1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Na krechę

Zawsze zastanawiałem się, skąd się bierze tylu siwych ojców. Dziś już wiem. To tatusiowie, których dzieci po jednym dniu nauki jazdy na nartach postanowiły zjechać czarnym szlakiem.
P itu wpatrywał się podejrzliwie w sprzęt.

- Nigdy w życiu tego nie założę - powiedział wreszcie.

Zbił nas z pantałyku. Co mieliśmy zrobić?

- O nie, bardzo się boję - wzdrygnął się.

- Ale przecież mówiłeś, że... - spróbowałem.

- Nie, boję się. Nie chcę! - wrzasnął i zwiał z pokoju.

Popatrzyliśmy na rozłożone narty, kijki, buty i kaski przygotowane dla naszych dzieci. Przyjechaliśmy w góry, Pitu i Kudłata nie mogli się doczekać śniegu i pierwszego w życiu zjeżdżania. A co teraz? Żebyśmy jeszcze ich zmuszali, ale gdzie tam. Sami chcieli nauczyć się jeździć. A teraz Pitu zamknął się w łazience.

- Ja spróbuję - mruknęła Kudłata z wahaniem.

Na stok poszliśmy w czwórkę. Kudłata, usiłując nie zaplątać się w narty, a Pitu bez nart i wielokrotnie zaznaczając, że nie zamierza wkładać nic na nogi.

- To niebezpieczne - powtarzał. - Można się na przykład zabić, nawet w kasku.

- Nie martw się. Instruktor będzie z tobą. Nic ci się nie stanie.

- A jak się przewrócę - burknął. - Albo wpadnę na drzewo. Zobacz, jak tu stromo. Nie zjadę.

Po drodze minęło nas kilku czterolatków, szusując w dół. Pitu odprowadził ich groźnym spojrzeniem.

- To co, zaczynamy? - powitała ich instruktorka.

- Dziewczyna? - zdziwił się Pitu po cichu.

- To co, ruszamy! - zakomenderowała instruktorka.

Pitu wskoczył w buty narciarskie i włożył kask. Po kilku minutach razem z Kudłatą i instruktorką stali już w kolejce do wyciągu.

Wrócili szczęśliwi. Następnego dnia po kolejnych lekcjach Pitu zaczął narzekać.

- Za krótko było, chodź tato, przejedźmy się teraz razem. Wjechaliśmy wszyscy na samą górę.

- Pojedziemy tędy. - Pitu machnął ręką.

Mignął mi czarny znaczek trasy, a po chwili zobaczyłem stok opadający raptownie w dół.

- To czarna trasa, wracajcie! - wrzasnąłem. - To niebezpieczne!

- Nic ci się nie stanie. - Pitu machnął rękawicą.

Nie miałem czasu odpowiedzieć, bo koło mnie przemknęło coś zielonego w tempie ekspresu.

- Kudłata lubi zjeżdżać na krechę. - Pitu westchnął. - Jak się boisz, to możesz zjeżdżać wolniej - zezwolił łaskawie i pomknął w dół.