Nauczycielka z Ukrainy: Nie stawiajcie naszym dzieciom jedynek

Joanna Biszewska
- Czasami wystarczy zwrócić uwagę na dziecko, pozwolić rysować i mówić w swoim języku. I przytulić. Chciałabym poprosić nauczycieli, aby przytulali nasze dzieci. One teraz tego bardzo potrzebują. Czasami wystarczy też życzliwy uśmiech, jakieś ciepło, które nasze dzieci poczują - o adaptacji dzieci z Ukrainy w polskich szkołach mówi Larysa Vychivska, nauczycielka i pedagożka, asystentka międzykulturowa w warszawskich szkołach podstawowych.

Joanna Biszewska: Ma pani teraz bardzo dużo pracy.

Larysa Vychivska, nauczycielka z Ukrainy, która pracuje w Warszawie od sześciu lat: Za każdym razem, kiedy spotykam się z nowymi uczniami i uczennicami z Ukrainy, to pierwsze co widzę, to smutne oczy, zagubienie i strach.

W polskich szkołach - jeszcze przed wojną - uczyło się już sporo dzieci z Ukrainy.

To dzieci, które przyjechały do Polski, bo ich rodzice zdecydowali się tu żyć i pracować. Wiedziały, gdzie jadą, na jak długo, miały przygotowany plan. Wiedziały, że pójdą do polskich szkół, będą się tu uczyć, a rodzice będą tu pracować.

Dzieci, które przyjechały w ostatnich tygodniach, nie wiedzą nic. Nie wiedzą, jak długo będą mieszkać w Polsce, dokąd wrócą i kiedy. Nie mają i nie czują sensu w tym, co się dzieje. Nie wiedzą, czy mają przejmować język polski jako swój, czy mają uczyć się już po polsku i wchodzić w polskie, szkolne środowisko, czy są tu tylko po to, aby przeczekać, bo sytuacja, w której się znaleźli, jest tymczasowa.

Są różne pomysły na to, jak przyjąć dzieci w szkołach. Jedni uważają, że należy tworzyć odziały przygotowawcze dla dzieci z Ukrainy - już wiemy, że nie ma na to funduszy - inni, doradzają, aby dopisywać dzieci z Ukrainy do polskich klas. Co pani podpowiada doświadczenie?

Wszyscy szukamy odpowiedzi, staramy się działać. Pracuję w kilku polskich szkołach podstawowych jako mediatorka i asystentka międzykulturowa, jestem też wicedyrektorką w ukraińskiej szkoły Materynka w Warszawie.

Pod koniec 2021 r. w szkole uczyło się około 200 uczniów, teraz mamy ich ponad 1000. Codziennie dzwonią do nas rodzice, szukają rozwiązań. Uważają, że najlepiej będzie dla dzieci, aby w Polsce kontynuowały naukę za programem Ministerstwa Edukacji Ukrainy.

Materynka powstała kilka lat temu.

Na początku działaliśmy jako sobotnia szkoła dla dzieci z Ukrainy. Potem stworzyliśmy codzienną szkołę, dzieci dostają u nas na zakończenie roku szkolnego ukraińskie świadectwa. Szkoła powstała na prośbę rodziców starszych dzieci, tych z klas 8, 9, 10, 11. Chcieli, aby dzieci dokończyły naukę w języku i w systemie ukraińskim. Trafiały do nas też dzieci, które nie zaadoptowały się w polskich szkołach.

Dlaczego nie wszystkie dzieci adoptowały się w polskich szkołach?

Myślę, że największym problemem było to, że nauczyciele pytali i oceniali dzieci z Ukrainy tak samo jak polskich uczniów. Nasze dzieci miały z tym problemy, najczęściej nie dlatego, że nie umiały, tylko dlatego, że nie rozumiały poleceń po polsku podczas odpytywania, na kartkówkach, sprawdzianach.

Ten problem nie zniknie.

Kolejnym takim problemem może być też to, że w Ukrainie edukacja wczesnoszkolna jest przez cztery lata, w Polsce przez trzy. Dzieci w ukraińskich szkołach w czwartej klasie uczą się w takim samym systemie jak w trzeciej, mają jednego nauczyciela, nie mają dodatkowych przedmiotów: przyrody, historii. Kiedy trafiają do Polski, dyrektorzy szkół zapisują dzieci rocznikowo, a może warto byłoby zapisać o rok niżej.

Szczególnie jeśli dzieci są w czwartej klasie?

Porównywałam polskie i ukraińskie podręczniki do czwartej klasy. My na tym etapie mamy w książkach więcej obrazków, większy druk. Musimy wziąć pod uwagę to, że oprócz bariery językowej, dzieci mają do pokonania jeszcze różnice w programach nauczania.

'Mam uczniów, z którymi zaczynałam pracę na początku roku szkolnego, wówczas nie mówiły po polsku. Przez kilka kolejnych miesięcy mieszały dwa języki, potem wrzucały do polskiego ukraińskie słowa, a przed wakacjami mówiły już płynnie po polsku''Mam uczniów, z którymi zaczynałam pracę na początku roku szkolnego, wówczas nie mówiły po polsku. Przez kilka kolejnych miesięcy mieszały dwa języki, potem wrzucały do polskiego ukraińskie słowa, a przed wakacjami mówiły już płynnie po polsku' Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl

Niedawno przeczytałam, że w ukraińskich szkołach panuje dyscyplina, jeszcze większa niż u nas. To prawda?

Nie dostrzegam tego. Myślę, że polskie i ukraińskie szkoły są do siebie podobne. Przed przyjazdem do Polski pracowałam w szkołach w Kijowie. Jeśli dostrzegam różnice, to w sposobie nauczania matematyki. W naszych szkołach jest więcej matematyki. Od pierwszej klasy są obowiązkowe prace domowe z matematyki, codziennie, oprócz piątków.

Kiedy przyjechałam do Polski, dziwiło mnie, że dzieci z drugiej klasy jeszcze liczną na paluszkach. Nasze dzieci akurat z matematyką nie mają problemów w polskich szkołach.

Jak pani myśli, ile czasu musi upłynąć, aby dzieci, które przyjechały do nas w ostatnich tygodniach, nieco oswoiły się z nowymi, szkolnymi realiami?

Po kilku miesiącach dzieci już rozumieją, co się do nich mówi po polsku, czytają, zaczynają same mówić.

Szybko.

Mam uczniów, z którymi zaczynałam pracę na początku roku szkolnego, wówczas nie mówiły po polsku. Przez kilka kolejnych miesięcy mieszały dwa języki, potem wrzucały do polskiego ukraińskie słowa, a przed wakacjami mówiły już płynnie po polsku.

Musimy jednak pamiętać, że nie wszystkie dzieci szybko złapią polski i wtopią się w polski system. Niektóre nie poradzą sobie. Z różnych powodów.

Kiedyś w Ukrainie, w Białorusi i w Rosji dzieci, które miały orzeczenia oddawało się do osobnych szkół, najczęściej z internatem, nie było klas integracyjnych. Ukraina z tego zrezygnowała.

U nas jest teraz podobnie jak w Polsce. Dzieci z orzeczeniami chodzą do normalnych szkół, mają nauczyciela wspomagającego, rodzice po przyjeździe do Polski nie ukrywają, że dzieci mają diagnozy.

A rodzice z Białorusi i z Rosji?

Różnie bywa. Spotkałam się z takim przypadkami, że ukrywali to, że dziecko ma orzeczenie. Milczeli, bo bardzo bali się, że dziecko zostanie wykluczone, wyrzucone z normalnej szkoły do specjalnej.

I co pani wówczas robi?

Tłumaczę rodzicom, żeby się nie bali, opowiedzieli w szkole, jakie dziecko ma problemy i z czym, że tutaj jest inny system, że dzieci nie wyrzuca się ze szkoły za to, że mają orzeczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Udaje się?

Czasami udaje mi się przekonać rodziców, że nikt ich dzieciom nie zrobi krzywdy. A czasami rodzice tak bardzo się boją, że ich dziecko będzie źle traktowane, że za wszelką cenę chcą ukryć, z czym ma kłopoty i dlaczego. Mimo że my nauczyciele widzimy, że dziecko potrzebuje pomocy i konsultacji w poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Minister edukacji uważa, że dzieci z Ukrainy powinny być tak samo oceniane jak polskie, bez taryfy ulgowej.

Byłam kilka dni temu na spotkaniu w biurze edukacji w dzielnicy Wola. Rozmawiałam z panią burmistrz, prosiłam, aby w pierwszych miesiącach nauki nie stawiać naszym dzieciom jedynek. W pierwszych miesiącach adaptacji powinniśmy się skoncentrować na stanie psychicznym dzieci, nie na ocenianiu ich.

Tym bardziej że dzieci zostały w sposób dramatyczny wyrwane ze swoich domów, szkół, rodzin, przyjaciół. Dobrym pomysłem są klasy przygotowawcze. Współpracuję ze szkołą podstawową na Ogrodowej, jest tam odział integracyjny, to się bardzo sprawdza. Chodzą tam dzieci z różnych krajów, nie tylko z Ukrainy.

Opowie pani więcej o tym oddziale?

Wszystko dzieje się na spokojnie. Nauczyciele, którzy pracują z dziećmi, są odpowiednio przygotowani. Mówią wyraźnie i powoli, jeśli jest potrzeba, jedno zdanie powtarzają po kilka razy.

Tego komfortu nie mają dzieci, które dołączają do polskich klas. Tam nauczyciele mówią szybko, dużo, nie powtarzają poleceń, nie tłumaczą dzieciom zadań, bo nie ma na to czasu. Klasy przygotowawcze są takim łagodnym wprowadzeniem do szkolnego systemu.

Już wiemy, że nie wszystkie dzieci, które do nas teraz przyjechały, trafią do klas przygotowawczych. Większość będzie rzucona na głęboką wodę. Co możemy zrobić, aby im pomóc?

Do polskich szkół od lat dołączają dzieci z Ukrainy. Dobrym pomysłem jest, aby dzieci, które mają już adaptacje za sobą, podały rękę tym, którzy teraz przyjeżdżają. Podzielili się swoimi doświadczeniami, opowiedzieli o tym, że na początku też się bali, że też było im trudno, też nie rozumieli wielu rzeczy.

Nauczyciele mogą organizować takie spotkania ukraińskich dzieci w szkołach. Osobne dla dzieci z klas 1-3 i osobne dla starszych dzieci.

Duża odpowiedzialność spadła teraz na polskich nauczycieli.

Czasami wystarczy po prostu zwrócić uwagę na dziecko, pozwolić rysować i mówić w swoim języku. I przytulić. Chciałabym poprosić nauczycieli, aby przytulali nasze dzieci. One teraz tego bardzo potrzebują. Czasami wystarczy też życzliwy uśmiech, jakieś ciepło, które nasze dzieci poczują.

Ja wiem, że one bardzo się starają, kiedy są w szkole, uśmiechają się, ale potem wracają do matek i płaczą, bo tęsknią za swoimi domami, boją się o swoich ojców, starszych braci, którzy nie mogli z nimi uciec.

Nie wiadomo też, czy w szkołach poruszać temat wojny z dziećmi, czy go omijać, szczególnie w przypadku najmłodszych uczniów.

Czasami nie da się uciec od tego tematu. Miałam sytuację w pierwszej klasie, kiedy dziewczynka z Białorusi powiedziała, że Ukraina zaatakowała Rosję. Polscy chłopcy zaczęli krzyczeć, że ich koleżanka kłamie, bo jest na odwrót, to Rosja napadła Ukrainę.

Dla mnie to było bardzo wzruszające, zobaczyłam, że nawet ze strony takich maluchów mamy wsparcie i zrozumienie.

'Dzieci bardzo się starają, kiedy są w szkole, uśmiechają się, ale potem wracają do matek i płaczą, bo tęsknią za swoimi domami, boją się o swoich ojców, starszych braci, którzy nie mogli z nimi uciec''Dzieci bardzo się starają, kiedy są w szkole, uśmiechają się, ale potem wracają do matek i płaczą, bo tęsknią za swoimi domami, boją się o swoich ojców, starszych braci, którzy nie mogli z nimi uciec' Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl

Od tematu wojny nie da się uciec.

Dzieci chcą o tym mówić, same zaczynają ten temat. Co z tego, że na radach pedagogicznych ustala się, że tematy polityczne nie będą w szkole podejmowane, skoro dzieci same je rozpoczynają.

I co wówczas trzeba zrobić. Jak reagować, co powiedzieć?

Prawdę. Najlepiej powiedzieć prawdę. I nazywać rzeczy po imieniu. Wojna to wojna. Cała Polska jest w naszych kolorach, na warszawskich autobusach powiewają ukraińskie flagi, ludzie bardzo nam pomagają, na każdym kroku, codziennie przyjeżdżają ludzie z Ukrainy, jest nas tu coraz więcej. Trudno tego nie zauważać i o tym nie mówić.

Larysa Vychivska pochodzi z Kijowa. Jest nauczycielką i pedagożką, asystentką międzykulturową, pracuje w Warszawie z ramienia Fundacji Polskie Forum Migracyjne w warszawskich szkołach podstawowych, w tym z oddziałami przygotowawczymi. Pasjonatka edukacji. Przez wiele lat pracowała w szkołach w Kijowie. Jest współzałożycielką i wicedyrektorką ukraińskiej szkoły Materynka im. Dmytra Pawłyczka w Warszawie. Szkoła została powołana decyzją Zarządu Ukraińskiego Centrum Edukacji we wrześniu 2017 roku. Idea Materynki narodziła się w Centrum Wielokulturowym w Warszawie, odbywały się tam zajęcia weekendowe dla dzieci z ukraińskich rodzin. Inicjatywa szybko się rozwinęła, w rezultacie powstała pełnoprawna szkoła codzienna. Kształcenie ogólne jest prowadzone w języku ukraińskim w klasach 1-11, zgodnie z programem Ministerstwa Edukacji i Nauki Ukrainy. System odpowiada polskim klasom 1- 8 szkoły podstawowej oraz dwóm latom liceum ogólnokształcącego. W szkole uczą nauczyciele z Ukrainy, oprócz języka polskiego. Do końca 2021 roku w Materynce uczyło się ponad 200 dzieci. Dzisiaj szkoła ma ponad 1000 uczniów.

***

Polskie Forum Migracyjne uruchomiło interwencyjną pomoc w kryzysie. Dzwoniąc na numer: +48 669 981 038 można rozmawiać w języku ukraińskim i rosyjskim i uzyskać pomoc psychologiczną.

***

Do 20 kwietnia uczniowie szkół podstawowych mogą wysyłać swoje opowiadania na konkurs literacki "Popisz się talentem". Konkurs jest organizowany po raz szósty, w tym roku po raz pierwszy uczniowie z Ukrainy mogą na konkurs wysyłać swoje prace w ojczystym języku.

Organizator konkursu, wydawnictwo Nowa Era zaprasza do zabawy piórem i językiem miłośników historii detektywistycznych. Nagrodą dla 30 laureatów będzie debiut w książce. Szczegóły konkursu i formularz zgłoszeniowy można znaleźć na stronie Popisz się talentem.

Покажіть свій талант у 2022 році

Покажіть свій талант 

Найбільший літературний конкурс для учнів початкової школи 

Привіт, молодий письменнику! Ти прийшов в потрібне місце! На цьому сайті ми чекаємо талановитих літературних дітей та підлітків! Хочеш почати творчу пригоду разом з нами? Круто! Ти тільки почав писати своє майбутнє! 

Дізнайтеся більше про конкурс 

„Покажи свій талант» – літературний конкурс для учнів усіх класів початкової школи. 

Його мета – спонукати учнів розвивати літературні пристрасті та читацькі інтереси.

Участь у конкурсі безкоштовна.

Конкурс триває з 2017 року і завжди починається навесні. Перед літніми канікулами оголошують переможців, а восени виходить післяконкурсна книга з 30 кращими оповіданнями.

Книги після конкурсу отримують загальнонаціональне розповсюдження та рекламу, а кошти від їх продажу спрямовуються на благодійність.

Для забезпечення рівних можливостей для учасників, тексти оцінюються у двох вікових категоріях (1-4 та 5-8 класи). З кожної категорії обирається 15 переможців.

Оцінюючи подані розповіді, ми звертаємо особливу увагу на лінгвістичний талант, креативність та ідею, що містяться в поданому тексті.

Заявки на конкурс приймаються через спеціальну форму, яка запускається на початку кожного випуску. Для заповнення форми потрібна допомога батьків, вчителя або законного опікуна.

Візьміть участь у 6-му найбільшому літературному конкурсі для учнів початкової школи! 

Więcej o: