1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jaś, bzykadło i dziury Edwarda

Pierwsza wizyta dziecka u dentysty to przeżycie dla całej rodziny.
Jasiu - usłyszałam dziarski głos męża - no to co dzisiaj? Syrenka, rakieta czy pociąg?

- Nie, dzisiaj nic - oświadczył równie dziarsko Jaś.

- Jak to nic? - spytał lekko zbity z tropu mąż.

- Po pjostu nic, wyjaśnił Jaś.

A już myślałam, że mężowi pójdzie lepiej - miał więcej cierpliwości i świeższe pomysły. Ale tym razem stał przed półeczką pełną szczoteczek i past, gorączkowo szukając jakiegoś sposobu.

- A którą pastę wybierasz? - spróbował jeszcze.

Kiedy zorientowaliśmy się, że odmowa mycia zębów w przypadku Jasia oznacza przede wszystkim obronę własnego terytorium (buzia) i niezależności, postanowiliśmy tak uatrakcyjnić mycie zębów, żeby Jaś miał dużo możliwości samodzielnego decydowania. Mieliśmy więc kilka szczoteczek elektrycznych: syrenkę w staniku z muszelek, rakietę kosmiczną i poczciwą lokomotywkę. Była jeszcze jedna, schowana głęboko na wypadek zupełnie beznadziejnej sytuacji - czerwony wóz strażacki. Jaś Jaś miał też trzy kubeczki: biały z cytrynką, zielony i niebieski w groszki.

Jeśli chodzi o pasty, długo upierałam się przy porządnej, miętowej do mlecznych zębów, ale po którymś szczególnie ostrym proteście Jasia mąż złamał się i kupił słodko pachnące ohydy - zielone, różowe i niebieskie.

- Świetnie, Jasiu, a teraz wypłucz i umyjemy tylne zęby - zadysponował mąż z wyraźną ulgą.

Udało się! Pewnie znowu

dzięki bakteriom

- pomyślałam z podziwem. Z łazienki wynurzył się Jaś z tatą. Podreptali do półek z książkami i wyciągnęli encyklopedię. Po kwadransie oglądania kolorowych zdjęć prątków, krętków i pałeczek zadowolony Jaś odmaszerował ze mną do łóżka na wieczorne czytanie.

- Wszystkie wygoniliśmy z zębów! - zapiszczał dumnie.

Oglądanie w nagrodę barwnych zdjęć bakterii było genialnym pomysłem. Jaś dostrzegł głębszy sens dosyć idiotycznego gmerania w buzi szczoteczką wysmarowaną niebieskim glutem. Jednak zanim wspomnieliśmy przy Jasiu o bakteriach, musiało minąć pół roku od fatalnej wpadki z książką polecaną rodzicom przy kłopotach z zębowymi brudasami. W księgarni wydała mi się dość niewinna, choć moralnie nieco dwuznaczna. Oto

Karius i Baktus,

wredne bakterie (na obrazkach przedstawione jako mali chłopcy), ryjąc w zębach dziury kilofem, młotem oraz łomem i bardzo się cieszą, że właściciel demolowanej jamy ustnej nie myje zębów. Karius i Baktus mieszkają w swoich wydłubanych domkach, gdzie wiodą szczęśliwe życie wśród walających się wokół resztek jedzenia. I nagle katastrofa - do akcji wkracza szczotka z pastą i Karius z Baktusem wraz z kaskadą spienionej wodzie lądują w kanalizacji...

- O nie, w zyciu nie będę mył zębów - oświadczył Jaś., głęboko poruszony losem bakcyli. - I kjopka - dodał z mocą.

Na szczęście po jakimś czasie zapomniał o Kariusie i Baktusie, a zdjęcia bezosobowych bakterii podziałały na niego motywująco. Wtedy postanowiliśmy zaprowadzić go na pierwszą kontrolną wizytę do dentysty.

- Dentysta, Jasiu - tłumaczyła Julka, przejęta rolą doświadczonej siostry - to taki ktoś, kto leczy zęby, sprawdza, czy są zdrowe i smaruje taką maścią, żeby się nie psuły.

- Aha - mruczał Jaś.

- U dentysty jest fajnie - rozkręcała się Julka. Czasem coś zaboli, ale da się wytrzymać.

- O! - skomentował oszczędnie Jaś.

Julka przeczytała mu książeczkę o Misiu Remisiu, który cierpiał z powodu dziury w zębie i paranoicznego lęku przed dentystą, a na obrazkach występował w trzech wersjach - zapłakany, spuchnięty albo spocony ze strachu. Trochę obawialiśmy się Jasiowej reakcji, ale Julka zgrabnie wybrnęła, tłumacząc dydaktycznie:

- Remiś jadł mnóstwo słodyczy i nie mył zębów, dlatego go bolały. Ty jesz mało słodyczy i myjesz zęby, więc nie masz się czym przejmować.

- Dobze - sapnął ufnie Jaś.

Potem przez kilka dni bawili się w gabinet i

Jaś był doktorem,

pacjentem, a nawet fotelem dla misia Edwardzika, który, jak się okazało, miał wszystkie zęby przeżarte próchnicą i wymagał wielogodzinnych zabiegów.

Entuzjazm Julki udzielił się Jasiowi, który nie mógł się doczekać wizyty u dentysty. Sekret Julkowej skuteczności tkwił w tym, że Julka naprawdę lubi chodzić do dentysty, pewnie dlatego, że w ogóle lubi wyzwania i trudne sytuacje i jest z siebie bardzo dumna, kiedy sobie z nimi radzi.

Ja też lubiłam chodzić do dentysty, kiedy byłam mała, ale wyłącznie dlatego, że mój dziadek przed każdą wizytą godzinami siedział z otwartymi ustami, a ja montowałam mu w zębach plomby z plasteliny. Niestety ani mnie, ani męża nie stać było na takie poświęcenie. Zapewnialiśmy tylko Jasia, że w gabinecie są różne ciekawe narzędzia, urządzenia i

specjalna lampa

-A elektjicna piła? - dopytywał się zaciekawiony Jaś.

- No, nie - musieliśmy przyznać z żalem.

- A wiejtarka? - cisnął Jaś.

- Wiertarki nie ma - ożywił się mąż - Ale jest taki malutki przyrząd do wiercenia dziurek w zębach - palnął niebacznie.

- O - spłoszył się Jaś. - No to ja nie wiem.

- Ale, Jasiu - wtrąciła Julka - to tylko takie małe bzykadło...

- Fajne bzykadło - ocenił Jaś, kiedy już na kolanach taty siedział na dentystycznym fotelu. Przed chwilą z fotela zeszła Julka i strasznie przejęta oglądała prezenty od pana doktora: nowe lusterko do oglądania zębów, maseczkę i kilka niezidentyfikowanych przyrządów do grzebania.

Jaś zafascynowany przyglądał się panu doktorowi. Tym razem ominęła nas gehenna poszukiwania dentysty, którą przeżyliśmy przy Julce. Wtedy szukaliśmy kogoś "od dzieci", ale po kilku niewypałach daliśmy sobie spokój. Zaprowadziliśmy Julkę do naszego "dorosłego" dentysty. I to był strzał w dziesiątkę. Jak się okazało, w przypadku Jasia również.

- Psyjemnie tu u pana - łaskawie zrecenzował wizytę Jaś i objuczony lusterkiem, kilkoma szpatułkami, maseczką, gazikami i parą jednorazowych rękawiczek, odwrócił się jeszcze w drzwiach wymownie, machając torebką z prezentami:

- Mój Edwajdzik się uciesy. Zjobię mu duzą plombę.

Więcej o: