1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Roszczeniowa paniusiu, zanim obsmarujesz lekarza w sieci, zastanów się dwa razy [LIST]

Nasza czytelniczka staje w obronie niesłusznie krytykowanych lekarzy i prosi, byśmy czasami - zanim zniszczymy komuś życie - wzięli na wstrzymanie.

Trochę już chodzę po tym świecie i wiem, że nie można obiektywnie mówić o ludziach, że są tacy lub owacy. Można tylko mówić o relacjach, jakie my z nimi mamy. Najcudowniejsza przyjaciółka może być dla innych osób wredną suką, wspaniały wujek - wykładowcą seksistą. Warto także w kontekście stosunku, jaki mają do nas ludzie, brać pod uwagę nas samych. Ja wiem, że uchodzę za osobę chłodną i zdystansowaną, i mam wliczone w relacje to, że ludzie potrzebują więcej czasu, żeby mnie oswoić. A teraz do rzeczy.

Klientki, nie pacjentki

Moja ginekolożka, pracująca w prywatnej klinice prowadziła moje obydwie ciąże. Z moich doświadczeń wynika, że jest świetną specjalistką, empatycznym lekarzem, interesującym się pacjentkami. Chociaż wcale tego od niej nie oczekuję, pamięta, jak nazywa się moje starsze dziecko (sama mam problem z przyswojeniem imion drugich dzieci znajomych, nie dziwię się, że drugiego już nie pamięta). Ostatnio jak u niej byłam - po rocznej przerwie - trafiłam na strzęp człowieka. Szybko załatwiłyśmy konsultację, zapytałam więc, co się dzieję, bo widzę, że jest kłębkiem nerwów.

W skrócie powiedziała mi, jak wygląda praca z pacjentami, a właściwie klientami prywatnych klinik. Otóż, piszą skargi na wszystko. Bo zapis badania USG płodu za krótki, bo lekarka nic nie mówiła podczas badania, co wzbudziło stres u ciężarnej, bo ciężarna musiała czekać kwadrans pod gabinetem, bo pani doktor krzywo spojrzała i była oschła, bo mężowi zwróciła uwagę, że odpisuje na SMS-y podczas badania. Itd., itp.

Żal mi jej było. Ciężarne to kobiety specjalnej troski, wyjątkowo wrażliwe na swoim punkcie, emocjonalnie rozedrgane. Piszę te słowa świadomie, bo sama dwa razy byłam w ciąży i ryczałam na reklamach papieru toaletowego. Z jednej strony jesteśmy rozmemłane i wrażliwe, z drugiej awanturnicze i mściwe. Mnie także trafiały się gorsze dni. Dzięki dystansowi, który do siebie mam, potrafiłam mniej lub bardziej obiektywnie stwierdzić, że może jednak część winy ponoszę ja. Tak, jak podczas USG z badaniem przepływów w krążeniu matczyno-płodowym, które w drugiej ciąży robił mi inny lekarz. Zależało mi, żeby podczas wizyty był maż i starsze dziecko - wtedy mieliśmy wreszcie poznać płeć dziecka. W starszego brata wstąpił jednak demon, który ciągle odpalał muzyczkę w zabranej z domu zabawce. Widziałam, że lekarz się coraz bardziej irytuje, przez co był dla nas bardziej szorstki. W ramach nakręcanej spirali, ja zaczęłam się złościć na niego, z gabinetu wyszliśmy oburzeni i niezadowoleni. Tego samego wieczora skonstatowałam, że to my zachowaliśmy się jak ostatnie buce. Przeszkadzaliśmy lekarzowi, który w tym rozgardiaszu miał wyłapać ewentualne wady płodu. Byliśmy idiotami, przyznaję, a nasze niezadowolenie było dziecinadą. Mnie chwila autorefleksji wystarczyła, ale mam wrażenie, że pacjentkom-klientkom coraz częściej jej brakuje.

''Wymagam, mogę być chamką?''

Jej ofiarą padła - co było niestety do przewidzenia - także i moja lekarka. Pewnego dnia na popularnym i dużym profilu na Facebooku, który zrzesza wiele kobiet, pojawiła się skarga na moją ginekolożkę. Autorstwa ciężarnej. Bardzo osobista, bardzo krzywdząca. Oczywiście padały tam określenia „nie zostawię tak tego”, „pójdę z tym do mediów”, „ta lekarka nie powinna praktykować”. Ja i jeszcze kilka kobiet wzięłyśmy w obronę naszą lekarkę, argumentowałyśmy, że NASZE ciąże prowadziła świetnie, NAS traktowała cudownie. Na nic się słowa obrony zdały, bo obrażona pani nie była w stanie spojrzeć na siebie z boku, wyjść poza rozedrgane emocje. Ogromna szkoda, bo trend niszczenia lekarzy w prywatnych klinikach takimi komentarzami staje się normą. Podobnie jak podejście - płacę, wymagam, mogę być chamką.

Chcesz podzielić się z nami swoją historią? Napisz do nas: kobieta@agora.pl. Autorka tego listu otrzymuje książkę Chrisa Barez-Browna "Obudź się! Jak uciec od życia na autopilocie".

Dzięki nim miliony chorych mogą odzyskać wzrok. Lekarze z Australii znaleźli sposób na leczenie ślepoty