1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dzisiaj praca, a jutro nie mogę, bo uprawiam seks [FELIETON]

Pora na nową definicję kalendarzyka małżeńskiego: nie o płodność tu chodzi, a o znalezienie czasu na seks. Czasem raz w tygodniu, częściej raz w miesiącu - harmonogram pożycia seksualnego małżeństw z dziećmi. Potomstwo, praca, dom - wiecie, rozumiecie, czasu brak. Ale zaradni pracoholicy znaleźli na to sposób! Od czego są kalendarze?
"Kochanie, co robisz w czwartek o 21.00? Masz wolne? Cudownie, to zapisz w kalendarzu: seks z żoną". Brzmi dziwacznie? Chyba coraz mniej, bo jak donosi brytyjski portal dla rodziców Netmums.com, dzisiejsze pary są tak zajęte godzeniem życia rodzinnego z zawodowym, że na spontan po prostu brakuje im czasu. 60 proc. rodziców, którzy wzięli udział w ankiecie wspomnianego portalu, stwierdziło, że na intymne zbliżenia z mężem czy żoną umawiają się z wyprzedzeniem, nierzadko wpisując termin do kalendarza.

I podniosło się larum: a gdzie romantyzm? A gdzie randki? A gdzie miejsce na spontaniczność i pasję, namiętność i kolacje przy świecach? To straszne, po tysiąckroć straszne, że na seks z małżonkiem trzeba się umawiać! O tempora, o mores! Dzisiejszy świat nie jest przyjaznym miejscem dla kochanków. I tak dalej w ten deseń, możecie to sobie pewnie wyobrazić. A wiecie, co ja robię czytając te komentarze? Ziewam.

No to wpisują sobie do kalendarza seks

Wielka mi sprawa! Fajnie, że w ogóle im się tego seksu chce. A perspektywa czekania na konkretny dzień i godzinę wydaje mi się całkiem podniecająca. No ale może to ja jestem dziwna, tudzież całkiem nieromantyczna. No ale pomyślcie: chata zawalona pieluchami, wszędzie suszą się mikrociuszki, matka w biegu kończy jakieś zlecenie w komputerze, ojciec wpada do domu zdyszany, kąpie swe urocze dziecię i wysyła jakiś_super_ważny raport. Ot, dzień z życia pracoholików, którzy postanowili się rozmnożyć.

A tu jeszcze jeden z drugim oczekuje od nich, że będą spontaniczni, spragnieni uciech cielesnych, a ich życie seksualne w ogóle nie ulegnie zmianie. Ten sam żar i nienasycenie, co na początku. Wystarczy, że spojrzą na małżonka/małżonkę i do dzieła! A dzieciątko w tym czasie skromnie odwróci wzrok, tudzież ślicznie prześpi poranek, zapomni obudzić się w nocy. E tam! Umawianie się na seks brzmi dobrze. Dajmy na to, że będzie w sobotę, jak nieletni w końcu zasną. Czyż przez cały tydzień nie można pięknie budować napięcia? Porozumiewawcze spojrzenia, trochę marzeń na jawie... Nie wiem jak wy, ale ja sądzę, że to całkiem dobra pożywka dla wyobraźni i niezły sposób na sypialnianą nudę. Tyle że są tacy, którzy sądzą, że bez romantyzmu ani rusz. No i co im zrobisz?

Nie ma już wolnej miłości

Pod doniesieniami o wynikach ankiety mamy rzucają się do komentowania. "O mój Boże, jeśli byśmy doszli do tego etapu, że musielibyśmy ustalać czas na seks, to już zostałyby nam tylko flanelowe piżamy i osobne łóżka!" - pisze Oburzona i kontynuuje: "Uprawiamy seks, kiedy chcemy, a bez spontaniczności zamieniłoby się to po prostu w kolejny obowiązek". Hmmm. Kiedy chcą? No to fajnie, że chcą akurat wtedy, gdy okoliczności są sprzyjające, prawda? "A jaki jest w tym sens? Gdzie tu pasja?! Nie ma mowy" - obrusza się kolejna matka.

No dobra, ale ja obstaję przy swoim: nie widzę w tym niczego szokującego. Dla każdego według potrzeb i już. Jedni lubią wystawy kotów rasowych, inni majsterkowanie, jednym wystarczy seks raz w miesiącu, a jeszcze inni wpisują go do kalendarza co tydzień. Na szczęście znajduję też opinie, które sprawiają, że nie czuję się najmniej romantyczną kobietą świata, która nie czai istoty namiętności. Takie jak ta: "No oczywiście, że umawiamy się na seks! O ile ktoś nie jest bezrobotny i bezdzietny, zawsze musi w pewnym sensie planować seks! Zanim urodziłam dzieci, uwielbiałam kochać się w środku dnia (...), ale nawet wtedy trzeba to było zaplanować na weekend, bo w tygodniu pracowaliśmy".

Bądźcie modni, zgrajcie terminy!

Mam koleżankę, która akurat uwielbia umawiać się z mężem na seks. Oboje bardzo dużo pracują, mają dwójkę dzieci i jednym z elementów podsycania żądzy jest właśnie planowanie randki w łóżku. Najchętniej hotelowym! Uzgadniają terminy, organizują opiekę dla dzieci, a sami meldują się na noc w hotelu. Nie, takie rzeczy to nie tylko w filmach. Nie mówiąc o tym, że Netmums twierdzi, iż takie planowanie dogodnego terminu i miejsca na seks to będzie tegoroczny trend wśród brytyjskich rodziców. Gdybyście więc chcieli się wzorować i być na czasie, proszę bardzo, cieszę się, że mogłam dostarczyć inspiracji.

Moja inna znajoma, gdy powiedziałam jej o wynikach tej ankiety odparła: - Fajny pomysł! Ja na razie nie korzystałam, bo co miałabym zrobić z dziećmi? Na razie to jak dzieci już śpią albo jeszcze śpią, czasem jakiś spontan w łazience albo garderobie potajemnie - zdradziła. - Ale tak sobie myślę, że rodzice większych nastolatków mają przerąbane w tej kwestii - dzieci chodzą spać później niż ich rodzice, wszystko słyszą... Wtedy takie seks-randki to dobry pomysł chyba. Można i w domu się umawiać, na przykład w porze lunchu, jak dzieci w szkole... - wyraźnie się rozmarzyła. Ona tak o tym lunchu, bo mieszka w Stanach, więc realia trochę inne, ale i u nas przecież się da. To jak, skarbie, kiedy masz jakieś okienko w kalendarzu?