1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Niewidomy tata

Sześć lat temu, po wypadku, Sebastian stracił wzrok. Ale pokonał depresję i nauczył się na nowo żyć. Pracuje i jest tatą 4-letniego Frania.
Jak wspominasz moment narodzin Frania?

Z Frankiem "poznaliśmy się" 27 listopada 2009 roku. Wcześniej wybrałem mu imię - podczas trójwymiarowego badania USG lekarz zapewnił, że to chłopiec.

Byłeś przy porodzie?

To była niezamierzona obecność. Chociaż uważam się za twardego faceta - uznałem, że nie dam rady. Karolina (moja była żona - jesteśmy po rozwodzie) pojechała do szpitala. Miałem czekać w domu na wiadomość. Ale nie wytrzymałem, pojechałem do szpitala z przyjacielem. Lekarz zaprowadził mnie na salę porodową. Poród już trwał. Okazało się, że dziecko jest nieprawidłowo ułożone i żona musi mieć cesarskie cięcie. Wyproszono mnie i niedługo potem położna przyniosła mi syna. To była niezapomniana chwila! Dotknąłem go, pocałowałem. Spał.

O czym wtedy myślałeś?

Najbardziej obawiałem się, czy nie jest głodny, ale położna powiedziała, że gdy mama wybudzi się z narkozy, nakarmi go. Czekałem z niecierpliwością. Byłem podekscytowany, ale i pełny obaw. Myślałem o cudzie życia. Najpierw rośnie taka iskierka w brzuchu. Potem rodzi się - samodzielnie oddycha, ale jest taka bezbronna. Franek dostał 10 punktów. To wielka radość, gdy dziecko jest zdrowe. Nie bałem się o wzrok synka, tego się nie dziedziczy.

Jak wspominasz pierwsze dni w domu?

Po paru dniach żona z Franiem przyjechali do naszego mieszkania w Pruszkowie. Byłem trochę przerażony. Na początku wszystko przy dziecku robiła Karolina, a ja zasypywałem ją tysiącem pytań: czy na pewno ma sucho, czy nie jest głodne, czy nie leży na brzuchu, czy ma smoczek. Jednak powoli oswajałem się z nową sytuacją. Zacząłem od noszenia Frania - na początku w nosidełku, potem na rękach. Odkryłem, że najwspanialsze są chwile przytulania miniaturowych nóżek, rączek, paluszków Tuliłem go, śpiewałem - choć nie potrafię śpiewać. Nauczyłem się też przewijać i kąpać Frania.

Nie widząc?

To nic skomplikowanego. Ty widzisz, więc świat poznajesz poprzez zmysł wzroku. Po utracie wzroku nauczyłem się poznawać świat poprzez inne zmysły, jak choćby węch, słuch czy zmysł odczuwania temperatury. Wyczuwam nastrój, w jakim jest Franek, bo go znam. Inaczej płacze niemowlę, kiedy chce pić, inaczej, gdy ma mokro, a inaczej, gdy się nudzi.

Pamiętam pierwsze przewijanie. Dotykałem Frania powoli, delikatnie - wszystko miał takie malutkie. Oczywiście obsikał mnie - było śmiesznie. Ale trening czyni mistrza. Brałem Franka na ręce i szliśmy do łazienki. Myłem go pod kranem dokładnie i delikatnie. Potem osuszałem, kremowałem, całowałem i zakładałem czystą pieluchę. Miałem świadomość, że niedokładne umycie może skończyć się odparzeniem i bólem.

Po trzech miesiącach samodzielnego mieszkania przeprowadziliście się we trójkę do domu twojego ojca.

Zamieszkaliśmy z moim ojcem w przestronnym domu z ogrodem. W bezpiecznym ogrodzie, znając topografię terenu, mogłem wychodzić z wózkiem na powietrze. Jeśli chodzi natomiast o spacery "na zewnątrz", to jestem realistą, zdaję sobie sprawę ze swoich ograniczeń. Fakt, codziennie poruszam się z psem przewodnikiem do pracy i z pracy (pociągiem, autobusem, tramwajem na trasie: Pruszków-Warszawa), ale Franio jest jeszcze za mały na wyprawy tylko ze mną. Coś przyciągnie jego uwagę, może się nagle oddalić, ktoś wpadnie na niego, zrobi mu krzywdę Bezpieczeństwo dziecka jest najważniejsze. Na co dzień Franio poznaje bliższe i dalsze okolice z dziadkiem.

A jak było z karmieniem?

