1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Na dziecko!

Jako tata Pitulka inaczej oglądam filmy. Opowieści o napadzie na bank zupełnie nie robią na mnie wrażenia.
Spójrzmy bowiem tylko: grupa ludzi drąży podkop przez wiele miesięcy albo przebiera się za kogoś, ewentualnie za pomocą arsenału, który przewyższa zapewne siły przeciętnej polskiej jednostki wojskowej, forsuje mury banku. Błąd - wystarczyłby jeden Pitulek.

Oczywiście Pitu nie wywali dziury w pięciometrowym murze, do tej pory jego największym osiągnięciem jest trafienie talerzem w kota, który uciekając, strącił wazę, która upadła na stół, który... Wśród ofiar były dwa martwe talerze, dwie zabite filiżanki i poważnie ranny wazonik - to jednak nie wystarczy do rozwalenia banku. Rabunek na Pitulka wyglądałby inaczej. Wchodzę z Pitu do banku. No cóż, z jakiegoś niewyjaśnionego powodu Pitu robi wstrząsające wrażenie na paniach w każdym wieku. Urzędniczki zbiegają się. Pitu w środku prowadzi ożywioną dyskusję.

- Kotek - mówi Pitu, wskazując na kalendarz na ścianie.

- Och, och, och - wołają urzędniczki. - Powiedział "kotek". Jaki on mądry.

Zaraz zjawia się strażnik. - Jaki on podobny do mojego wnusia - mówi i kuca przy Pitu. Pitu uśmiecha się i, jak to on, zaczyna gadać jak najęty: - no buba, kotek, tak, kaka. Mógłbym teraz spokojnie udać się do skarbca i wypłacić sobie kilka worków banknotów. Jak znam życie, zachwycone urzędniczki zapędziłyby strażnika do pomocy w ładowaniu. W końcu jestem ojcem, muszę mieć wolne ręce i uważać na dziecko.

Pitu jest oczywiście uniwersalny. W zasadzie jest mu wszystko jedno, czy zabawia panią w banku, na poczcie czy w sklepie.

- Chciałem odebrać list polecony - mówię w okienku na poczcie.

- Poproszę awizo i dowód osobisty - odpowiada urzędniczka.

- No cóż, jeśli chodzi o awizo, to zgubiłem, a dowodu zapomniałem - uśmiecham się rozbrajająco. Urzędniczka już się naburmusza, kiedy nadciąga Pitu.

- Koteeek - zaciąga śpiewnie.

- O, a ile on ma? - rozczula się urzędniczka.

- Półtora roku - informuję. - Właśnie tak sobie spacerujemy...

- Oj tak, z dzieckiem to człowiek jest roztrzepany - uśmiecha się urzędniczka. - Moja siostra to zapomniała raz kluczy do domu.

- Właśnie - przytakuję. - Z dziećmi to już tak jest. Trzeba by wrócić do domu, poszukać tego awiza, no a mały wiadomo. Jak już wyszedł, to nie chce wrócić.

- Oj tak, tak - wzrusza się pani w okienku. - To już dam panu ten list. Mówi pan, że jak pan się nazywa?

- Nazywam się tata Pitulka, to jest, przepraszam, nazywam się Talko (ale właściwie mógłbym się nie ograniczać i podać dowolne nazwisko).

Potem jedziemy z Pitu do urzędu skarbowego. Kolejne wyzwanie dla Pitu.

- Miał pan zgłosić się tydzień temu - groźna urzędniczka mierzy mnie zza okularów stalowym wzrokiem. Wtedy zza pleców wyskakuje mi Pitu.

- Oooo - dziwi się teatralnie i zaczyna udawać samolot.

- Wie pani, jak to jest z dziećmi.

- Ale pan już dzieckiem nie jest - burczy urzędniczka, ale jakby już mniej nastroszona.

- Czasem tak - oponuję. - Wczoraj na przykład łobuz oblał mnie wodą i uciekł. No to go dogoniłem i też oblałem.

Pitu śmiało podchodzi do biurka i mówi:

- Oooo, to to.

- Nie mogę ci tego dać, kochanie - uśmiecha się urzędniczka, zabierając akta. - Ale masz tu karteczkę i porysuj sobie.

Reszta jest już prosta. Wracamy do domu, zahaczając o cukiernię.

- Na dziś koniec roboty - mówię Pitu. - Ale jutro musimy załatwić sprawę z rachunkiem telefonicznym.

- Eeee - macha ręką Pitu.

Eeee. No jasne. Co to dla niego.