1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Pasja

Potrafią już chodzić, jeść, załatwiać się, jeździć na rowerze. A Tosia to nawet już czyta. No, to teraz przydałoby się
Przydałoby się jakieś zainteresowanie. Czyli coś, co można by rozwijać tak, by w przyszłości czerpać z tego radość i zdrowie. Coś, czemu można by poświęcić tak zwany czas wolny. W ogóle coś, co mogłoby być jakimś powodem do życia lub jego osłodą.

Czy mają więc to być narty?

A może piłka nożna?

Pianino, pływanie, malarstwo, surfing?

A może jazda konna?

Żeglarstwo, nurkowanie, latanie na paralotni...?

Ku czemu się skierować? Czemu się oddać, poświecić, w co się zaangażować? A może we wszystko po trochu i oni już sobie wybiorą?

Czasami napadają mnie takie myśli, nic na to poradzić nie mogę. Zwłaszcza jak słyszę, że synek kolegi, córka koleżanki

Trzeba się decydować, a potem się wziąć i to zorganizować. I to szybko. Bo czas leci jak opętany. Zanim się obejrzę, Tosia będzie miała osiem, a Franio pięć lat.

- A ty masz coś takiego? - zapytała żona, matka moich dzieci. I bardzo mądrze mnie zapytała, bo to nie sztuka wziąć instruktora, komuś coś zorganizować - to tylko kwestia kasy.

Dostałem kiedyś zaproszenie na kurs savoir vivre'u dla dzieci. Polegać to miało na tym, że rodzice przyprowadzają dzieciaki, a instruktorzy uczą je, jak się zachować przy stole. Bo to przecież strasznie irytujące, że dzieci nie potrafią zachować się przy stole. Po co z nimi się więc użerać, skoro można je przyprowadzić i ktoś to zrobi za nas. I to lepiej. Znacznie lepiej. Bo fachowo.

Czterysta złotych to kosztowało i pamiętam, że jak to przeczytałem, to się zacząłem śmiać. No, bo czego ci rodzice mają nauczyć dzieci, skoro nawet czegoś takiego jak bycie przy stole nie mogą ich nauczyć. A potem pomyślałem, że widocznie ci rodzice nie lubią spędzać czasu ze swoimi dziećmi, tylko wolą siedzieć w pracy, zarabiać kasę, a potem wydawać ją na to, by robił to kto inny.

Pamiętam też coś takiego: plaża, na piasku jakaś mama, jakiś tato, oboje raczej tłuści. Przy nich kosz z prowiantem, a przed nimi chłopak. Mniej więcej sześcioletni. Równie tłuściutki jak oni. A obok niego dziewczynka. Tak na oko trzyletnia. Szczuplutka i zwinna jak fryga.

- Biegaj za nią - mówi mama.

- Biegaj - dodaje tata.

- Ale mamo! - Chłopczyk najchętniej położyłby się przy nich, sięgnął do tego kosza

- Biegaj!

- Ojeju, mamo...

Może więc jest tak, że jeśli chcę, by moje dzieci czymś się zajęły, czymś zainteresowały, muszę sam to zrobić. A potem je w to wciągnąć. A przy okazji może też żonkę? Czyli, wychodzi na to, że znowu mam robotę! Ale na razie

- Tato, pobawmy się w tarmoszenie.

- Znowu?

- Oj tato.

- No dobra.

I już na mnie wskakują, siadają mi na głowie, skaczą mi po brzuchu, ściągają z łóżka, gilgoczą. A ja ich ściskam, zrzucam i podrzucam. No, ale czy to nie jest marnowanie czasu? No, powiedzcie sami?

Więcej o: