1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Zasłużyłam na karę. Wyprałam jego białą koszulę z kolorowymi ubraniami"

Autorka tekstu opisuje trudną do uchwycenia przemoc psychiczną w związku.Tą bez bicia, bez siniaków, bez obdukcji, ale pełną upokorzeń, prania mózgu i ubezwłasnowolnienia.

Tamta środa, rok temu: Całujemy się z Pawłem.


Mąż zrywa ze mnie ubrania i stanik, kocha się ze mną, jakbyśmy robili to pierwszy raz. Lecą mi łzy ze szczęścia. Nie wierzę, że tak mnie pragnie. Kilka godzin później znowu płaczę. Właściwie ryczę. Skulona na łóżku zakrywam głowę poduszką, żeby nie słyszeć, jak mąż śmieje się cynicznie: "Jesteś popieprzona. Beze mnie byłabyś zerem. Trzeba było skończyć studia, miałabyś swoje pieniądze" - z mojego portfela wyciąga kartę płatniczą.

 

Błagam o pieniądze na lekarza.

 

"Dla mnie możesz zdechnąć" - prycha Paweł i wychodzi z domu. Czuję się winna. Zasłużyłam na taką karę. Wyprałam jego białą koszulę z kolorowymi ubraniami. Dlatego tak się wściekł. Serce wali jak oszalałe, ale próbuję się ogarnąć. Łykam xanax na uspokojenie. Sprzątam dom, gotuję ulubione canelloni Pawła. Chcę zasłużyć - na jego dobry humor, na chwilę spokoju.

 

Przecież się kochamy - powtarzam sobie.

 

I odganiam myśli - że mnie upokorzył kolejny raz w tym tygodniu, w tym miesiącu, w tym roku, przez lata; że boję się go zapytać, czy przyjdzie jutro na spektakl synka w przedszkolu, że czuję się ubezwłasnowolniona, że nie mam nawet 10 złotych na zakupy.  A on właśnie kupił sobie nowy rower górski za osiem tysięcy. Dzwonię do siostry, ale ona jak zwykle powtarza: "Przesadzasz, przecież cię nie bije. Jesteś przewrażliwiona, kłótnie to normalka w małżeństwie".

 

Przemoc psychicznafot: shutterstock

 

Jestem sama, nawet w jego dobre dni.


Boli mnie brzuch z nerwów, gdy słyszę zgrzyt klucza w zamku. Mąż jakby nic się nie stało, zarządza: "Pojedziemy do Ikei po te krzesła, które sobie wymarzyłaś." Wybieramy meble, Paweł dopytuje, jaki kolor mi się najbardziej podoba. Taka z nas zgodna para. Nocą dostaję ataku duszności, jest mi słabo, nie mogę wstać.


Ląduję na ostrym dyżurze.


"Ciśnienie 180/ 110" - starsza lekarka długo ze mną rozmawia: "Serce zdrowe, czy pani ma jakiś silny stres?" Rozklejam się. Mówię o permanentnym napięciu i lęku przez męża. I zaraz usprawiedliwiam jego "porywczość". "Może to ja nie nadaję się do związku? Może powinnam przeprosić Pawła za to, że jestem nie w porządku?" "Widziałam wiele kobiet, jak pani, ofiar, które winią siebie za to, że mąż je prześladuje. To syndrom ofiary"- lekarka każe zostać w szpitalu i umawia mnie następnego dnia na konsultację z psychologiem.


Patrzę na swoje odbicie w szpitalnym lustrze.


Oto ja - stara, zaniedbana, zastraszona kobieta. A przecież mam dopiero 37 lat. Gdzie jest ta śliczna, uśmiechnięta blondynka, która pracowała kiedyś w teatrze jako scenograf, najlepsi reżyserzy cenili jej pomysły? Gdzie jest ta seksowna dziewczyna otoczona przyjaciółmi? Długo rozmawiam z terapeutką. Tłumaczę brak pracy: Gdy miałam urodzić syna, mąż namówił, żebym została w domu, obiecując: "Ja zapewnię wam wszystko, jesteście dla mnie najważniejsi." Miałam dostęp do jego konta, a marzenia o teatrze odkładałam. "Najważniejsza jest rodzina" - myślałam i zaniedbywałam przyjaciół, bo Paweł był zazdrosny. "Chcę mieć cię tylko dla siebie" - tulił, a ja uważałam, że jestem dla niego tą jedyną.

