1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Wojna na spoty: Elbanowscy kontra Superniania (a moje dziecko na linii ognia)

Wiedziałam, że nieoglądanie telewizji musi mieć jakiś głębszy sens. Że też coś mnie podkusiło do włączenia dziadostwa! Ale już, nie cofnę czasu przecież. No to zirytowałam się. Czym? Telewizyjnym spotem przygotowanym przez MEN. A Elbanowscy tylko dolali oliwy do ognia.
Za moje pieniądze mnie zdenerwowano. I przysięgam, nie sądziłam, że kiedyś użyję tego sformułowania (wcześniej przyszło mi do głowy tylko raz: w odniesieniu do powszechnej mobilizacji policji w okolicach stadionu Legii Warszawa, na widok konwojowanych autokarów wypełnionych kibolami). Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało ilustrację swojej reformy edukacyjnej, zapraszając Naczelną Nianię Polski do zachęcenia mnie, żebym posłała dziecko do I klasy.

Córko, to o nas, ale heca!

Tak, właśnie mnie miała zachęcić i właśnie moje dziecko powinnam posłać. Żadna to figura retoryczna, tylko "najprawdziwsza prawda": powiłam dziecię w 2007 roku i staję właśnie przed dylematem: zerówka czy I klasa? Ba! Dylemat ten jest w moim przypadku jeszcze większy, bo obejmuje również zagadnienie: zerówka w szkole czy w przedszkolu? Decydując się na szkołę - co byłoby dobre, zważywszy na fakt, że przeprowadziliśmy się do dzielnicy, w której moja córka nie zna nikogo, miałaby więc szanse nawiązać kluczowe, w przyszłości szkolne, znajomości - rezygnuję z (prawie) pewnego miejsca w przedszkolu dla syna (A.D. 2010, wszak przyszło mi się chętnie i z premedytacją rozmnażać, wbrew ślubom złożonym we wczesnej młodości, że "nigdy, ale to nigdy dzieci mieć nie będę, no może, w drodze wyjątku, jedno"). I oczywiście nie ma też pewności, że do szkolnej zerówki się dostanie - jak zwykle chętnych jest więcej niż miejsc.

Zagwozdka, nieprawdaż? A ja wcale nie lubię mieć takich możliwości wyboru. Udzielając sobie samej nagany za małostkowość, w 5 minut po zakupie granatowego wózka żałuję, że jednak nie zdecydowałam się na czerwony. W pewnych kwestiach wybór powinien ograniczać się do: dobry kontra zły, ładny kontra brzydki. A tu pełno zmiennych i jedno dziecko, które trzeba gdzieś skierować. I oto ja: rodzic w obliczu decyzji.

W pierwszej klasie moja żądna wiedzy dziewczynka, z pamięcią wprawiającą w osłupienie wszystkich pedagogów, da sobie radę w zakresie pisania, czytania i działań matematycznych. To oczywiste. Poczuje się nawet dumna z faktu, że jest uczennicą. A później usłyszę, że nie słucha poleceń, że nie odpowiada, kiedy się do niej mówi, że przeszkadza, że woli się bawić zamiast pisać. Każdy mój kontakt z nauczycielem będzie oznaczał wysłuchanie po raz kolejny zarzutu: "To nieprzeciętnie mądra dziewczynka, ale straszna indywidualistka, która nie stosuje się do reguł". W świecie instytucji takie cechy są bowiem przeszkodą. Zresztą nie czarujmy się, w świecie rodziców nieprzestrzegająca zasad wygadana indywidualistka też bywa kłopotliwa.



Telewizja prawdę ci powie?

I oto jakaś blondynka, która po chwili poszukiwań okazuje się Weroniką Książkiewicz, a ta po chwili dalszych poszukiwań okazuje się aktorką, mówi do mnie z ekranu telewizora, że nie zna rodziców, którzy żałowaliby decyzji o posłaniu sześciolatka do szkoły. Przepraszam, ale to ma mi wystarczyć? Po pani Książkiewicz, która powinna mnie przekonać siłą swojego autorytetu/nazwiska/uroku (niepotrzebne skreślić), kolej na argumenty Doroty Zawadzkiej. Superniania to zupełnie inna liga. Jeśli Superniania mówi, że mam posłać, to znaczy, że to będzie dla mojego dziecka najlepsze. Jak karny jeżyk, margaryna i wczasy z polskim animatorem. Tu już nie trzeba argumentów, wystarczy nazwisko, które dla większości rodziców w tym kraju oznacza jedno: rozwiązanie kłopotów wychowawczych.

