1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Nic, czyli super

Czy zawsze trzeba robić coś niezwykłego, fascynującego, by mieć wyjątkowy dzień? A może zwykłe codzienne czynności czy nicnierobienie też mogą sprawić, że nasz dzień będzie udany?
Przychodzę po Tosię do przedszkola, siadam, czekam i podsłuchuję. Na przykład coś takiego:

- No i jak tam dzisiaj było w przedszkolu? - pyta mama swojego czteroletniego synka.

- Fajnie. Super.

- Byliście na placu zabaw?

- Nie.

- Był angielski?

- Nie.

- Gimnastyka?

- Nie.

- Karate?

- Nie.

- Balet?

- Nie.

- Rysowaliście?

- Nie.

- A może był jakiś teatrzyk albo coś takiego?

- Nie.

- To co takiego fajnego robiliście?

- Nic.

- Nic?

- Nic. Super, nie?

Mama się dziwi. Z niedowierzaniem kręci głową. A ja go rozumiem. Bo czy trzeba coś konkretnego robić, żeby było fajnie?

W ostatni weekend nie robiłem zupełnie nic. To znaczy przygotowywałem jedzenie, jadłem, bawiłem się z dziećmi, sprzątałem zabawki, kłóciłem się z dziećmi, podawałem im ubranie, sam się ubierałem, kładłem je spać, spałem, kąpałem dzieci, sam się kąpałem, byłem na spacerze, rozmawiałem z żoną, tuliłem ją i sam się przytulałem, rozwiesiłem pranie, włożyłem rzeczy do zmywarki, a potem je wyjąłem, paliłem papierosy, piłem herbatę, kupiłem jedzenie, coś tam poczytałem, coś tam obejrzałem. I żadna z tych czynności nie miała w sobie nic, ale to zupełnie nic niezwykłego, fascynującego ani ekscytującego. Żadna też niczego mnie nie nauczyła, niczego mi nie dała. Nie miałem też żadnych specjalnych przemyśleń, odkryć ani inspiracji.

Pogoda też była zwyczajna, ale to był jeden z najwspanialszych weekendów w moim życiu. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że nie robiłem w zasadzie nic ponad to, co należy, żeby przeżyć.

Gdyby mnie więc ktoś zapytał: i jak tam w ten weekend było? Odpowiedziałbym, że fajnie i super.

Wyobrażam sobie jednak bardzo podobny dialog, z którego w tej samej sytuacji morał płynąłby wręcz przeciwny. A wyglądałby on mniej więcej tak:

- No i jak tam dzisiaj było?

- Fajnie. Super.

- Rozbiłeś sobie głowę?

- Nie.

- Zgubiłeś rękawiczki?

- Nie.

- Dali ci coś niedobrego do jedzenia?

- Nie.

- Byłeś smutny?

- Nie.

- Musiałeś robić coś, czego nie lubisz?

- Nie.

- Musiałeś się spieszyć?

- Nie.

- Pokłóciłeś się z kimś?

- Nie.

- Czyli nic niefajnego się nie działo?

- Nic. Super, nie?

Więcej o: