1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Sąd

Mam już dość ich nieustających kłótni. Koniec! Dzwonię na policję.
Biorę telefon i wykręcam numer.

- Halo, komisariat? Posterunkowy Sumiński? Witam serdecznie. Tak, znowu się kłócą - dzieciaki jeszcze przed chwilą się okładały, w nosie miały moje prośby i monity, ale teraz słuchają zaciekawione.

- Nie mam pojęcia, o co poszło. To znaczy Antonina Kwaśniewska twierdzi, że została uderzona pięścią w głowę.

- On mnie uderzył.

- Nie, to ty mnie uderzyłaś.

- Ale ty pierwszy!

- Nie, to ty pierwsza!

- Słyszy pan, co się tutaj dzieje? Proszę przyjechać i zrobić z tym porządek - odłożyłem telefon. - Zaraz przyjedzie.

- Naprawdę?

Mrugnąłem do nich okiem, bo trochę się przerazili, a potem podszedłem do drzwi i wyjrzałem przez wizjer.

- Naprawdę przyjedzie?

Zapukałem w drzwi. Tak, żeby nie widzieli.

- Ktoś puka - powiedziałem.

- Naprawdę, zadzwoniłeś po policję?

Otworzyłem drzwi, wyjrzeli, oczywiście nikogo nie było. Ale byłem ja.

- Witam serdecznie, posterunkowy Sumiński - powiedziałem, zamykając drzwi. - Wasz tata dzwonił do mnie, mówił, że znowu macie spór. I on już nie ma siły, więc ja, Sumiński, zrobię to, co trzeba. Proszę za mną, idziemy do sądu.

Zaprowadziłem ich do pokoju. Wziąłem dwa krzesła, ustawiłem obok siebie. Tosię postawiłem za oparciem jednego, Frania za oparciem drugiego - wyglądali, jakby stali na mównicach.

- Sąd idzie! - wrzasnąłem i wcieliłem się w rolę sędziego. Usiadłem na krześle naprzeciwko nich.

- Czy jest na sali Antonina Kwaśniewska?.

- Jestem. - Tosia wyprężyła się na baczność.

- Czy jest na sali Franciszek Kwaśniewski?

- Jestem. - Franek wyprężył się tak jak Tosia. On w ogóle we wszystkim ją naśladuje.

- Proszę pani - zwróciłem się do Tosi. - Proszę opowiedzieć, jak było.

- Bo ja bawiłam się zabawką i wtedy on.

- Nie, to ona...

- Cisza, teraz mówi pani Antonina - upomniałem podsądnego Franciszka. - Za chwilę pan będzie miał okazję przedstawić swoją wersję zdarzeń.

Tosia opowiedziała, jak to było. A potem Franio.

Prawdę mówiąc, niewiele to zmieniło, jeśli chodzi o ustalenie stanu faktycznego, ale przynajmniej się słuchali. Potem, jako sąd oczywiście, zadałem im kilka pytań: Czy bicie się to dobry sposób rozwiązywania sporów? Jak inaczej można to robić?

Pogadaliśmy o tym chwilę i w końcu ryknąłem:

- Cisza! Sąd wyda wyrok!

- Pani Antonino, sąd uznał cię winną bicia Frania.

- No, ale ja.

- Panie Franciszku, sąd uznał cię winnym bicia Tosi.

- No, ale ja.

- Cisza! - ryknąłem. - Teraz sąd wypowie się na temat kary.

Próbowali protestować, ale im zagroziłem, że wezwę posterunkowego Sumińskiego.

- Zważywszy ogrom waszej winy oraz to, że są wakacje, sąd zdecydował, że w tej chwili macie iść wykąpać się w morzu!

- Hurra!

- Ale wcześniej macie się jeszcze uścisnąć na zgodę.

I tak też się stało.