Dobra, nic z tego. Nie kupuję tego filmiku, nie kupuję argumentów, że mamy gonić Zachód, nie kupuję braku dialogu z rodzicami, odrzucam slogan: "Nie zastanawiaj się, poślij sześciolatka do pierwszej klasy". Ale ja już tak mam, Szanowna Pani Minister, Szanowna Supernianiu: zastanawiam się i nie umiem inaczej. Dlatego właśnie nie kupuję też drugiej opcji: spot Elbanowskich również nie dla mnie. I jeszcze wolałabym, żeby pan Jakus (sprawdziłam!) tak się w nim nie złościł, bo takie publiczne demonstracje zdenerwowania powodują moje wycofanie.

Dorociński w spocie "Ratuj maluchy" jest ładny i (za) grzeczny, ale może nawet udałoby mu się nakłonić Panią Minister, która nie chce rozmawiać z rodzicami, do jakiejś odpowiedzi, gdyby nie to, że w pakiecie dostajemy też Cichopek (której sprawdzać nie trzeba) i cały efekt diabli biorą, wszak już matki wskazały na nią jako na jedną z trzech najbardziej irytujących celebrytek. Więc co to ma właściwie być: antyreklama?



Najwyżej będzie na mnie

I tak sobie żyję, w oczekiwaniu na wrzesień 2013 (zerówka w przedszkolu) i wrzesień 2014 (I klasa obejmująca dwa niemal pełne roczniki, przepełnione klasy, nauka w systemie zmianowym?) i nic do mnie nie trafia. Żaden slogan, że sześciolatki to jeszcze takie maluszki, żadne badania, które świadczą o tym, że ich wyniki w nauce (nie) są lepsze (żadne z polskich badań nie jest w pełni miarodajne, nie ma jeszcze takich, które mogłyby z całą jasnością potwierdzić którąś z tez), żadne "znam wielu, którzy zrozumieli" - nic z tych rzeczy. Na forach rodzice przerzucają się inwektywami - przecież ich wybór jest lepszy i najwłaściwszy, a inne wybory są do niczego. W prawdziwym świecie tylko jeden sześciolatek z przedszkola mojej córki pójdzie we wrześniu do szkoły.

Rodzice dzieci z 2007 roku. Jest nas wielu. Wbrew toczącym się dyskusjom, dylemat nie ogranicza się wcale do wyboru: I klasa lub zerówka. Problem sięga dalej: jakiejkolwiek decyzji byśmy nie podjęli, nigdy nie będziemy pewni, czy ta odwrotna nie byłaby dla naszego dziecka lepsza. A może będziemy? Znam orędowniczkę reformy i znam jej gorliwą przeciwniczkę, każda z nich mogłaby wystąpić w jednym z tych spotów. A ja chętnie schowałabym głowę w piasek.

Trzeba było posłuchać Superniani!

Nie wiem, córko, czy tak rzeczywiście będzie dla Ciebie lepiej. A tu jeszcze Superniania mówi mi, że wysyłając Cię w miesiąc po Twoich szóstych urodzinach (czy marcepanowy tort z królikami nadal aktualny?) do szkoły, będę mieć Superdziecko. Nie wspomina o jednostce, o indywidualnych cechach, nie jest ostrożna w ocenie, jak psycholożka z Twojego przedszkola. Nie. Ale wiesz co? Te filmy naprawdę są do bani, tak po prostu. I szczerze mówiąc, najbardziej uwiera mnie ta możliwość wyboru. Nasza szkoła jest fajna i gotowa, żeby Cię przyjąć. Tylko Ty wydajesz się niegotowa na tę szkołę. Szkoda, że żadna z prowadzonych akcji nie pomaga podjąć decyzji. A jeśli się mylę? Jeśli to Superniania i blondynka mają rację?

PS. Och, zmiłujcie się. Wiem, że za granicą nawet 4-latki idą do szkoły. Na pierwszą wzmiankę o reformie klasnęłam w ręce: super! Miejsce 6-latków jest w szkole! I co się stało? Moje dziecko okazało się emocjonalnie i społecznie poniżej norm dla jej wieku. A mnie dano możliwość wyboru, dlatego moja córka pójdzie do I klasy za rok, z prawie dwoma rocznikami. Boję się tego, ale czy powinnam się wycofać i puścić tego roztrzepanego, niezdyscyplinowanego dzieciaka do szkoły już teraz? Na razie, dzięki MEN i ciągłemu przesuwaniu reformy, musiałam sama podjąć decyzję. I w razie czego będzie na mnie: trzeba było posłuchać Superniani.

Więcej o:
Komentarze (138)
Wojna na spoty: Elbanowscy kontra Superniania (a moje dziecko na linii ognia)
Zaloguj się
  • zalobanarodowa

    Oceniono 3 razy -3

    Możecie przestać sr... ryjem tego miernego aktorzyny na wszystkich portalach?

  • lica79

    Oceniono 9 razy -3

    Histeria z jaka Elbanowscy przedstawiaja swoje poglady jest zadziwiajaca, jakby sami nie chodzili do szkoły. W mojej opinii to jest zwykły grunt pod politykę, za chwile zobaczymy ich przy pisie jako kolejnych prawdziwych Wolaków

  • nowakowskaalbina

    Oceniono 8 razy -2

    Pani Zawadzka udowodniła że zna się na wychowaniu dzieci natomiast państwo Elbanowscy uczynili walkę ze szkołą jako sposób na życie i utrzymanie .Bardzo wygodne!!!!!!!!!!!!!!!!

  • oelefante

    Oceniono 4 razy -2

    Idioci najpierw nie myślą gdy idą do wyborów i jak tępe bydło ciągle głosują na sitwę POPiSLDPSL (czy jak się toto wczesniej nazywało), a potem drą szaty, gdy trzeba ponosić konsekwencje swoich decyzji.
    Dorośnijcie w końcu.

  • betty842

    Oceniono 4 razy -2

    No jakbym siebie słyszała! Mam dokładnie taki sam dylemat! Jeszcze jakiś czas temu cieszyłam się,że moj syn jest z ostatniego rocznika gdzie można samemu zdecydować czy dziecko pójdzie do szkoły czy do zerówki. Ale od zebrania w szkole (z panią dyrektor kuratorium oświaty i panią dyrektor szkoły) mam mętik w głowie.Jestem wściekła że to ja muszę podjąć decyzję bo nie wiem która bedzie dobra!Już wolałabym,zeby syna objęła reforma i żebym wyboru nie miała. Syn jest bystry i myślę,że poradziłby sobie w szkole ale co jeśli jednak nie? Bede sobie wyrzucała,że mogłam go jeszcze w zerówce zostawić...

  • myslenie-nie-szkodzi

    Oceniono 1 raz -1

    Szkoła powszechna nie jest złem koniecznym ale osiągnięciem cywilizacyjnym. To luksus nowoczesnych i bogatych społeczeństw. Ciągłe trąbienie o "straconym dzieciństwie" działa mi na nerwy.

    6-cio latki mają już sporo indywidualnych zainteresowań, które pragną rozwijać i m. in. dlatego większość z nich chce jak najszybciej czytać.
    Ciekawe jakie alternatywne wspaniałe propozycje rozwojowe mają dla 6-cio latków rodzice, którzy nie chcą ich posłać do szkoły? Podróż dookoła świata? Codzienne wspólne wyprawy na łono natury? Nie, najczęstszą alternatywą jest całodzienny dozór przedszkolny i wieczorny seans tv.

    Dla rodziców pójście dziecka do szkoły to pojawienie się nowych obowiązków i to poważnych obowiązków. Moim zdaniem właśnie z tego powodu niektórzy z nich tak bardzo pragną opóźnić ten moment i tylko w celu uspokojenia własnego sumienia, wymyślają bzdury w stylu "niedostosowane toalety czy ławki".

  • wiki11110

    Oceniono 3 razy -1

    A co z rocznikiem 2008, który mósi od 1 września 2014 isć do pierwszej klasy??? Wy z 2007 r przynajmniej macie wybór. Ja od grudnia zastanawiałam sie czy córkę już w tym roku posłać do zerówki czy nadal ma być w przedszkolu. W naszej 'wiejskiej ' szkole jest już ponad 80 chętnych. Będą cztery klasy, dzieci chodzące na zmiany i tak moęe sie okazać, ze młoda będzie przynajmniej 2x w tyg w domu po 17ej . Ta reforma to jakas kpina zarówno z nas rodziców jak i z naszych dzieci, które niewykluczone, ze zostaną zmieszane z 7latkami. Moja jest październikowa i mam dodatkowa zgryzote bo nie wyobrażam sobie jej z dzieckiem ze stycznia 2007 roku w jednej klasie. To są prawie dwa lata w ROZWOJU!!!! Jak moja sie urodziła to tamto dziecko juz biegało i samo jadło a nawet gadalo. Dla pani MINISTER PAŁA z wychowania i logicznego myślenia!!! Ach zapomianiałam naszymi dziećmi (a dokładnie ich składkami)chcą w przysłości załatać dziure w zusie.

  • tygrysio_misio

    Oceniono 9 razy -1

    Poszłam do zerówki w wieku 5 lat i 8 miesięcy... strasznie się wynudziłam, bo nauki było mało, zabawy dużo, a ja już byłam za duża na kilka godzin zabawy dziennie... nauka była na bardzo niskim poziomie, niezorganizowana i w zasadzie to niczego się nie nauczyliśmy (jedynie pokazano nam, że istnieje coś takiego jak pismo i liczenie).

    Rok później poszłam do szkoły... ponoć 6lat i 8 miesięcy to za mało abym mogła wysiedzieć w szkolnych ławkach.. a jednak siedziałam...

    Przez cały okres nauki też byłam postrzegana jako "zdolna ale leniwa"... teraz jednak nie uważam, żeby była to moja wina... szkoła po prostu była opóźniona w stosunku do mnie... kiedy między 3 a 4 klasą cieszyłam się, że w końcu zacznę się uczyć historii, biologii itp, a nie wycinać i pisać wielkie litery w zeszycie w "2 linie" (już od ponad roku denerwowało mnie to i chciałam normalny zeszyt do polskiego i móc pisać na matematyce w 1 linii, a nie 2) przeżyłam wielki zawód widząc jakie dyrdymały są w podręczniku do historii, kiedy ja o wiele bardziej zaawansowaną wiedzę połykam w programach historycznych. Mój bunt przeciw uczeniu się pierdół nauczyciele widzieli jako lenistwo... a ja po prostu się nudziłam i olewałam bzdety.

    Czytam teraz te artykuły przeciwników puszczania "sześciolatków do szkoły", "odbierania im dzieciństwa" itp... i dochodzę do wniosku, że jako dziecko byłam zbyt rozwinięta emocjonalnie, zbyt inteligentna i w ogóle genialna... :-)

    A może to moi rodzice są złymi rodzicami, skoro wychowali potwora, który w wieku 5 lat i 8 miesięcy był już zbyt znudzony ciągłymi zabawami w przedszkolu i wolał te kilka godzin przesiedzieć w ławkach?

  • jola17a

    Oceniono 3 razy -1

    RATUJMY MALUCHY!
    NIE MAM DZIECKA W WIEKU SZKOLNYM, ALE POWIEM JEDNO ZA "KOMUNY"
    BYŁ OBOWIĄZEK ZERÓWKI, A MOJE DZIECKO CHODZIŁO CHYBA TYLKO 1 MIESIĄC
    DO PRZEDSZKOLA I WIEKU 7 LAT POSZŁO DO SZKOŁY I MIAŁ DZIECIŃSTWO.
    I O DZIWO JAKIE MIAŁ WYNKI W NAUCE!
    NIE ZABIERAJCIE DZIECIOM BEZTROSKIEGO DZIECIŃSTWA.
    :)

    :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX