21 miesiąc: Czysta ciekawość

Napełniłam wiaderko piaskiem i wysypałam go Pawełkowi na głowę. Zrobiła się z tego straszna afera. A ja po prostu chciałam zobaczyć, jak będzie wyglądał z tym piaskiem na głowie.

Niestety, nikt nie zrozumiał, o co mi chodziło. Mama na mnie nakrzyczała, że nie sypie się piaskiem na innych. A ja przecież nie sypałam na żadnych innych, tylko na Pawełka. Tak w ogóle to Mama rzadko krzyczy, ale ostatnio zdarza się to często i jakoś zrobiło się trochę nerwowo u nas w domu. Mama burczy na Tatę i na Lucka, i na mnie też.

Moja Babcia jest chora i Mama chyba dlatego jest taka zdenerwowana. Często jeździ do Babci i wraca zmartwiona i smutna. Ja bardzo nie lubię, jak jest niemiło, bo wtedy sama

robię się niemiła.

Na przykład jedną dziewczynkę w piaskownicy walnęłam łopatką w głowę. Rzucam też różnymi przedmiotami. Mama reagowała na to dosyć spokojnie, dopóki nie uderzyłam Lucka drewnianym tłuczkiem. Wtedy Mama się zezłościła, zabrała mi tłuczek i długo opowiadała o tym, że Lucka to bolało i że tak nie wolno.

Jak Mama jeździ do chorej Babci, to moje dni wyglądają teraz zupełnie inaczej. Dawniej wiedziałam, co jest po czym - spacer, obiad, spanie, spacer, zabawa, spanie, a teraz wszystko się poplątało, bo Mama ma dla mnie mniej czasu. A ja przecież też jestem ważna. Żeby zauważyli, że nie podoba mi się to, co się dzieje w domu, że mam swoje zdanie i potrafię być niezależna, zbiłam Mamę i mojej żyrafie wyrwałam nogę. Nie pozwalam się też ubierać ani karmić. Może wreszcie do nich dotrze, że nie lubię, jak w domu tyle się zmienia i jest nieprzyjemnie.

Ostatnio słyszałam, jak Mama rozmawiała ze swoją przyjaciółką Dorotą. Mówiła, że jest przerażona moim zachowaniem. A Dorota powiedziała, że to normalne, bo dwulatki bywają agresywne i nieobliczalne (nie wiem, co to znaczy, ale tak powiedziała) i poradziła Mamie, żeby się zastanowiła, czy coś nie zmieniło się w naszym domu. Bo dzieci - twierdziła Dorota - najczęściej są agresywne wtedy, kiedy w domu

dzieje się coś złego,

kiedy są wytrącone z codziennego rytmu, znudzone, zmęczone i zaniepokojone zmianami, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Mama przyznała, że ostatnio u nas w domu zaszły pewne zmiany i że nie zdawała sobie sprawy, że te zmiany tak mogą na mnie źle wpływać.

Kiedy Mama rozmawiała z Dorotą, ja bawiłam się z Agatką, córką Doroty. Ale niezbyt długo, bo w końcu zaczęłyśmy się bić. I wtedy moja Mama, zamiast na mnie nakrzyczeć, podeszła do nas, wzięła mnie na ręce i przytuliła. Najpierw trochę się wyrywałam i próbowałam zbić Mamę, ale jak tak mnie przytulała i przytulała, to się rozpłakałam.

I od tej pory

dużo się zmieniło.

Mama z Tatą zaczęli jeździć do Babci na zmianę. Znowu przed południem wychodziłam na jeden spacer, a po południu na drugi i obiad znowu był jak dawniej, a przede wszystkim Mama była o wiele milsza. Tata wziął tydzień urlopu i zajął się domem i mną. Od razu lepiej się poczułam. Dalej waliłam klockami w ścianę, biłam misia i sypałam czasami piaskiem, ale to wszystko po to, żeby pokazać, jaka jestem dorosła i niezależna. Mama wcale się tym nie przejmowała, bo przeczytała w jakiejś książce, że w moim wieku to normalne.

Za to Tata nauczył mnie ryczeć jak lew, kiedy jestem zła. Okropnie głośno. Bardzo to lubię. Kiedyś w autobusie rozzłościłam się na Mamę, bo nie chciała mi dać biletu, i zaryczałam jak lew. Na wszystkich zrobiłam duże wrażenie.

Więcej o: