Wakacje w tropikach

Czy warto jechać z małym dzieckiem do ciepłych krajów ? Na to pytanie odpowiadają nasze czytelniczki.

Daleki Meksyk

Pierwszy raz wyjechaliśmy z synkiem na Teneryfę, gdy miał ... dwa i pół miesiąca. Muszę przyznać, że to mąż namówił mnie do wyjazdu. Ja byłam bardzo sceptycznie nastawiona i miałam wiele obaw. Czterogodzinnego lotu Filipek w ogóle nie zauważył. Całą drogę przespał w specjalnym koszu dla niemowląt (przypuszczam, że było mu o wiele wygodniej niż nam). W hotelu otrzymał łóżeczko dla niemowląt, więc i tutaj nie mogło być mowy o niewygodzie.

Te dwa tygodnie były wspaniałym wypoczynkiem także dla mnie, umęczonej porodem i codziennością składającą się z karmienia i przewijania. Nie musiałam gotować, sprzątać ani prać. Cały czas mogłam poświęcić dziecku i mężowi. Chodziliśmy na długie nadmorskie spacery. Zmiana klimatu korzystnie wpłynęła na Filipka. Może dzięki niej do tej pory (a ma już 2 latka) ani razu nie chorował?

Na drugi wyjazd było mi się już łatwiej zdecydować, chociaż podróż była znacznie dłuższa i wszyscy ostrzegali mnie przed wyjazdem w tropiki. Kiedy Filipek miał pół roku wyjechaliśmy do Meksyku. I znów nie było problemu z podróżą, choć trwała 12 godzin!

Także ogromne upały i duża wilgotność powietrza zdawała się bardziej szkodzić nam niż maluchowi. Oczywiście dbaliśmy o to, by dużo pił, był odpowiednio ubrany, miał zawsze na głowie czapeczkę i był posmarowany kremem z filtrem przeciwsłonecznym. Filipek taplał się w cieplutkiej wodzie i bawił w piasku, a ja znów odpoczęłam od codziennej rutyny.

Pewnego dnia mały dostał gorączki. Na szczęście w Meksyku w każdym większym hotelu pracuje lekarz (poza tym można zawsze iść do przychodni, gdzie nie są wymagane żadne formalności i nikt nie odmawia porady lekarskiej). Filipek został więc dokładnie przebadany, okazało się, że po prostu ząbkuje.

Nie bójmy się wyjazdów z dzieckiem. Jesteśmy chyba jedyną nacją, która po przyjściu na świat malucha zamyka się z nim w domu. Znam wielu Niemców, Amerykanów, Kanadyjczyków, dla których wyjazdy z dziećmi są codziennością. W Meksyku poznaliśmy nawet parę Amerykanów z zaledwie tygodniowym noworodkiem!

Iwona Aleksandrowicz

Piękna Kreta

W zeszłym roku wybieraliśmy się na wakacje we dwie rodziny - my z synami (pięcioletni Grześ i niespełna ośmiomiesięczny Jaś) i znajomi z półtoraroczną córeczką. Nasi mężowie szukali ofert za granicą, my chciałyśmy jechać nad polskie morze. Kiedy jednak zorientowałyśmy się, że podróż z Łodzi do Władysławowa trwa 10 godzin z trzema przesiadkami, a za oknem deszcz i zimno, zdecydowałyśmy się.

Z ofert last minute wybraliśmy Kretę. Pakowaliśmy się przez trzy dni: 1,5 litra kremu z filtrem, letnie ubrania, pieluchy, 28 słoiczków z deserami i obiadkami, soczki, wielka torba leków (po wcześniejszych konsultacjach z lekarzem), masa zabawek do piasku, sprzęt pływający (materace, basenik, rękawki) i ogromny parasol przeciwsłoneczny.

Podróż samolotem trwała niecałe trzy godziny. Jaś w czasie startu i lądowania ssał pierś, a przez całą podróż się bawił. Czternastodniowy pobyt podzieliśmy na dwa etapy: w pierwszym tygodniu zwiedzaliśmy, w drugim odpoczywaliśmy.

Było cudownie. Na plaży lekki wiatr łagodził gorąco, a szum morza usypiał naszego malca. Nad basenem Jaś miał swój prywatny malutki basenik, w którym się bawił, a gdy spał pod parasolem, my mogliśmy wejść do wody.

By zwiedzić trochę Kretę, wynajęliśmy samochód (oczywiście z klimatyzacją), a trasę zaplanowaliśmy tak, aby zobaczyć najciekawsze miejsca, ale nie zmęczyć dzieci. Chodziliśmy po górach z Jasiem w nosidełku, spał, kiedy chciał, dostawał pierś na żądanie, był zawsze blisko mnie lub taty. Często oglądamy zdjęcia z tych wspaniałych wakacji i planujemy dokąd pojedziemy w tym roku.

Ela

Spokojna Turcja

Gdy rok temu stanęliśmy przed decyzją, dokąd jechać na wakacje - nasze starsza córka Asia miała pięć lat, a młodsza - Kasia półtora roczku. Do tej pory co roku jeździliśmy nad polskie morze, ale gdy przypomnieliśmy sobie lodowatą morską wodę, przeszywający wiatr i deszcz - postanowiliśmy, że te wakacje będą inne.

Wybraliśmy Turcję. Podróż, której obawialiśmy się z mężem najbardziej, minęła nam przyjemnie. Lot samolotem (niecałe 3 godziny) wszyscy oprócz mnie znieśli dobrze. Dziewczynki prawie całą drogę przespały.

Zdecydowaliśmy się na nieduży hotel (44 pokoje) - bez dyskotek i nocnych imprez, z dala od centrum miasta, za to kilka kroków od ciepłego morza. Ponieważ był to już początek września, upały nie były tak wielkie. Zresztą nie odczuwaliśmy gorąca, siedząc całymi dniami w basenie.

Nasze K-Aśki grubo nasmarowane mleczkiem typu sun-block z lubością godną hipopotama baraszkowały w brodziku dla dzieci.

Po kąpieli Asia szła z tatusiem na lody, a Kasia słodko spała w pokoju (każdy miał klimatyzację!). Ach, gdybyście widzieli te widoki z oka - z jednej strony góry, a z drugiej morze...

Danuta Dziedzic

Więcej o: