1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

A moje dziecko to, czyli niekończąca się licytacja wśród matek

Zaczyna się już w ciąży, a potem trwa z niesłabnącym nasileniem póki dzieci dostarczają nam powodów do rozmów i dumy, czyli do kresu naszych dni. Rywalizacja wśród mam to temat rzeka.
Zawody, kto miał lepiej/gorzej

Część matek zagadnienia ciąży i macierzyństwa ma dokładnie zgłębione. Poruszając pierwszy z brzegu temat dotyczący np. dziewięciu miesięcy stanu odmiennego możesz być pewna, że one na pewno czuły się gorzej, ich poród trwał dłużej, więcej przytyły. Albo wprost przeciwnie czuły się jak najlepiej ever, nie przytyły ani grama, a na porodówkę wjechały z widoczną główką dziecka w kroczu. Zasada jest taka, że czego byś nie powiedziała o sobie, one i tak miały lepiej/gorzej niż Ty. A to dopiero początek.

Rozpierająca duma

To naturalne, że jesteś dumna z dokonań swojego dziecka. Kiedy w jednym miejscu znajduje się kilka matek atmosfera natychmiast gęstnieje i nieuchronnie pojawia się duch rywalizacji. W zależności od grupy, licytacja może dotyczyć zaangażowania i efektów albo zdystansowania i zwisa pospolitego. - Pamiętam, jak pierwszy raz spotkałam się z żonami kolegów mojego męża z pracy - wspomina Justyna matka dwójki przedszkolaków. - Wszystkie dzieci to były w oczach ich matek urodzeni geniusze. Mówić zaczęli od razu po francusku, przy stole radzili sobie z bezą i łyżeczką, a w przedszkolu mieli wykładowy angielski - dodaje z uśmiechem. Justyna nie odnalazła się w tym wyścigu, tylko przysługiwała z boku. - Odniosłam wrażenie, że te spięte mamy znalazły nową formę autoekspresji - definiowały siebie i swoje dokonania przez wybitne postępy swoich dzieci. Z kolei Ania, mama małego Borysa, osoba mocno zaangażowana w wychowanie dziecka trafiła do towarzystwa artystów, którzy mają dzieci przy okazji. - W tamtym gronie w dobrym tonie było podkreślanie, jak to wszyscy idą pod prąd. Wszystkie mamy zabierały dzieci szybko w długie wojaże po Azji, nikt się nie przejmował wygotowywaniem butelek i kupowaniem ekologicznej marchewki - wspomina. - Ich wyluzowane podejście było dla mnie trochę za bardzo wyluzowane, chociaż ja sama jestem raczej normalną mamą bez zadęcia na wychowanie cudownego dziecka.

Granice przyzwoitości

Mama rywalizująca i wiecznie przebijająca się w opowieściach o swojej pociesze bywa ciężka do zniesienia. Jaki jest cel jej działania? Udowodnienie światu, że dziecko, które opuściło jej macicę jest najlepsze? Dla niej na pewno. A może sprawienie, żeby inne mamy poczuły się gorsze? - Dopóki nie jestem pouczana, a inna mama nie stara się na siłę stać moim wychowawczym mentorem, trzymam język za zębami i z uśmiechem słucham potoku słów - ironizuje Beata, mama trzyletniej Marysi. - Ponieważ na każdym kroku spotykam takie przypadki, zawsze rozczula mnie ich sposób na zagajenie tematu, tak żeby mama wreszcie mogła poopowiadać trochę o sobie. Te wszystkie miłe: - "A Marysia, kiedy zaczęła robić na nocniczek?" to ewidentna podpucha i sygnał, że muszę się mieć na baczności - dodaje. W tym wypadku nie ma dobrej odpowiedzi, bo wiadomo, że dziecko pytającej siusia do zwykłej ubikacji właściwie odkąd zaczęło samo trzymać główkę

Zastanawiam się, czy ja, mama dwu i pół letniego Władzia jestem matką rywalizującą? Bo przecież mogę brać udział w maminych licytacjach zupełnie nieświadomie. Mój mąż rozwiewa jednak wszelkie wątpliwości, mówiąc, że jestem matką sklerotyczką i nigdy nie potrafię podać wieku, w którym nasz syn zanotował skok rozwojowy.