1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Mieć dziecko w USA

W Ameryce para, która chce mieć dzieci, musi się przygotować na duże wydatki i zero pomocy od państwa.


Wszystkie dzieci urodziłam na kredyt. W sumie porody kosztowały nas czternaście tysięcy dolarów. Wpłacamy bankowi sto pięćdziesiąt miesięcznie i będziemy tak płacić przez kolejne dziesięć lat. Jeśli policzyć pieluszki, zabawki, sprzęty i tak dalej, to pierwszy rok każdego z chłopców kosztował około dziesięciu tysięcy dolarów. Najdroższe było mleko modyfikowane. Najmłodszy syn Deacon miał alergię, więc mleko, którego używałam, było bardzo drogie - wydawaliśmy na nie trzysta dwadzieścia dolarów miesięcznie. Myślimy o kolejnym dziecku, ale nie stać nas na to. Co miesiąc płacimy pięćset dolarów za ubezpieczenie zdrowotne i franszyzę redukcyjną (zanim ubezpieczyciel zacznie zwracać nam pieniądze, musimy wydać trzy tysiące dolarów). Od początku tego roku byłam z najmłodszym synem pięć razy u pediatry - miał nawracające zapalenie ucha. Każda wizyta to sto sześćdziesiąt pięć dolarów!

Nie pracuję zawodowo

Żeby opłacało mi się pracować, musiałabym zarabiać sześćdziesiąt tysięcy dolarów rocznie. Połowę oddawałabym niani. W Stanach nie istnieją publiczne żłobki, nie wiem nawet, co to dokładnie oznacza. Są tylko prywatne. W Idaho, gdzie mieszkam, miesięczny koszt żłobka to sześćset dolarów, w Nowym Jorku tysiąc osiemset. Moja siostra pracuje jako kelnerka, zarabia pięćdziesiąt dolarów na jednej zmianie. Gdyby jej dzieci były w tym czasie w żłobku, to zostawałoby jej dwadzieścia dolarów. Nie stać jej na to, więc dwa razy w tygodniu dziećmi zajmuje się babcia. Mam znajome, które pracują jako nianie dzieci lekarzy i adwokatów. Zarabiają około dwóch i pół tysiąca dolarów miesięcznie.

Wielu rodziców karmi dzieci frytkami

W szpitalu mamom nie proponuje się butelek ani mleka modyfikowanego. Karmienie piersią jest bardzo popularne, więc jak wybierasz sztuczne mleko, to koleżanki będą na ciebie źle patrzeć. Pediatrzy zalecają podawanie mleka krowiego dziecku od dziesiątego miesiąca życia. Pierwsze "dorosłe" jedzenie dajemy maluszkom, gdy mają cztery i pół miesiąca. Zaczęłam od owoców, bo są słodkie.

Pediatrzy mówili, żeby dawać po łyżeczce, uważać na alergię, bla, bla. Przy pierwszym zwracałam na to uwagę, ale przy kolejnych postępowałam tak, jak mi podpowiadała intuicja. Moje dzieci nigdy nie tknęły żadnych zielonych warzyw: brokułów, groszku ani fasolki szparagowej. Za to uwielbiają dynię, słodkie ziemniaki i kukurydzę. Gdy przejeżdżam obok McDonalda, widzę nawet bardzo małe dzieci wcinające frytki i hamburgery. Rodziny przychodzą tam dlatego, że jedzenie jest tanie, a w ogrodzie jest plac zabaw.

Popularność zdobywa rodzicielstwo bliskości

W Stanach jest tyle szkół wychowania niemowląt, że trudno się połapać. Od kilku lat popularne są metody Rodzicielstwa bliskości, ale ja wolałam bardziej tradycyjne podejście.

Większość moich znajomych śpi ze swoimi dziećmi. My nie. To nasz wybór, uważam, że każdy powinien decydować zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Pierwsze dziecko w wieku trzech miesięcy "wypłakałam" metodą Ferbera (pierwszą noc płakał dwie i pół godziny, a ja płakałam w drugim pokoju) i jest jedynym z chłopców, który dobrze śpi. Mimo, że ta metoda się sprawdziła, to przy kolejnych dzieciach już jej nie stosowałam. Nie miałam serca zostawić płaczących dzieci i wyjść z ich pokoju. Myślę, że trzeba obserwować dzieci, bo każde jest inne. Mój drugi syn na przykład do tej pory wstaje w nocy kilka razy. Czasem o północy pyta, czy może pooglądać telewizję.

Europejskie mamy mają lepiej

Wydaje mi się, że europejskie matki są bardziej surowe dla swoich dzieci. Są też bardziej wymagające. I chyba to przekłada się na zachowanie dzieci. Według mnie ich dzieci potrafią lepiej się skoncentrować, umieją wysiedzieć w restauracji i nie podjadają całymi dniami. W Europie cały świat nie kręci się wokół dzieci, więc mamy mogą się zrelaksować. Pomaga im też państwo, więc mniej pracują. Mój tata, gdy wracał z pracy, siadał przed telewizorem. Mój mąż tego nie robi, ale chyba tylko dlatego, że mu nie pozwalam. Wątpię, by mężczyźni w Ameryce byli kiedykolwiek partnerami w stu procentach. Nawet jak uda im się zrobić śniadanie dla dzieci, to kuchnia wygląda jakby wybuchła bomba. Mój mąż, gdy rano ubiera chłopców, wśród całej masy ubrań zawsze wybiera pidżamę! Czy tak jest na całym świecie?!