1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Presja bycia idealną matką? Pozwalam sobie na moje słabości, nie porównuję się do nikogo i nie biorę udziału w żadnym wyścigu

Z każdym dniem czułam coraz większą presję i przymus bycia perfekcyjną matką, wyjątkową żoną i wzorową panią domu. Stawiałam sobie nowe wyzwania i chciałam im sprostać. To jak wyglądał mój dom i ja było okupione brakiem snu i zszarganymi nerwami. Narzucony sobie obowiązek zrobienia wszystkiego według mojego ?macierzyńskiego dekalogu?, tak aby zadowolić każdego, wykańczał mnie od środka i zabierał radość życia.
Książkowe definicje karmiły mnie suchymi frazesami

Od kiedy pamiętam, macierzyństwo jawiło mi się jako czas przepełniony spokojem, cierpliwością i wyjątkową mądrością. Jako okres, w którym życie nagle nabiera większego sensu, a kobieta otrzymuje dary, którymi dysponuje z wyjątkową odpowiedzialnością. Książkowe definicje karmiły mnie suchymi frazesami, które miałam nadzieję sama kiedyś zweryfikować. Telewizja radziła jak wzorowo przejść przez okres ciąży, prasa wydawała kolejne poradniki dotyczące bycia perfekcyjną panią domu, a audycje radiowe sugerowały coraz to ciekawsze pomysły na kreatywne i obowiązkowe zabawy z dzieckiem. Pragnęłam sprostać zadaniu jakim było macierzyństwo, choć wiedziałam, że czeka mnie wymagający czas. Chciałam mężnie stawić czoła nowej życiowej roli, na którą czekałam wiele lat.

Każdy dzień zaczynałam od perfekcyjnej pobudki i równie perfekcyjnego śniadania

W końcu, po długich oczekiwaniach i żmudnych przygotowaniach przyszło na świat moje upragnione maleństwo, któremu chciałam zafundować najlepsze możliwe dzieciństwo. Dziecko, które miałoby najwspanialszą mamę - cierpliwą, uśmiechniętą, będącą w pełnej gotowości o każdej porze dnia i nocy, ściśle przestrzegającą stworzonego przez siebie macierzyńskiego dekalogu. Moja codzienność była bardzo przewidywalna - wyznaczona przez informacje z poradników, prasy i telewizji. Każdy dzień zaczynałam od perfekcyjnej pobudki i równie perfekcyjnego śniadania. Serwetki układałam równo na stole, prasowałam wszystko w kant i składałam w geometryczną kostkę. Podawałam kawę z idealnie spienionym mlekiem i ostatkiem sił przyklejałam sobie sztuczny uśmiech do twarzy. Przewijałam dziecko na każde jego zawołanie, karmiłam na żądanie i przebierałam w coraz nowsze i czystsze ubranka. W pewnym momencie zauważyłam jednak, że wizja perfekcyjnego dnia dyrygowanego przez równie perfekcyjną matkę przesłoniła mi radość codzienności. Normalnego, spokojnego i prawdziwego czasu, pełnego spontaniczności i zwyczajności.

Z każdym dniem czułam coraz większą presję i przymus

Bycia perfekcyjną matką, wyjątkową żoną i wzorową panią domu. Stawiałam sobie nowe wyzwania i chciałam im sprostać. To jak wyglądał mój dom i ja było okupione brakiem snu i zszarganymi nerwami. Narzucony sobie obowiązek zrobienia wszystkiego według mojego "macierzyńskiego dekalogu", tak aby zadowolić każdego, wykańczał mnie od środka i zabierał radość życia. Okazało się, że brakuje czasu na rodzinne rozmowy, na wieczory z mężem u boku, wspólne spacery czy spotkania z przyjaciółmi. Przemęczenie wbijało gwóźdź do trumny. Miałam już dość prowadzenia swojego domu w taki sposób. Doszło do tego, że myślałam tylko o tym, żeby wreszcie zwolnić i wyspać się. Marzyłam o tym, żeby usiąść z moim dzieckiem na dywanie i, zamiast wycinać wymyślne kształty z papierowego kartonu, po prostu powygłupiać się i pośmiać się z nim. Żeby przestać myśleć o notorycznym rozwijaniu jego manualnych i percepcyjnych zdolności, a pobyć z nim, pobawić się i cieszyć jego ulotnym dzieciństwem.

Pewnego poranka nie wyskoczyłam z łóżka na rozkaz mojego budzika

Zamknęłam oczy i leżałam w bezruchu, słuchając oddechu śpiącego koło mnie dziecka. Dobrze mi było. Poczułam ogromną ulgę. Zamiast poddawać się codziennemu reżimowi porannego sprzątania i układania dziennego harmonogramu, pozwoliłam sobie na to, by spędzić ten poranek wolniej i spokojniej. Nagle przestało mnie obchodzić to, czy zdam egzamin w oczach swoich i otoczenia. Poprosiłam samą siebie o chwilę wytchnienia, pozbawioną odhaczania kolejnych pozycji na liście dnia. Zamiast proponować mojemu synowi kolejną "rozwijającą" zabawę, dałam mu do dyspozycji skrawek folii bąbelkowej. Nigdy przedtem nie widziałam w jego oczach tak wielkiej radości! Odłożyłam na bok ścierki, miotłę i wcisnęłam je w najdalszy kąt. Zamiast mycia okien i prasowania ręczników pozwoliłam sobie na kwadrans z książką w ręku.

Nie gonię za "króliczkiem"

Od tamtej chwili nie daję się już ponieść moim rozbujanym ambicjom bycia idealną, książkową mamą i panią domu. Pozwalam sobie na moje słabości, nie gonię za "króliczkiem", nie porównuję się do nikogo i nie biorę udziału w żadnym wyścigu. O dziwo, od tamtego momentu nic nie runęło w gruzach! Co więcej, moje dziecko odzyskało szczęśliwego rodzica, a mój mąż spokojniejszą żonę. Ja natomiast odzyskałam siebie i radość z bycia zwyczajną mamą, a nie kobietą-cyborgiem żyjącą w swoim wyimaginowanym, idealnym świecie.

Czytaj więcej na blogu Szczesliva.pl

Więcej o: