1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Ławka kar

Wydawało nam się, że wychowanie dwojga dzieci będzie tylko troszkę trudniejsze niż jednego...
Zanim zostaliśmy rodzicami Pitulka, nie zwracaliśmy specjalnie uwagi na rodziców z dziećmi. Mama, tata i dziecko - nic normalniejszego pod słońcem. Kiedy pojawił się Pitu, zaczęliśmy doceniać posiadaczy dzieci.

- Oho, ten to dopiero zaczyna chodzić - mówiliśmy sobie, obserwując jakąś parę z dzieckiem w wózku. - Zaraz da im popalić.

Albo z rodzajem mściwej solidarności, pamiętając młodego Pitu, kiwaliśmy głowami, zachwycając się kilkutygodniowym bobasem: - Aha, cały dzień śpi. Oj niedługo, niedługo tak będzie sobie spał.

Posiadanie i próba wychowania jednego Pitu wydawała się zadaniem ponad siły pary dorosłych ludzi - cóż więc mówić o posiadaniu dwóch Pitulków.

Kiedy pojawiła się Kudłata - siostra Pitulka - przez bardzo krótką chwilę wydawało nam się, że wychowanie dwojga dzieci będzie tylko troszkę trudniejsze niż jednego.

Pitu zachwycił się Kudłatką od razu.

- Mały dzidzia. Dzidzi okej - powiedział.

- Widzisz - przekonywała Monika. - A tak się bałeś, że się ze sobą nie dogadają. Popatrz tylko, jak Pitu kocha siostrzyczkę.

Rzeczywiście. Pitu był zachwycony. Donosił Kudłatej butelkę, ubranie (nie wiedzieć czemu proponował, żeby ją ubrać w moje podkoszulki, ale liczą się w końcu intencje).

Idylla trwała do momentu, kiedy Kudłata postanowiła, że koniec z leżeniem i gapieniem się w sufit - teraz jest czas na poznawanie świata - i zaczęła się przemieszczać na czworakach po domu.

Nie wiem, w jaki sposób to robiła, ale zawsze znajdowała się w centrum wydarzeń. Jeśli jakiś zdesperowany kot strącał ze stołu garnek, można było być pewnym, że na dole siedzi Kudłata i z zainteresowaniem spogląda na spadający obiekt.

Jeśli Pitu postanowił wyjąć książkę z samego spodu i stos właśnie się walił, to z pewnością walił się na Kudłatą, która szeroko otwartymi oczami oglądała katastrofę.

- Ona jest jak reporterka wojenna - westchnąłem pewnego razu. - W samym środku wydarzeń.

Zaraz potem Kudłatka zabrała się za zdobywanie przestrzeni. Jeszcze całkiem niedawno sprawa była prosta. Wszystkie zabawki w domu należały do Pitu, a mała żółta kaczuszka - do Kudłatej (tak przynajmniej sądził Pitu). Teraz Kudłata pędziła na czworakach, chwytała traktor Pitu i odpełzała, jak mogła najszybciej. Pitu pędził za nią, odbierał traktor i wychowawczo walił ją po głowie przyczepą.

Co chwila z któregoś zakamarka mieszkania dobiegał wrzask. To Kudłata, której nic nie nauczyło poprzednich 469 nieudanych prób, spróbowała znowu gwizdnąć samochodzik Pitu.

- Synu, rozumiem że to twój samochodzik, ale nie można tak tłuc siostrzyczki - spróbowaliśmy umoralnić Pitu.

Niestety, jedyny efekt to klocek, którym walnął ją w oko. Pogadanki nie pomogły.

Niepostrzeżenie zamieniliśmy się w sędziów piłkarskich. Jeśli będzie ją bardzo tłukł, to odeślemy go na ławkę kar - do jego pokoju, żeby zastanowił się nad swoim zachowaniem, wymyśliliśmy.

- Faul - zawołałem, kiedy Pitu znowu popchnął Kudłatkę i nabiła sobie guza. - Popatrz, płacze, boli ją - tłumaczyłem. Nie wolno bić siostrzyczki.

Nauka nie poszła w las. Po godzinie reporterka wojenna znowu padła na polu bitwy z rozciętą przez Pitu wargą.

- Faul, faul - wołał Pitu, zwiewając do pokoju. - Pitu kara teraz - wyjaśnił z ważną miną. - Nie wolno bić siostrzyczki.

- I co teraz? - popatrzyliśmy po sobie. - Sam siebie posłał na ławkę kar.

Zadzwonił telefon. Znajomi pytali, czy wychowanie dwójki jest dwa razy trudniejsze niż jednego, bo myślą o drugim dziecku.

- Bo ja wiem? - zastanowiłem się. - Jakieś 50 razy?