1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Matczyzm" - nowa forma uprzedzeń?

Niepracujące mamy nie mają łatwego życia. Głupie, leniwe, zaniedbane utrzymanki. Zabolało? A jednak, jak utrzymuje wielu internautów, właśnie takie są matki, które nie pracują zawodowo. W Wielkiej Brytanii ktoś ośmielił się w końcu powiedzieć głośno: takie opinie to dyskryminacja. Myślę, że w Polsce też przydałoby się zaprotestować.
Z jednej strony wiadomo - dzieci solą ziemi, pierwsze trzy lata życia są kluczowe w budowaniu relacji z opiekunem, a matka jest najważniejszym człowiekiem w życiu dziecka. Z drugiej strony mamy XXI wiek, a wraz z nim nowy model matki idealnej: współczesna mama z lekkością i wdziękiem baletnicy łączy macierzyństwo z karierą zawodową. Gdzieś tam pomiędzy zupką z ekologicznego pasternaku, przetartą w designerskim robocie kuchennym, wizytą u kosmetyczki i nałożeniem na paznokcie świeżej warstwy lśniącego czerwonego lakieru, udaje jej się też podać dziecku lek przeciwgorączkowy, odebrać je w południe z przedszkola lub znaleźć oddaną i fantastyczną opiekunkę, która zrobi to za nią, a w tym idealnym dniu Matki Roku 2013 jest jeszcze czas na spotkania biznesowe, pochwały od szefa i kolejne podwyżki.

Jak to zwykle z tego typu wzorcami bywa - krzywdzą tych, którzy chcą żyć inaczej. Te matki, które pracując ledwo wiążą koniec z końcem, a ich codzienność to minuty wyciskane nerwowo z każdej doby, byle tylko zmieścić w niej wszelkiego rodzaju obowiązki i nie myśleć nawet o minucie dla siebie i swoich potrzeb. Może kiedyś przyjdzie chwila i na to, ale na razie to wiadomo: dorosłość. Wzorzec krzywdzący także te matki, które najbardziej realizują się w roli opiekunek rodziny i nie muszą - lub nie chcą - pracować. Uprzedzenia dotyczące tych ostatnich, jak zauważył ostatnio dr Aric Sigman, psycholog rozwojowy z Wielkiej Brytanii, są porównywalne do rasizmu. I pora to zmienić!

Współczesna lepsza od retro?

Tak, nowy pożądany społecznie wzorzec matki jest szyty na miarę każdego członka rodziny. Obrazek matki-baletnicy i wpatrzonych w nią z podziwem dzieci uzupełnia uśmiechnięty mąż, który ma czas cieszyć się życiem rodzinnym i chwalić przed kolegami interesującą żoną. Interesującą, bo nie chciała oddać się łatwej i przyjemnej egzystencji żony-utrzymanki, skazując go tym samym na morderczą pracę po 20 godzin dziennie, żeby tylko mógł utrzymać ją i dzieci. Ona nie ma fanaberii, nie uroiło jej się, że jest potrzebna w domu, a on nie jest obarczony odpowiedzialnością za pełne żołądki rodziny i płynność dostaw prądu i gazu pod domową strzechę (której utrata też im nie grozi, bo dzięki stałemu zasilaniu domowego budżetu pensją kobiety jest im łatwiej). Taka mama to skarb: realizuje się, jest sobą, nie jest nudna i ograniczona.

Zdaję sobie sprawę, że moje słowa brzmią brutalnie, spieszę więc wyjaśnić, że nie wyrażam nimi swojej opinii - to tak, gdyby były jakieś wątpliwości w tej kwestii. Powyższe to zbieranina komentarzy i opinii internetowych dyskutantów i (co gorsza!) osób publicznych, które zdają się uważać, że krytykując niepracujące matki, czynią to w służbie narodowi. A nuż opamięta się jedna z drugą i znajdzie sobie pracę, przestanie afiszować się z tą swoją "domowością"! Przestanie być taka retro. Nie o taką matkę przecież feministki walczyły!

Matczyzm, seksizm, rasizm

Na niedawnej konferencji zorganizowanej przez brytyjską organizację Mothers At Home Matter dr Aric Sigman, psycholog rozwojowy i biolog, stwierdził, że uprzedzenia względem niepracujących matek są podobne do uprzedzeń rasistowskich i seksistowskich. Jego zdaniem niepracujące matki oceniane są w wielu kręgach jako kobiety leniwe, nieatrakcyjne i głupie. Brytyjski psycholog użył określenia "motherism", analogicznego do "sexism" i "racism", do okreslenia tego typu uprzedzenia. Matczyzm, seksizm, rasizm. Mocne, prawda?

