1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Trudne pytania

Nie, tym razem nie chodzi o to, skąd się biorą dzieci. Ani dlaczego musimy kiedyś umrzeć. Chodzi o rzeczy najprostsze. Ale to wcale nie ułatwia sprawy.
- A z cego jest mówienie? - spytał Jaś któregoś dnia przy kolacji i spojrzał na nas wyczekująco.

- Mówienie to fale dźwiękowe, które docierają do naszych uszu i... - spróbował trafić mąż.

- Fale? - spytał z niedowierzaniem Jaś - Takie jak nad mozem?

- No, nie całkiem...

- Mówienie to sposób porozumiewania się - zaczęłam z innej beczki. - Bierze się z chęci porozmawiania z kimś. Psy szczekają, kiedy chcą się porozumieć z innymi psami, koty miauczą, a ludzie mówią.

- No ale ja tez potjafię scekac i miauceć. - zauważył przytomnie Jaś. - Ale skąd ono jest, to mówienie, no z cego?

- Z głosu. - odparła Julka. W końcu nie tak dawno była w wieku Jasia.

- No tak - zgodził się Jaś. - Ale ja myślę, ze tak napjawdę, napjawdę to z gajdła.

Ha! - okazało się, że pytanie o mówienie było z gatunku tych wymagających przede wszystkim usłyszenia, o co naprawdę pyta Jaś i udzielenia odpowiedzi najprostszej. Ale takie zdarzają nam się dosyć rzadko. Pytania Jasia zazwyczaj wymagają od nas niezłej gimnastyki umysłowej, dużej wiedzy z różnych dziedzin, a przede wszystkim odrzucenia "dorosłego" myślenia, wykrzesania z siebie odrobiny świeżości i fantazji. Zadawane sto razy dziennie, dociekliwie, niezmordowanie, z nieubłaganą, choć specyficzną logiką są dla nas odkrywaniem innego, fascynującego świata.

- Psewjóciłem się - oznajmia wracając z ogrodu Jaś, raczej ze zdziwieniem i namysłem niż z rozpaczą z powodu potencjalnych obrażeń.

- Tak?

- Właśnie.

chodziłem, chodziłem i jozmyślałem,

bo nie zjozumiałem, co do mnie mówiłaś psed wyjściem, i nagle się potknąłem, i bach! - relacjonował w skupieniu. - Dlacego cłowiek się psewjaca?

- Przewraca się, kiedy traci równowagę, kiedy na przykład się o coś potknie...

- Moze - szepnął z powątpiewaniem Jaś - Ale ja myślę, ze jest inacej - po pjostu co jakiś cas ziemia nagle hop! podskakuje i się do mnie psybliza.

Za każdym razem słucham takich wywodów z podziwem i lekkim politowaniem dla własnego, zgrzybiałego umysłu.

Zdecydowanie najlepiej radzimy sobie z pytaniami o konkrety. Skąd się wziął rower? Z czego jest silnik? Jak działają baterie? Kto wymyślił agrafkę? Kto wymyślił litery? Z czego zrobiona jest czekolada? A z czego zrobiony jest Jowisz? Jak się robi papier?

Przynajmniej raz dziennie sięgamy z Jasiem po encyklopedię i różne, najróżniejsze atlasy i leksykony dla dzieci. Dzięki tym książkom dowiedziałam się na przykład, że pług wymyślono w Mezopotamii, a sztuczne zęby na sprężynkach zmajstrował paryski dentysta trzy wieki temu. Te lektury sprawiają, że mogę jako tako pogadać z Jasiem, bez nich leżę.

Wprawdzie obudzona w środku nocy z zamkniętymi oczami wymienię bohaterów "Stu lat samotności", streszczę główne wątki "Czarodziejskiej Góry", a nawet zacytuję co nieco z poezji barokowej, ale jeśli chodzi o baterie, prąd i pierścienie Saturna, to już nie za bardzo. Ze szkolnej fizyki pamiętam tylko,

kto wynalazł piorunochron

i szamoczące się w tę i z powrotem cząsteczki Browna, a z chemii utkwił mi w pamięci przede wszystkim wybuch gazu w pracowni chemicznej. Z biologii już nieco lepiej - mitoza, mejoza, mitochondria, budowa szkieletu ptaka, płazińce, obleńce i fotosynteza, ale to wszystko za mało. Pasja naukowa Jasia zmusza mnie do ciągłego szperania w książkach w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania w rodzaju: "z czego są zrobione liście?" albo "dlaczego z mydła robi się piana?".

Z czasem nie tylko nabraliśmy wprawy w poszukiwaniu informacji, ale też lepiej orientujemy się, czy pytając, Jaś rzeczywiście oczekuje odpowiedzi. Bardzo często, kiedy pytania nie są bardzo konkretne, tylko raczej "wolne", zamiast odpowiadać, zachęcamy Jasia do samodzielnego myślenia i szukania odpowiedzi.

- Z cego są chmury? - pyta Jaś.

- O, jakie ciekawe pytanie! A jak ty myślisz?

- Z waty. Albo z piójek. A moze z mgły?

Czasem moje "nie wiem" jest początkiem niezwykłych historii wymyślanych przez Jasia.

- Jak świecą jobacki świętojańskie? - pyta Jaś.

- Eee - zająknęłam się. Spróbowałam puścić wodze fantazji, ale jedyne, co przyszło mi do głowy, to maleńka żaróweczka wkręcana w odwłok robaczka. - Nie wiem - wyznałam. - A ty jak myślisz?

- Bieze się takiego jobacka. I najpiejw

potsebny jest glutoplazm.

- opowiada w natchnieniu Jaś. - I tak smajuje się jobacka, tak wies, po pancezyku. Potem do tego glutoplazma psykleja się pył księzycowy.

- A skąd wziąć ten pył?

- No jak to, nie wies? Pan Twajdowski go zsypuje. Potem miętowym płomieniem jobi się pstjik! na tym świetliku. A potem... - zamyśla się Jaś.

- Tak?

- Potem smajuje się jobacka pędzelkiem z bjokatem sjebjnym. Potem tseba go wymocyć w takiej wodzie, w któjej jest jozpuscony mjoźny lód. A później tseba go pokapywać takim specjalnym psikadłem z wody i pyłu z Księzyca.

- I już świeci?

- Nie, jesce jest coś dalej - zadumał się Jaś - Nie wies?

- Nie wiem. - wyznałam

- Ja tez - zafrasował się Jaś - A! Juz sobie psypomniałem. Na koniec nabłysca się jobacka tęcą i józnokolojowymi tulipanami.

- Ojej! - westchnęłam z podziwem.

- No widzis - pokiwał głową Jaś - Ale wies - zastrzegł - W dzień one nie świecą, tylko są zielone.

Jednak moja ulubiona odmiana pogawędek z Jasiem to "Co by było, gdyby...".

- Dlacego śnieg jest biały? - pyta Jaś, chwytając śniegowe płatki.

- Hm, ciekawe, dlaczego...

- Bo wsystkie

kolojy zostają w tęcy.

- wyjaśnił Jaś po krótkim namyśle. - W chmujach jest kolojowy śnieg, ale zanim spadnie na ziemię, pselatuje psez tęcę i tam zostawia kolojy. Tak samo jest z descem. I dzięki temu na świecie są tęce.

- A co by było, gdyby padał kolorowy śnieg? - zapytałam.

- To zalezy - zamyślił się Jaś. - Mógłby padać codziennie inny koloj, albo jano zółty a wiecojem zielony, albo w józnych miejscach józny - u babci cejwony, a u nas niebieski - kombinował Jaś. - O, wtedy moglibyśmy jeździć po całym świecie i lepić józne bałwany. Ale najbajdziej bym chciał, żeby w nasym ogjodzie były wsystkie kolojy, żeby każdy płatek był inny albo żeby na kazdym dzewie był inny koloj. Mamo! - zaniepokoił się nagle. - A cy kolojy są na zawse? Bo co by było, gdyby nagle zniknęły?