1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Seksapil

W sklepie Pitu znosi do wózka batoniki w ilościach hurtowych. Kudłata kręci sobie włoski i nieśmiało się uśmiecha.
Chłop to chłop, lubi sobie zjeść kotleta czy kiełbachę. Jak się zatnie, to nie popuści, jak się obrazi, to przyłożyć potrafi. Jak coś chce, to wrzaśnie, przyłoży z piąchy i weźmie. No a kobietka też wiadomo. Wiotka, szczupła, o linię musi dbać. Kiełbachy nie ruszy, skubnie sałatki, ogóreczka, jogurciku. Siły nie ma, to działa sprytem, a swoje i tak dostanie.

Co to? Zbiór wyświechtanych mądrości ludowych? Materiał do zirytowania feministek, że niby kobiety są do czegoś zdeterminowane przez płeć? Garść truizmów? Nie, to nasze dzieci.

Pitu siedzi nadęty przy stole. Przed nim na talerzyku dwa kotlety - i tyle. Ziemniaczka nie ruszy, marchewka to gorzej niż diabeł, o sałacie nie wspominając. Obok Kudłata. Kotlety rzuca kotu, bo przecież wie, że na kotlecie się utuczy. Przed nią na talerzyku kalafiorek, zielony groszek i ogóreczek, który skubie z wdziękiem.

Pitu je kotleta, trzyma swoje samochodziki jak kwoka - pod krzesełkiem. A Kudłata jak to kobieta - łakomie spogląda jak by tu je wyciągnąć.

- Daaaj - wyciąga łapę do Pitulka. Pitulek oczywiście reaguje jak mężczyzna, czyli grzmoci ją w czoło i ryczy: - Nie dam samochodu.

Kudłata frasobliwie pociera się czoło i próbuje z innej strony. Kradnie Pitu kotleta i w nogi. A Pitu - wiadomo przecież, co robi facet, któremu zwinęli kotleta. Dogania Kudłatą i wali ją w plecy, no ale przecież ona nie ukradła mu kotleta, żeby go zjeść. Pada na ziemię i płacze, ale to tylko zasłona dymna. Nadbiega Mama i tłumaczy Pitulkowi, że nie wolno bić i kopać siostrzyczki. Siostrzyczka tymczasem cudownie zdrowieje i leci do samochodzików Pitulka, które są teraz zupełnie niepilnowane.

Pitulek spostrzegł, że coś jest nie tak, i pędzi policzyć samochodziki, a Kudłata już siedzi i udaje, że je kalafiorka. Tylko że jeden samochodzik wystaje jej z nogawki, ale na szczęście Pitu liczy na razie tylko do trzech i nie zauważa manka.

Mówię, że jestem zmęczony, a Monika dziwi się, że taki fantastyczny facet jak ja bywa zmęczony. Właściwie to jestem wypoczęty.

Zabieram chłopa i kobietkę do piaskownicy. Pięć minut spokoju, a potem Pitu ryczy, bo chłopiec porwał mu traktor. Pitu leci, żeby walnąć go rączką i nóżką, a chłopiec się odgryza. Zabieram wierzgającego i odgrażającego się Pitu na bok i tłumaczę, że jednak konflikty będziemy rozwiązywać inaczej. Kudłata tymczasem w zamyśleniu kręci sobie włoski na paluszku, potem nieobecnym ruchem nabiera foremkę, piasku i sypie chłopczykowi za koszulę i dam głowę, że wszyscy prócz mnie uwierzą, że to przypadek. Chłopczyk się otrząsa Kudłata podaje mu jego własną łopatkę, chłopczyk dziękuje, Kudłata znika.

A gdzie schowała łup? Ma go w kieszeni, zamyślona głaszcze się po traktorze, który właśnie zwinęła chłopczykowi, kiedy odwróciła jego uwagę...

Idziemy do sklepu. Sklep to ciężka przeprawa. Pitu przypuszcza atak na batoniki, które znosi do wózka w ilościach hurtowych.

- Może lizaczka - proponuję. - O nie, na pewno nie dziesięć batoników.

Pitu pada na ziemię, kiedy słyszy taką niemoralną propozycję i zapłakuje się do utraty tchu. Po kwadransie udaje mi się go jakoś podnieść, on protestuje wielkim głosem, że krzywda mu się dzieje. Kudłata cichutko kręci sobie włoski i nieśmiało się uśmiecha.

Pitu tymczasem tupie z wściekłości, bo nie zgodziłem się na zabranie ze sklepu kilkunastu samochodzików

Wreszcie wychodzimy. Pitu zły jak osa, ja wykończony, tylko Kudłata szczęśliwa i uśmiechnięta. Tylko co znaczą te czekoladowe plamy na buzi? Te resztki papierka po batoniku w kieszeni, ten samochodzik wystający z łapki? Jak ona go wyniosła?

Wracam do domu z silnym przeświadczeniem, że może tak obaj z Pitulkiem nauczylibyśmy się czegoś od kobiet. Zaraz, jak to się robi? Kręci się włoski, a potem... Właśnie, co potem?