Czy w Polsce jest podobnie? Tak mi się wydaję, ale postanawiam to sprawdzić. Dzwonię do Patrycji Dołowy, wiceprezeski Fundacji MaMa, żeby się upewnić. Kto będzie wiedział więcej o sytuacji współczesnych polskich matek niż osoba działająca aktywnie na ich rzecz? Fundacja MaMa jest postępowa, zaangażowana i na wskroś współczesna. Tak, Patrycja Dołowy będzie wiedzieć - myślę sobie. I rzeczywiście: wie.

Mówi, że podróże po Polsce utwierdzają ją w przekonaniu, że matki, które nie pracują zawodowo faktycznie są ofiarami bardzo krzywdzących stereotypów. - Jest to widoczne także w tym, jak piszemy o matkach niepracujących w popularnej prasie i w tym, jak wypowiadają się o nich różne osoby - mówi Dołowy. - Weźmy na przykład tę sławną wypowiedź prof. Mikołejki o wózkowych... Jako Fundacja widzimy, że takie stereotypy istnieją i to rzeczywiście jest przyczynek do dyskryminacji - podkreśla z przekonaniem.

Internet prawdę ci powie

- To samo można wywnioskować analizując wypowiedzi w internecie - zauważa Dołowy. - Panuje tam ogromna niechęć i język nienawiści. Mówi się, że matki niepracujące są leniwe, że siedzą w domu i nic nie robią. Zresztą same te matki często mówią o sobie: "siedzę w domu"! A przecież wykonują ciężką pracę opiekując się innymi. Z jednej strony mamy stereoptyp przypisany sferze domowej i jak matka wychodzi z czterech ścian do przestrzeni publicznej to jest źle i wzbudza niechęć, a z drugiej strony jak jest w domu to też niedobrze, bo tylko "siedzi i nic nie robi". Tu oczywiście nakłada się jeszcze stereotyp Matki Polki, która jest tak skupiona na swoich dzieciach, że nie może prosić o nic dla siebie, a jeśli to robi to wzbudza agresję. Jest "roszczeniowa" - mówi.

Na naszych forach internetowych rzeczywiście dyskusja za dyskusją: czy niepracująca matka to leń i utrzymanka? Czy z taką to w ogóle da się przyjaźnić? Jest o czym rozmawiać? A co, jak ją facet zostawi, co niechybnie się stanie, bo taka domowa żona to nuda nad nudami? Zresztą powiedzmy to sobie szczerze - zauważają internauci - siedzi taka na mężowskim garnuszku i wykorzystuje faceta dla własnej wygody. Przesadzam? Nie. Wystarczy spojrzeć na pierwszą lepszą internetową dyskusję, jak ta na emamie chociażby.

Wolnoć, Tomku, w swoim domku

Problem leży chyba ogólnie w roli matki. W tym, że każdemu z nas wydaje się, że posiadł jedynie słuszną wiedzę na temat tego, jak kobieta powinna ją wypełniać. Wiemy też wszystko o małżeństwie, nie zostawiamy głównym postaciom dramatu możliwości decydowania o tym, co w ich przypadku sprawdza się najlepiej. Nic z tego! Mamy odpowiedzi i chętnie udzielamy rad, a jeśli ktoś nie posłucha, obrzucimy go jadem.

Na początku lat 90. prawie 80 proc. Polaków uważało, że kobieta czuje się spełniona, jeśli jest matką i zajmuje się domem. Praca może służyć jako dodatek, ale szczęścia nie daje. Wiele zmieniło się na przestrzeni ostatnich 20 lat i nie mnie to oceniać, wszak matkuję, pracuję i czuję się spełniona, ale jedno wydaje mi się oczywiste - dr Sigman ma rację. "Matczyzm" istnieje i ma się coraz lepiej.

- Matki, które nie pracują, bardzo wyraźnie czują się gorsze i potępione społecznie - mówi mi Patrycja Dołowy. No właśnie. Ale jak tu wszystkich zadowolić? A może to zignorować i skupić się na tym, co jest ważne dla nas i naszej rodziny? Tej najmniejszej komórki społeczeństwa, a nie całej polskiej "rodziny"?