Franio był karmiony piersią przez dwa miesiące. Potem przeszliśmy na butelkę. Niewidomi są wyposażeni w takie specjalne przyrządy, jak np. czujnik cieczy, więc nie miałem problemu z przygotowaniem odpowiedniej ilości. Za to szczególnie radośnie wspominam moje pierwsze karmienie Frania serkiem. Synek uznał, że to musi być fajna zabawa - i była. Kuchnia i my wyglądaliśmy masakrycznie! Franio szybko nauczył się samodzielnie jeść, nie było mowy o karmieniu - chciał jeść sam!

Czy ty gotujesz?

Tak, i naprawdę nie zacinam się przy obieraniu ziemniaków [śmiech]. Czasem pichcimy wspólnie z Franiem (robimy np. jajecznicę czy kotleciki), ale rzadko - powodem jest brak czasu (pracuję), więc gotowanie jest domeną mojego ojca.

Czy przemeblowywaliście mieszkanie, gdy Franio zaczął chodzić?

Nic nie zmienialiśmy w domu, z wyjątkiem urządzenia pokoju dla Frania. Gdy dziecko zaczyna chodzić, to zaczyna być go "więcej", więc trzeba bardziej uważać. Wtedy rolę moich oczu przejmowały uszy. Oczywiście chodziłem też za nim, sprawdzałem, czy nie ma czegoś w buzi. To go potwornie irytowało. Synek nigdy nie oblał się czymś gorącym, nie spadł ze schodów, choć płotka nie było. Raz tylko dotknął gorącego kominka i potem obchodził go dużym łukiem. Gdy Franek nauczył się cichutko skradać (taki rodzaj zabawy), to realizowałem swój chytry plan ze skarpetkami pszczółkami, które wydawały dźwięki podczas stąpania.

Wspomniałeś o rozwodzie.

Rozstaliśmy się niedługo po narodzinach syna. Wiele czynników się na to złożyło. Bez winy też nie jestem. Karolina jest ode mnie 10 lat młodsza, miała inne spojrzenie na życie. Odeszła. Uregulowaliśmy sprawy rodzinne w sądzie. Część praw wziął mój ojciec, gdyby sąd nie chciał przyznać praw rodzicielskich niewidomemu. Najsmutniejsze dla Frania są chwile, gdy mówi się o mamie, np. w Dniu Mamy.

Jak spędzasz wolny czas z synkiem?

Teraz, gdy dzień jest krótki, to najczęściej w domu - oglądamy bajki, słuchamy audiobooków, Franek "czyta" mi swoje ulubione książki (uwielbia Kubusia Puchatka). Franio jest fanem "Zygzaka", więc organizujemy wyścigi samochodowe na wykładzinie imitującej drogę. Budujemy garaże z klocków, wymyślamy fikcyjne postaci. Próbowaliśmy zapasów, ale na razie zaniechałem, bo syn przenosił to do przedszkola, a to nie było bezpieczne.

Jak jest lepsza pogoda, to gramy w piłkę w ogrodzie. Ja stoję na bramce, a Franek strzela gole. Jak mi się uda obronić piłkę, to ja jemu strzelam. Najbardziej jednak lubimy wyścigi na hulajnogach wokół domu. Moja hulajnoga jest bardzo zdezelowana - uderzyłem nieraz w ścianę, straciłem orientację w przestrzeni. Każdy ma prawo się przewrócić.

Jaki jest twój syn?

Jest blondynem. Ma ciemną oprawę oczu i chabrowe tęczówki. Nie jest ani za szczupły, ani gruby - "w sam raz". Z wyglądu przypomina Karolinę (to atrakcyjna dziewczyna), a z charakteru - mnie, jest wrażliwy i wygadany.

"Chabrowe" oczy? Skąd o tym wiesz? Bliscy ci opisują?

Też. Ale mam w swoim iPhonie specjalną aplikację Tap Tap See - po zrobieniu zdjęcia jest ono przesyłane do ludzi tworzących bazę danych i wolontariuszy, którzy błyskawicznie opisują, co znajduje się na zdjęciu, a ja odczytuję informację w formie głosowego komunikatu.

Jak dziś postrzegasz siebie?

Sześć lat po wypadku mogę powiedzieć, że doszedłem do stabilizacji psychicznej. Mam pracę, która daje mi satysfakcję - pracuję w Fundacji Inicjatyw Psycho-Edukacyjnych Po-Mocni i jako wolontariusz w przedszkolu terapeutycznym. Twardo stąpam po ziemi. Mam silne poczucie własnej wartości. Syn wyznaczył azymut mojemu życiu, żyję dla niego.