 

Długo uważałam chorobliwą zazdrość za wyznanie miłości.


"Odchodziłam" od ludzi powoli. Tak żeby nikt nie zauważył, po trochu. W sieci szukałam przyjaciół, żeby zapomnieć na chwilę o tym, co się dzieje w domu. W internecie udawałam silną kobietę - tam czułam, że jestem ważna i potrzebna. Żyłam w swoim filmie - przez chwilę byłam królową a nie - Kopciuszkiem. A potem było "przebudzenie". Paweł znowu mnie obrażał. Odmawiał pieniędzy. Nie odzywał się do mnie, żeby mnie ukarać. A potem znowu przez dzień, dwa nosił na rękach, przy innych był wzorowym ojcem, czułym mężem.

Więc starałam się zasłużyć na te miodowe chwile. Odsunęłam się od ludzi, straciłam zawodowe kontakty. Wszystko dla Pawła który coraz częściej był ze mnie niezadowolony.

 

Przemoc psychicznafot: shutterstock

 

Psycholożka nie przerywa, gdy zaczynam płakać.


Nawet, gdy zaczął mnie zdradzać, uważał, że to moja wina. Usłyszałam wtedy: "Wyglądasz jak kuchta, ciągle marudzisz, ciągle ci mało pieniędzy. I ty się dziwisz, że szukam wsparcia u innej kobiety?!" - wykrzyczał mi, a ja poczułam się jeszcze bardziej winna. No tak, to ja jestem potworem. Terapeutka notuje moją opowieść i mówi wprost: "Mąż - żona. Ofiara - sprawca - jak długo tkwi pani w takim układzie? Od kiedy boi się pani partnera?" "Nie pamiętam" - mówię. Ona widzi, jak cała się spinam, gdy przychodzi sms od Pawła, który dopytuje, dlaczego jeszcze nie wracam do domu. Trzęsą się mi ręce, a psycholożka tłumaczy: "Nikt tak nie potrafi skopać psychicznie jak najbliższa osoba". Opowiada, że taka przemoc zabiera siłę, której potrzebujemy do życia i działania. Niszczy poczucie niezależności i wolności.

 

To dlatego czuję się nieatrakcyjną, głupią idiotką. Niezdolną debilką.


To dlatego przestałam wierzyć w siebie, boję się szukać pracy. Dawne marzenia wydają się nieosiągalne. Kiedy je straciłam? Wiele lat temu. Dziś najchętniej tylko bym spała albo uciekała w alkohol. Robię to od co najmniej trzech lat. Tak jestem spięta, wyczerpana, zestresowana A terapeutka nie odpuszcza: "Musi pani zrozumieć, że bezkrytycznie przyjmuje wersję sprawcy."


Pranie mózgu to najsilniejszy mechanizm przemocy psychicznej.


Trudny do wykrycia. Taki sposób komunikacji doprowadza do sytuacji, kiedy po latach, ofiara przyparta do muru, gdy mąż odmawia pieniędzy, poniża, orientuje się, że coś jest nie tak. "Jestem pod ścianą od lat" wyznaję. "Nie mam już siły rozmawiać" - jednak umawiamy się na kolejną rozmowę.

 

Przemoc psychicznafot: shutterstock

 

Pielęgniarka podaje mi silne leki. Sen. Nareszcie sen. Z dala od koszmaru.


Lekarz decyduje przenieść mnie na oddział psychiatryczny. Mam tak silne stany lękowe, od kilku dni odmawiam jedzenia. Ja po prostu boję się wrócić do domu. Paweł nie ma czasu mnie odwiedzić, wyrzuca, że musi zajmować się synem. Chudnę kilka kilogramów. Rano nie chcę się budzić, czytać jego oskarżających smsów, które przeplatają się wyznaniami: "Tęsknimy, wracaj już do nas, Skarbie mój."

 

Nie mam siły na tę huśtawkę.


Do czego mam wrócić? - rozmawiam z terapeutką. Do domu, gdzie chodzę na paluszkach? Do syna, którego krzywdzę tym koszmarem? Straciłam przyjaciół. Rodzina uważa, że histeryzuję. Boję się przyszłości. Nie umiem się bronić przed Pawłem. Gdybym miała sznur, skończyłabym ze sobą - niby żartuję. I płaczę. Potrafię tylko się bać. Że nie mam mieszkania, pracy, środków do życia, kart płatniczych na swoje nazwisko. Ale dociera też do mnie, że Paweł latami dbał o to, żeby mnie ubezwłasnowolnić, żebym bała się wyjść z tej pozornej strefy komfortu. Już wiem, że to nie będzie prosta droga. To jak zacząć życie od nowa. Postawić na siebie. Przypomnieć sobie marzenia.


Tylko jak odciąć się od emocjonalnego kata?


"Wielu kobietom się to udało" - słyszę od psycholożki, która namawia na terapię dla ofiar przemocy. "Powoli - tłumaczy - nie musi pani dziś odejść od sprawcy, ale pomogę przygotować się do tego. To naprawdę możliwe. Widziałam wiele pacjentek, które odcięły się od prześladowców, od tych pozornie idealnych mężów. Z przemocy - nawet tej delikatnej bez bicia, siniaków i obdukcji - da się wyjść. Tylko trzeba ją usłyszeć" Słyszę. Ale nie wiem, co dalej... Zapisuję się na terapię. Jeszcze nie wiem, jak wytłumaczę Pawłowi, że to robię. Ale pierwszy raz od dawna stawiam swoje potrzeby nad jego. "Ratuje pani sobie i dziecku życie" - psycholog ściska mnie za rękę.

 

Opowieść o terapii, żmudnym procesie odchodzenia od sprawcy przemocy psychicznej, o nowym szczęśliwym początku - w następnym numerze.

 

Tekst zastał opublikowany pod pseudonimem.

 

Przeczytaj także:

CREDIT :  Merritt Smith 8BIM11JFIF11C

Dziewczynka pobita przez kolegę. Skandaliczna reakcja w szpitalu i mocna odpowiedź mamy

Więcej o:
Komentarze (74)
"Zasłużyłam na karę. Wyprałam jego białą koszulę z kolorowymi ubraniami"
Zaloguj się
  • java77

    Oceniono 3 razy 1

    znam kilka dziewczyn/kobiet ktore wyciagnalem z takiej opresji.Jednej maz wmawial nawet ze kiedy mu nie stoi to tylko jej wina.Oczywiscie zdradzal na lewo i prawo.Na koniec umieral na raka kilka lat.Pomimo jego smierci ona uwazala ze cale zlo jakie sie wokol niej dzieje to nadal jej wina.Wyciagniecie jej z depresji zajelo mi lata.Ale udalo sie.Dzis pewnie patrzy na swiat i radzi sobie w zyciu.Pomoglem jeszcze kilku innym kobietom w depresji po toksycznym zwiazku

  • exhajer1

    Oceniono 8 razy 6

    Kobiety w tym względzie nie ustępują mężczyznom. Fakt ci ostatni rzadziej się skarżą, częściej robią bardziej drastyczne kroki i nie mam na myśli picia. Odejść zawsze jest trudno, szkoda zmarnowanych lat, wysiłku, dorobku, itp. Moja rada jest taka: trzeba sobie dyskretnie przygotować wszystkie ważne dokumenty -świadectwa, dyplomy, akty notarialne, legitymacje ubezpieczeniowe, polisy, ect. i zabezpieczyć poza domem. Potem odejść tak jak stoisz, bez łez, grożenia i w ogóle "scen". A potem trzeba się intensywnie ogarniać, podkreślam intensywnie. Wolność jest trudna, bywa głodna i chłodna, czasem brudna, męcząca, śmierdząca i upokarzająca, ot pies i wilk. Mijasz punkt bez powrotu - i wygrasz, albo padniesz, ale na własnych warunkach. Zapewniam, że warto.

  • keyne

    Oceniono 5 razy 5

    Uda się Pani uwolnić. Powoli, krok po kroku. Jeśli nie dla siebie to dla dziecka. Syn potrzebuje silnej matki. Po to by był szczęśliwy, znał granice, nie powielał zachowań ojca i w przyszłości sam potrafił stworzyć zdrowy związek.

