1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Babski wkurz rewolucyjny

Ostrzegam: to nie jest felieton dla mężczyzn. Jeśli jesteś mężczyzną, to albo to jest jakaś prawda o tobie i ta prawda cię zirytuje, albo jej tu nie ma i cała rzecz cię nie dotyczy. Tak czy owak, nic tu po tobie. To jest felieton dla wkurzonych kobiet.
Raz po raz kobiety piszą do mnie maile. Młode i stare, znajome, trochę znajome i całkiem nieznajome - a wszystkie pełne słusznego gniewu na mężczyzn w swoim życiu. Że znikają. Nagle lub stopniowo, jak kot z Alicji w krainie czarów. Że nie ma ich nawet wtedy, gdy niby są. Że obiecują i nawalają. Mniejsza, że kobietom, ale oni obiecują dzieciom. Ono czeka, on nie przychodzi, ona zostaje z rozpaczą i złością zawiedzionego malucha. Oni są bezkarni, a wy, drogie Wkurzone - bezradne i coraz bardziej wściekłe.

Skarżą mi się głównie dzieciate, bo one mają mniejsze pole manewru. Skarżą się na byłych, co nie płacą alimentów i jeszcze domagają się współczucia, że tacy są bez grosza i tak im głupio, że nie płacą. I na takich, którzy trwają w związku, ale wirtualnie. Jak już się w domu pojawią, to wkładają ogromny wysiłek w to, by w ten dom i ten związek nie włożyć żadnego wysiłku. Albo taki egzemplarz: wieloletni związek, kobieca obsługa, kilkoro dorosłych dzieci, i nagle: "Od lat mam inną, rozwód w przyszły czwartek". Wkurzona (l. 62) pisze, że przez lata była dla niego "gadającym mopem".

Wiadomo: Polska jest krajem, w którym "chłopaki nie płacą". Wiadomo: kobiety wykonują 80 procent prac domowych. Nie tylko u nas, to jest globalne zjawisko. ONZ szacuje roczną wartość bezpłatnej pracy kobiet na 11 trylionów USD. Ale co innego statystyki, a co innego babski wkurz w mojej skrzynce mailowej. "Jak mi w niedzielę z dumą oznajmił, że umył małemu głowę i wręcz domagał się, by go pochwalić, to myślałam, że rzucę w niego jakimś ciężkim przedmiotem. Mnie nikt nigdy nie pochwalił za umycie głowy, tyłka czy obcięcie paznokci dziecku, nawet jeśli robiłam to pierwszy raz! Ja mam mieć to wdrukowane w mózg, bo jestem kobietą, a facet to odkrywa jakąś obcą planetę!".

Autorka maila ma trzyletniego synka, którego nie ma z kim zostawiać, bo nie stać jej na przedszkole, a nie stać jej, bo ma trzyletniego synka, którego nie ma z kim zostawić, żeby iść do pracy. Prawda systemowa ma kształt błędnego koła, a prywatna to jakby cichy szantaż. Facet, który domaga się pochwały, jest panem sytuacji. Domaga się, bo może się domagać. Bo wie, że ona wie, że jak nie będzie odpowiednio chwalony, to może sobie pójść. A po pierwsze, to on tu trzyma kasę. Po drugie zaś, to dziecko go kocha. I Wkurzona w sumie też.

Moja znajoma wie, że tu nie chodzi o różnicę płci: "Tu nie trzeba emocji, żądzy opieki nad kimś, tylko precyzji - ubrać nie za lekko i nie za mocno, nakarmić tak, żeby nie przekarmić, ale i żeby głodne nie zostało, czy nalać wody nie za ciepłej, nie za chłodnej, włożyć do wanny, namydlić, spłukać, wytrzeć. Co to jest ta męska niemoc? Wyuczona bezradność?".

Raczej strategia. Celem jest wymuszenie na kobiecie, by wzięła na siebie całą pracę związaną z domem. Jej wkład ma być oczywisty, jego wkład ma podlegać logice prośby, pochwały i wdzięczności. Strategii jest kilka. Całkiem nieźle działa "to takie trudne, ty to zrobisz lepiej", ale godne polecenia są też: "to takie łatwe, po co mam zaprzątać sobie tym głowę"; "będę to zmywał dwie godziny, a pod koniec skaleczę się w duży palec" i "twoje standardy czystości i opieki są mi obce, jak chcesz je realizować, rób to sama".

Od gniewu poszczególnych kobiet powinna się zacząć rewolucja - tak jest w książkach. Jak się spotkają, jak sobie ten gniew i tę bezradność przegadają, to im wyjdzie, że coś większego jest na rzeczy niż niedobór sensownych facetów. To coś się nazywa patriarchat i należy go - śrubka po śrubce - rozmontować. No tak, ale to nie nastąpi zaraz. Na razie jest parę pilniejszych rzeczy do zrobienia. Trzeba dziecko ubrać (nie za lekko i nie za mocno), nakarmić (tak, żeby nie przekarmić, ale i żeby głodne nie zostało), nalać wody (nie za ciepłej, nie za chłodnej), włożyć do wanny (namydlić, spłukać) i wytrzeć. I wykonać tysiąc osiemset innych czynności, które są dla mężczyzn zbyt łatwe, zbyt żmudne, zbyt trudne (niepotrzebne skreślić). Męska strategia unikania prac domowych i opiekuńczych ma sens. Póki się nie zabiorą do roboty, nici z rewolucji.