1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dwa oblicza wolności

A może przyszedł już czas na tapczanik? - zastanawiała się matka mojego syna.
Pitulek jeszcze tydzień wcześniej ucztował przy stole niczym Kmicic z "Potopu". Napił się z filiżanki i rzucał ją za siebie. Zjadł kanapeczkę i pusty talerzyk lądował na podłodze. Teraz jednak najwyraźniej przeżył przemianę duchową. Zjadał śniadanko, składał naczynia i szedł z nimi do zmywarki i pracowicie układał je w pojemnikach.

- Może chory? - dziwiłem się.

Pitu jednak był zdrowy, a dobre wychowanie wręcz z niego emanowało. Na ulicy już nie pędził na oślep przed siebie, roztrącając przechodniów, a potem wierzgał cudem wyciągany spod samochodów. Przeciwnie, domagał się grzecznego chodzenia za rączkę.

W zamian chciał jednego - odrobiny wolności.

- Popatrz, tato, jaki jestem nieszczęśliwy - zdawał się mówić, szarpiąc za łóżeczko. - Nie mogę wyjść z tego cholernego łóżeczka, to niesprawiedliwe. W końcu wy możecie wyjść ze swojego, kiedy tylko chcecie, prawda?

- Może już czas na tapczanik? Albo łóżko z wyjmowanymi szczebelkami - sugerowała Monika.

- Bo ja wiem - skrzywiłem się. - Coś mi tu nie grało. Tapczanik? Przecież Pitu przez sen czołga się po łóżeczku chyba kilka kilometrów. Zaraz by zleciał z tapczanika i popełzł przez sen do kuchni.

- No to wyjmowane szczebelki - kusiła Monika.

- Obudzi się rano, wyjdzie i będzie się pobawi.

- Bo ja wiem - gdybałem. Wciąż czułem, że coś jest nie tak.

- Eeee, taaa - zachęcał mnie Pitu. - Wszystko będzie OK - zdawał się mówić.

- Same korzyści - wyliczała Monika. - Zamiast budzić się rano do Pitulka ryczącego, żeby uwolnić go z łóżeczka, pośpimy sobie dłużej. Tymczasem on sobie wyjdzie, pochodzi po pokoju, pobawi się, a jak mu się zacznie nudzić - zapuka do drzwi. To świetny pomysł.

- Uuuu - przytaknął Pitu.

Poszliśmy do sklepu i kupiliśmy łóżeczko z wysuwanymi szczebelkami. Radości było co niemiara. Pitu podawał mi śrubokręty, a kiedy łóżeczko stanęło gotowe, natychmiast wszedł do środka.

- A nie mówiłam? - rozpromieniła się Monika.

- Uwielbia to łóżeczko.

Położyłem się pełen złych przeczuć. Rano obudziła nas cisza. Wreszcie po cichu zdecydowaliśmy się zajrzeć do pokoju Pitulka. Siedział na podłodze i układał tory drewnianej kolejki.

- A nie mówiłam? - ucieszyła się Monika.

W tym momencie można by skończyć opowieść krzepiącym ducha morałem, że dzieciom trzeba uwierzyć i dać im odrobinę wolności a zwolennicy tej tezy powinni przestać czytać.

Niestety, po pierwszym dniu nastąpiły następne. Kolejnej nocy obudziły mnie głośne kopniaki w drzwi. Za drzwiami stał Pitu, spakowany do wyjścia. Trzymał butelkę, buciki, misia i łopatki.

- O, synu, a ty gdzie? - przetarłem oczy, patrząc na zegarek. Była czwarta rano.

Pitu podreptał do drzwi wyjściowych i zachęcająco wyciągnął rączkę.

- Spacer? O czwartej? Zgłupiałeś? Do łóżka!

Skonfiskowałem zabawki, odniosłem protestującego Pitu do łóżka.

Niestety, ledwo zmrużyłem oczy, obudziło mnie walenie w drzwi. To Pitu na rowerku usiłował sforsować przeszkodę. Rowerek został skonfiskowany, a Pitu wsadzony do łóżeczka.

O szóstej rano dalej był remis. Skonfiskowałem już wszystkie zabawki, więc Pitu zaczął się bawić wyrzucaniem ubrań z szafy. O siódmej padliśmy. Pitu na podłodze, ja na dywaniku.

Jeśli chodzi o wolność - została cofnięta do odwołania.