1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Mężatki, mojito i Gosling: czy seks po ślubie przestaje być fajny?

Pamiętacie dialog z "Przyjaciół", w którym to Ross mówi Phoebe, że jeśli chce, aby facet przytył, a kobieta przestała golić nogi, to wystarczy, żeby wzięli ze sobą ślub? Przecież nie może być aż tak źle, prawda? Komuś musi się chcieć!
- To tak jak z uśmiechaniem się: jeśli robisz to często, to zaczynasz czuć się szczęśliwa. Tak samo z seksem: im częściej go uprawiasz, tym bardziej ci się podoba - rzuca Marta, jednocześnie sprawdzając wiadomości w komórce. Piątek wieczór. Spotykamy się w knajpie w centrum Warszawy - podobno lansiarska, ale ja lubię myśleć, że wielkomiejska. Zresztą nie wiem, nie jestem na czasie, lans pewnie odbywa się już gdzie indziej, a ja mam męża, dzieci i życie towarzyskie prowadzę głównie w internecie. Wypadłam z obiegu.

Lansiarsko czy nie, mojito mają tu dobre, a czego więcej potrzeba czterem mężatkom do pogaduszek o seksie i życiu, jeśli nie przyzwoitego drinka na bazie rumu? Może Goslinga za barem, ale po trzydziestce wiadomo, że nie można mieć wszystkiego - wystarczy nam barman, który umie przygotować przyzwoite koktajle. Barmanka też może być, jeśli o mnie chodzi.

Seks? U nas będzie inaczej!

Siedzimy w czwórkę, na początku ostrożnie dobieramy słowa, sondując reakcje pozostałych. Żadna przecież nie chce wyjść na tę, która ma najgorzej. Bo czy cztery mężatki mogą mieć coś dobrego do powiedzenia o seksie? Zwłaszcza jeśli staż małżeński to średnio 8 lat, a dobrodziejstwo inwentarza oznacza też dwójkę dzieci (a nawet trójkę w przypadku jednej z nas)?

Marta wzrusza ramionami - W końcu przestało mi się chcieć. Stwierdziłam, że może mi się nie chcieć i przestałam się wysilać. Bo wcześniej to mi się chciało - mówi z przekąsem. Patrzymy na nią z wyczekiwaniem. Powie coś więcej? - Nie wiem sama, ale naoglądałam się tych wszystkich filmów i naczytałam w książkach, że po urodzeniu dziecka seks przestaje istnieć albo jest dużo gorszy. I chciałam za wszelką cenę udowodnić, że z nami będzie inaczej - rzut oka na komórkę.

Zaczynam się śmiać, wyobrażając sobie jej determinację: - Ale co? Fikuśne koronki, pończochy, te wszystkie cuda-wianki? - pytam. - No tak, koronki, seksowna bielizna, wszystko - Marta nie daje się zbić z tropu. - I naprawdę było świetnie i nic się nie zmieniło przez całą pierwszą ciążę i po narodzinach Antka. Ale w drugiej ciąży, stwierdziłam, że już nic nie muszę. Że nie chcę i po prostu nie będę. Skupiłam się na dziecku, było mi z tym dobrze. No i tak. Zmieniło się wszystko. Jest ok, ale nie tak jak kiedyś. Świadoma decyzja - mówi.

Księżniczka Leia w łóżku z Vaderem

Iwona pije w milczeniu i patrzy na nas z nieukrywanym współczuciem. To taki nasz wyrzut sumienia: przebojowa, piękna, uwielbia seks. Z mężem. - A u Ciebie? Zmieniło się cokolwiek? - zapytuję z nadzieją. Nie oszukujmy się, po tylu latach małżeństwa coś tam musi być gorzej, prawda? Albo chociaż inaczej... - Nieee. Jest świetnie. Ale my naprawdę jesteśmy idealnie dobrani. Kompletnie nic się nie zmieniło po tym, jak urodziły się dzieci - odrzuca włosy z twarzy, uśmiecha się, bierze kolejnego łyka i znowu spogląda na nas z troską. "Mogłaby chociaż udawać, że się o nas nie martwi" - myślę.

- No ale serio? Ciągle ten sam żar i pasja, i ciągle macie na siebie ochotę? - drążę. Rum świetnie rozwiązuje języki - spróbujcie (albo nie, jeśli się boicie!). - No tak - jej mina jest trochę przepraszająca, a trochę zdziwiona: czego one nie rozumieją? - OK, dawaj, mów, jak to wygląda - podpuszczam. W liceum pytałam kumpli, ile razy dziennie się masturbują, nie przestraszę się dorosłej przyjaciółki. Nawet takiej z mężem i dziećmi, nawet w czasach, w których o seksie w swoim małżeństwie nie rozmawia się z nikim (a już nie daj Boże z mężem!). - Och, no wiesz, opowiadamy sobie na przykład o różnych fantazjach i później je realizujemy - lekko się rumieni.

Owoc (prawie) zakazany

No i można? Najwyraźniej. Nagle Ania zaczyna się śmiać. - A wiecie, my to po pierwszym porodzie mieliśmy lepiej niż przed! - chichocze. Wypiłyśmy już tyle, że barmanka zaczyna coraz bardziej przypominać Goslinga. - Ale co to znaczy "lepiej"? - nie chcę, żeby się wymigała. Mamy obalać mit, że po ślubie i urodzeniu dziecka seks staje się do bani, to będziemy go obalać i już. Moja w tym głowa, nawet jeśli to oznacza spore poświęcenia z mojej strony. Natury wszelakiej, łącznie z kacem stulecia następnego dnia.

- Rozbawiło nas to, że seks stał się takim trochę zakazanym owocem - tłumaczy. Mamy chyba głupie miny, bo dodaje: - No wiecie, za ścianą dziecko, trzeba się zachowywać, powinniśmy być zmęczeni... Więc zaczęło nas to bawić. Młoda na drzemkę, my porozumiewawcze spojrzenie na siebie i myk do łóżka. Albo do łazienki, na stół w kuchni, do garderoby... Szybko, intensywnie i z poczuciem robienia czegoś nieprzyzwoitego. To było ekstra! Jak mała zaczynała płakać, to czuliśmy się, jakby nas ktoś przyłapał - śmieje się.

Gapimy się na nią. Marta porzuciła nawet zabawę komórką. - No super, cholera, ale co? Dalej tak macie? - zaczynam myśleć, że jej historia zdetronizuje nam tu nawet Iwonę z jej "seks z mężem jest zajebisty" wypisanym na czole. - Eeee, nie. Wiecie, zmęczenie, praca, komu by się chciało w to bawić? No i po trzecim dziecku nie było już tego samego efektu - stwierdza, kompletnie nieporuszona. W ogóle nie robi to na niej wrażenia. W powietrzu zawisają niewyrażone myśli: te o monogamii, o przeszłości, o tym, co będzie dalej. Nie łapiemy ich, pozwalamy im rozpłynąć się w barowej nocy.

Co nas kręci, co nas podnieca

Właśnie wtedy zaczynam podejrzewać, że każda z nas myśli, że całe to zamieszanie wobec seksu nie ma sensu. Jest to jest, nie ma to nie ma, a dzieci i tak nic do tego nie mają. Fajnie byłoby sprawdzić, czy po 10 latach z facetem, jeśli nie wzięłybyśmy z nim ślubu i nie miały dzieci, nadal tak chętnie wyskakiwałybyśmy przy nim z ciuchów jak na pierwszych randkach. Wątpię. Może to jednak staż związku robi swoje, a nie małżeństwo i dzieci? Bo właściwie o czym my tu mówimy? Że seks nie jest tak częsty jak wcześniej i że zdarza nam się wybrać odcinek ulubionego serialu zamiast kochania się z mężem? I co z tego? Grunt by dawał przyjemność. Jakość, drodzy państwo, ponad ilość.

Związki ewoluują i pewne rzeczy po prostu przestają być tak samo ważne, jak kiedyś. Coś innego nas kręci, coś innego podnieca, że sparafrazuję mistrza pytań o seks (tych, których nie ośmielamy się zadawać). Oprócz Iwony i jej męża, oczywiście. No, ale co zrobić? Pozostała trójka i tak nie ma się najgorzej: tak, zmieniło się, ale nie, nie jest źle. Jest inaczej. Seks dopasował się do realiów naszego życia, a świadomość, że wciąż sprawia frajdę i że nie trzeba gorączkowo sprawdzać, co kto lubi, jest sporym udogodnieniem. Na miarę sprowadzenia przepisu na mojito do Polski, serio.