  • oloros11

    Oceniono 3 razy 3

    przykro czytać
    ale przecie wystarczy się rozejrzeć - takich :szczęśliwych rodzin" pełno wokoło
    jednym z mitów które są przyczyna tych tragedii jest takie bezwarunkowe przyjecie ze rodzina jest najważniejsza
    bo taka jest tradycja
    i ze trzeba się poświecić - cierpieć - bo cierpienie jest istota życia - i podobne katolickie dyrdymały sączone jak jad od dziecka
    o tu akurat nie ma znaczenia czy bydle to jest on czy ona

  • lob1

    Oceniono 9 razy 9

    Bo każda kobieta powinna pracować i mieć własne pieniądze.Wtedy musi zadbać o siebie a mąż musi pomagać w czynnościach domowych.Sama tego doświadczyłam i zawsze mówiłam,"nie jem Twojego chleba" .Nie wolno pozwolić na to,żeby mąż poniżał żonę tylko dlatego,że ma zły humor,czy zrugał go szef.Dzieci też nie za dużo bo wtedy stajesz się kurą domową z potarganymi włosami i wiecznie zmęczona.Kobieta ma być zadbana,pachnąca i wywołująca zazdrość u męża.Gdy się podlizujemy,zaczyna nas lekceważyć.

  • earl.grey

    Oceniono 14 razy 14

    a spróbujcie powiedzieć takiej pani PRZED faktem, żeby nie rezygnowała z niezależności finansowej. W życiu: "mój misiu nigdy, my się kochamy, jak możesz tak insynuować, na pewno sama jesteś nieszczęśliwą, zazdrosną, owłosioną feministką".
    Takie listy to się powinno dziewczynom w liceum kazać czytać.

  • wyrwana.z.kontekstu

    Oceniono 12 razy 10

    Problem w tym, że jeśli kobieta nie ma bogatej rodziny, wolnego pokoju u rodziców lub nie odziedziczyła mieszkania po babci, nie ma szans na odejście. Bo nie ma dokąd. Za średnią pensję nie da się utrzymać dzieci i kupić mieszkania. Ostatecznie można wynająć, ale to skok na głęboką wodę, bez kamizelki ratunkowej - świadomość, że wystarczy utrata pracy i wyląduje się wraz z dziećmi na bruku, wykańcza psychicznie nie mniej niż maż psychopata. W Polsce żona jest skazana na mieszkanie z oprawcą (psychicznym lub fizycznym), nawet jeśli już zda sobie sprawę, że związek nie ma sensu.

  • vortigaunt

    Oceniono 3 razy -3

    taki artykuł? serio?! pod kazdym artykułem o przemocy fizycznej facetów jest mnóstwo komentarzy, że to mężczyźni często padają ofiarą przemocy psychicznej ze strony kobiet - i są w duzo gorszej sytuacji, z wielu powodów. A tu nagle taki artykuł - znowu faceci jako oprawcy. Juz trudno o większą stronniczość.

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 8 razy 4

    Mam znajomą, która była w naprawdę niewesołej sytuacji, z facetem, który nie tylko ją dręczył, ale i bił - okropność, na początku był milutki, a potem wylazła z niego osobowość psychopatyczna. Do tego koleżanka jest w bardzo złożonej sytuacji: transpłciowość (kilka lat temu zmieniła płeć prawną po długich bojach z rodziną, która starała się jej to utrudnić) i do tego niepełnosprawność - jest po udarze (niestety skutek najtańszych i najgorszej jakości żeńskich hormonów, może też operacji i przepracowania...), nadal nie odzyskała pełnej sprawności. I zdołała się przemóc i uciec od gościa. Na szczęście ma trochę pomocy - wuja, panią z opieki społecznej, swoją dziewczynę, która na razie nie może z nią mieszkać na stałe, ale przyjeżdża i pomaga... Ale i tak to wymagało odwagi - maleńkie mieszkanie, trzecie piętro bez windy... a jednak w końcu powiedziała "dość" i wyniosła się od faceta, choć radzenie sobie samej wymaga od niej teraz bardzo dużego wysiłku.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX