka wiotka

Przypomniała mi się sytuacja, która przydarzyła się w mojej dalekiej rodzinie. Młodemu małżeństwu urodziła się niepełnosprawna córeczka. Rzecz działa się kilkanaście lat temu, a dziewczynka, o ile dobrze pamiętam, cierpiała na jakąś chorobę genetyczną. Nie podnosiła głowy, nie przełykała sama, słabo ruszała rękami, a nogami chyba w ogóle nie. Po długich diagnozach lekarze orzekli, że żadna rehabilitacja nie pomoże, całe życie będzie taka wiotka, niesamodzielna, nie wiadomo, jak z rozwojem umysłowym (wówczas była za mała, żeby to odpowiedzialnie ocenić). W każdym razie nie mogłam uwierzyć w to, co w pierwszej kolejności zrobiła matka tej dziewczynki.

Jak można wymagać od rodzeństwa poświęcenia własnego życia?

Otóż natychmiast zaczęła starać się o drugie dziecko, z nadzieją, że będzie to kolejna dziewczynka, która w przyszłości zajmie się siostrą! Jeszcze tego dziecka w ogóle nie było, nawet w postaci zygoty, a matka już zaprogramowała mu taką przyszłość! I oczywiście, gdyby urodził się chłopiec, to wobec niego takich oczekiwań by nie miała. Nie rozumiem, jak można wymagać od rodzeństwa poświęcenia własnego życia. W imię czego? Więzi rodzinnych?

Takie oczekiwanie wydaje mi się okrutne, a ocenianie ludzi po tym, czy zajmą się dorosłym, niesamodzielnym, upośledzonym człowiekiem, za którego nie są odpowiedzialni (czyli, który nie jest ich matką, ojcem lub dzieckiem), jest wręcz niemoralne.

Czytaj również: Rodzeństwo ma się zajmować dorosłym chorym bratem? Kto wymyślił tak potworny nonsens?! [LIST]

Czy w naszym społeczeństwie pokutuje przekonanie, że zajmowanie się chorymi i słabszymi jest bardziej obowiązkiem córek i sióstr niż synów i braci? Jakie są wasze doświadczenia? Czekamy na Wasze wypowiedzi.

Listy prosimy wysyłać na adres: edziecko@agora.pl

Więcej o: